Blog nie tylko literacki

Narty w Dolomitach

March 10th, 2010 by Shadow

Po kilku latach przymierzania się, wreszcie wraz ze znajomymi wybraliśmy się na narty w Alpy. Nasz (a w zasadzie mój) padł na Włochy – a konkretnie Val Gadrenę w Dolomitach. Byłem tam już dobre kilka lat temu, więc wiedziałem czego się spodziewać. W mojej opinii jest to jeden z lepszych ośrodków narciarskich a Alpach – widziałem już ich kilka w czterech krajach, więc jakieś porównanie mam. Nie jest może idealny, ale na początek – dla osób znających tylko ośrodki polsko-czesko-słowackie – jest moim zdaniem bardzo dobrym rozwiązaniem.

Na początek kilka informacji ogólnych i o warunkach narciarskich (później będą zdjęcia i kilka słów o samym wyjeździe). Val Gardena leży w Dolomitach, można więc wykupić skipass Dolomiti Superski obejmujący swoim zasięgiem kilkanaście ośrodków narciarskich. Opcja ta jest opłacalna (choć nie tania), gdyż Val Gardena jest połączona tak zwaną Sella Rondą (trasą narciarską okrążającą masyw górski o nazwie Sella) z kilkoma innymi dolinami. Przyoszczędzenie kilkunastu (kilkudziesięciu – w zależności od długości pobytu) euro skutkuje odcięciem od wielu fajnych tras i miejsc. Trasy narciarskie są raczej łatwe, co najwyżej średnie – oczywiście dla osób mających już jakieś pojęcie o nartach. Niby większość jest czerwonych, jest kilka czarnych, ale widziałem tylko jeden naprawdę wymagający kawałek liczący może dwieście metrów. W zasadzie nie ma co porównywać tras z Polski do nartostrad z Dolomitów – te drugie, jeśli nawet są bardziej strome (a zwykle są), to również są znacznie lepiej przygotowane i znacznie szersze, dzięki czemu komfort jazdy jest znacznie większy. Do tego dochodzi obszar Alpi di Siusi – tam są głownie płaskie, szerokie trasy, idealne dla początkujących, leniwych lub zmęczonych (czyli nas w ostatnie dwa dni). Read the rest of this entry »

Tags: ,

Posted in Nie tylko palcem po mapie | 6 Comments »

Na nartach w Zakopanem

December 22nd, 2009 by Shadow

Dosyć niespodziewanie okazało się, że muszę w tym roku wykorzystać ostatnie dwa dni urlopu; było mi to trochę nie na rękę, ale cóż było na to poradzić? Szczęśliwie się tak złożyło, że Iza również miała kilka dni wolnego, mróz i śnieg zaczęły paraliżować Polskę, a znajomy z Zakopanego zapraszał do siebie – nie pozostało nam nic innego, jak tylko spakować sprzęt narciarski i urządzić sobie małą rozgrzewkę przed lutowym wyjazdem w Alpy.

W Zakopanem nie byłem na nartach pewnie już z dziesięć lat… a może i więcej. Trochę bez sensu wydawało mi się jeżdżenie do miejscowości, która jest pozbawiona stoków narciarskich: na Kasprowy Wierch daleko i trudno się dostać w sezonie, Szymoszkowa średnio ciekawa, Gubałówka zamknięta, bo się górale kłócą, a z Nosalem jakoś nigdy mi nie po drodze. Do tego dochodzą jeszcze dzikie tłumy narciarzy i pseudonarciarzy – w związku z tym więcej się stoi w kolejkach niż faktycznie zjeżdża. Nie dla mnie to; szczególnie po tym, jak rozbestwiłem się w alpejskich kurortach.
Główną przypadłością Zakopanego – a także wielu innych miejscowości, choć przynajmniej w kilku jest z tym lepiej – jest to, że brak jest zintegrowanego systemu wyciągów. Jeśli już się człowiek zdecyduje na jedno miejsce, nie ma szans na zmianę, bo wiąże się to z przejazdem przez pół miasta. Zwykle do dyspozycji jest jeden, w porywach dwa wyciągi, do tego ze dwie dosyć krótkie trasy o podobnym profilu. Gdy nie ma ludzi, to po dwóch godzinach można zjeżdżać z zamkniętymi oczami; zero urozmaicenia. Jeśli już mam wybierać, to wolę sobie skoczyć na kilka dni do Szczawnicy – warunki podobne, a ludzi mniej i bliżej do wyciągu. Szczerze powiedziawszy narciarsko to Zakopane sporo ustępuje Krynicy czy Korbielowowi… a może nawet Szczyrkowi, choć tam się też dogadać nie mogą. Właśnie dlatego zimą w Zakopanem nie byłem od lat… mniej więcej od momentu, kiedy sam zacząłem decydować, gdzie pojechać. Read the rest of this entry »

Tags: , ,

Posted in Nie tylko palcem po mapie | 1 Comment »

Chopok i Liptovský Mikuláš, czyli narciarski Sylwester na Słowacji

January 15th, 2009 by Shadow

Na przełomie 2008 i 2009 roku przeciętny człowiek, który tylko wystarał się o kilka dni urlopu – tak jak studenci – mógł raczyć się ponad dwutygodniowym urlopem w środku zimy. W związku z tym chyba cała Europa postanowiła się wyrwać z domu. Na podobny pomysł wpadłem i ja z grupą znajomych: postanowiliśmy jechać na narty w Alpy. Pech chciał, że zabraliśmy się za organizację wyjazdu dużo za późno. A kiedy wreszcie znaleźliśmy ofertę w naszym zasięgu finansowym, część ekipy się wykruszyła. I tak, po wielu perypetiach, o których może kiedyś napiszę, wylądowaliśmy w końcu na Słowacji, w Liptovským Mikulášu (po naszemu to jest zdaje się Liptowski Mikulasz, choć Google podpowiada też inne wersje).

Naszą bazą wypadową był hotel o jakże dumnej nazwie Bocian. Muszę przyznać, że chociaż podczas organizacji wyjazdu prześladowało nas jakieś fatum, to po przyjeździe na Słowację zniknęło. Hotel był w jakimś starym dworku (obstawiam, że pokój mieliśmy w stajniach), przerobionym już dobrych kilka lat temu na pensjonat. Pokój był spory, może bez luksusów – ale nie spodziewaliśmy się ich za zapłaconą cenę. Ważne, że spełniał nasze wymagania (nawet jeśli nie było najcieplej) i nie mieliśmy na miejscu żadnych problemów. Czego nie można powiedzieć o innych uczestnikach wyjazdu zorganizowanego przez OIS. Choć osobiście złego słowa powiedzieć nie mogę, to z zasłuchanych opowieści zdecydowanie rysuje się obraz braku profesjonalizmu ze strony biura podróży. Nam się udało, ale chyba nie będziemy ryzykować kolejnego razu… Read the rest of this entry »

Tags: , ,

Posted in Nie tylko palcem po mapie | 2 Comments »


Pages

Kategorie

Fora

Pisarze o sobie

Strony

Znajomi piszą

Archiwum




© 2010 Ględzenie Shadowa Design by Arcsin Web Templates