Blog nie tylko literacki

Olimpiada, czyli facepalm

February 20th, 2010 by Shadow

TVP po raz kolejny transmituje Igrzyska Olimpijskie. Zwykle nie było to dla mnie problemem, ale tym razem niestety skazany jestem na oglądanie zawodów na antenie publicznego nadawcy – kablówki nie mam, internet mi się niestety nieco tnie, a i koniec miesiąca oznacza zbliżani się do limitu transferu. Obie rzeczy – czyli kablówka i lepsze łącze – są w planach od jakiegoś czasu, ale zabrakło mobilizacji do realizacji zamierzeń. Teraz oglądam relację z olimpiady w TVP i pluję sobie w brodę. Źle było już podczas transmisji z Pekinu, ale teraz jest jeszcze gorzej. Mój komentarz może być tylko jeden:

doublefacepalm

Dlaczego? Powodów jest kilka i postaram się je zaraz wymienić. Zaznaczę jednak na wstępie – same transmisje (komentarz w zasadzie, bo transmisja w większości jest wspólna dla wszystkich kanałów) z aren sportowych nie są złe, ale forma ich przekazania i cała otoczka powodują u mnie zgrzytanie zębów (a to jeden z łagodniejszych objawów). Głównym zarzutem jest brak umiejętności (woli?) skupienia się na wydarzeniach ważnych, pokazania całościowego obrazu, ale także selekcji.
Prawdopodobnie wynika przede wszystkim ze złego – przynajmniej w moim mniemaniu – pojęcia misji telewizji publicznej. Przede wszystkim TVP stara się pokazać występy wszystkich naszych sportowców, co samo w sobie nie jest takie złe. Niemniej czasem – jak w przypadku snowboardzistów-turystów (po raz kolejny odpadają w większości w żenującym stylu na bardzo wczesnej ) – lepiej by było, gdyby jednak przemilczano lub pokazano w środku nocy, kiedy widzów jest stosunkowo niewielu. A tu niestety zamiast pokazywać walkę o medale w jakiejś widowiskowej konkurencji (np. narciarstwie alpejskim), otrzymujemy przebitki na starty (nawet nie całe dyscypliny, ale kilkuminutowe wejścia) sportowców trzeciego sortu. Zwykle zresztą i tak są to odtworzenia (określenie „na żywo” też jest w TVP bardzo względne), które można by było pokazać w zupełnie innym terminie, skoro już trzeba.
Tak się dzieje, kiedy naszym nie idzie… ale znacznie gorzej jest, gdy jednak nasi sportowcy ocierają się o pudło (przynajmniej według członków redakcji sportowej TVP) lub, nie daj Boże, zdobywają medal. Nadmiar sztucznej radości, onanizm słowny, wytryski i wodotryski są normą. Ok, przyzwyczaiłem się już i mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Kiedy jednak nadaje się reportaż o tym, jak Małysz robi zakupy, to ja się k… pytam, co to ma wspólnego ze sportem? Do tego dochodzi festyniarstwo i dożynkowa atmosfera przenosin do Kasiny Wielkiej oraz rozmowy z WF-istą wielkiej narciarki. Normalnie brakuje tylko wywiadu z księdzem proboszczem i położną – wszak przy prezentowanym podejściu, dziennikarze pewnie doszukiwaliby się oznak wielkiego talentu już u noworodka. A to wszystko, kiedy gdzieś indziej rozgrywane są konkurencje olimpijskie…
Poza tym olimpiada jest raz na cztery lata (lub na dwa, jeśli liczyć letnią), więc chyba można tak dostosować ramówkę 1 i 2 programu TVP, żeby nie było np. godzinnych przerw w transmisji – i to nie w środku nocy, kiedy oglądają jedynie najwięksi fani, ale w okolicach 20:00 czy 21:00. Może i nasi sportowcy nie startują, ale zawsze się coś dzieje. Ale nie, wolą zrobić przerwę, a potem pokazywać wydarzenia z odtworzenia.
Do tego jeszcze studio, o którym pisałem pośrednio powyżej. Konieczność wykazania się elokwencją i uwielbieniem dla rodzimych sportowców jest olbrzymia, więc słuchać się go nie da. Kurzajewski wiedzie prym, jak tylko się odzywa, to mi gula się pojawia; nie znoszę sposobu prowadzenia przez niego dyskusji. Gdyby chociaż eksperci byli sensowni… I owszem, Grzywa na biatlonie się zna (no i jest ładna :P), ale gdy musi odpowiadać po raz trzeci na to samo głupie pytanie, pewnie też ją coś strzela. Natomiast m.in. gwiazdy telenowel lub emerytowany skoczek wzwyż jako ekspert hokejowy (wszak aż trzy mecze widział!) to jakaś parodia. Oni choćby chcieli – a pewnie nawet chcą – nie mają nic wartościowego do powiedzenia, bo po prostu nie znają się na danej dyscyplinie. Mogą więc co najwyżej prawić komunały o roli psychiki i przygotowania fizycznego (sportowcy), albo ścigać się z prowadzącym o miano największego fana polskiego sportu zimowego, pierdoląc głupoty o łzach cisnących się do oczu lub palpitacjach serca (aktorzy et consortes).

Piszę to akurat w momencie, kiedy złość na jakość relacji z igrzysk trochę ze mnie zeszła (do wieczora jeszcze trochę zostało, a wtedy się odnowi zapewne), ale i tak wyszło chyba zjadliwie i chaotycznie. W każdym razie naprawdę nie potrafię zrozumieć jak to jest, że można zepsuć tak prostą rzecz jak relacja z zawodów sportowych. Wystarczy dawać transmisje na żywo z całych zawodów (albo prawie całych – bo pokazanie czterech najlepszych zawodniczek w slalomie do superkombinacji jest jakąś pomyłką), płynnie przełączać się z areny na arenę (w końcu jednak kilka dyscyplin potrafi się toczyć jednocześnie), wybierać najważniejsze wydarzenia w danym momencie (czyli np. walkę o medale, a nie pozbawione emocji eliminacje). Zagraniczne stacje (i nie tylko mowa o typowo sportowych) potrafią to od lat, a u nas jakoś nie wychodzi…

Jeszcze jedno: prawdopodobnie relacja na TVP Sport jest bardziej trafiająca w moje gusta, ale niestety tej stacji nie posiadam, choć dostępność do niej ostatnio się poprawiła. Być może jednym z celów takiej, a nie innej transmisji z Vancouver jest chęć wypromowania tej stacji. Jednakże, szczerze powiedziawszy, gdybym miał dostęp, wolałbym sobie odpalić Eurosport…

Posted in Ględzenie |

6 Responses

  1. Oranea Says:

    Ech… Ja tam należę do tej (nielicznej chyba) grypu osób, które mają telewizor, mają dostęp do wielu stacji przez kabel, ale w ogóle mało TV oglądają - a Igrzyska Olimpijskie są (jak to sport, poza może siatkówką i tenisem) na szarym końcu preferowanych programów telewizyjnych. O zdobytych medalach dowiaduję sie więc z Internetu albo od znajomych. :P Nie wiem więc jak relacje wyglądają w TVP w tym roku, ale wierzę Ci na słowo, że niewiele tracę ‘przegapiając’ je. ;)

  2. Shadow Says:

    W sumie ja też gdy miałem dostęp do wielu kanałów, tv raczej nie oglądałem - wyjątek robiłem (i nadal robię) w zasadzie tylko dla sportu - czasem nawet po prostu lubię jak leci jakiś gdy robię coś innego. Tym bardziej mnie frustruje, że jak już chcę coś obejrzeć, to okazuje się wątpliwej jakości.

  3. Shadow Says:

    Dziś w nocy miałem pierwszy raz okazję zobaczyć blok nocny - a w zasadzie jego 1,5 godzinny fragment. Pomijam nawet, że między wieczorną transmisją a nocną były 2h przerwy… W każdym razie przez ponad pół godziny znów się spuszczano nad Małyszem, zamiast pokazać coś nowego. Studio mniejsze - znaczy mniej ludzi - ale równie beznadziejne.

  4. Tsiar Says:

    Dzięki (tu wstaw nazwę swojego bóstwa) mam dostęp do Eurosportu. Początkowo próbowałem oglądać IO na TVP, ale poddałem się po trzech minutach słuchania Szaranowicza na średniej skoczni. Wolę reklamy na Eurosporcie (ciekawostka - Eurosport jest komercyjny, puszcza te swoje reklamy co chwila, ale to TVP zawsze spóźnia się na pierwszego skoczka :D ) niż publiczną i jej puszczanie na żywo dyscyplin, które skończyły się godzinę wcześniej.
    I tysiąckroć wolę Wyrzykowskiego z Jarońskim od dowolnego komentatora TVP ;)

  5. Shadow Says:

    Mnie nawet komentarz na TVP nie przeszkadza za bardzo - oprócz momentów, kiedy się podniecają, albo prawią dyrdymały (w stylu: w stylu dowolnym mozna biec nawet tyłem). Niemniej co do ogólnej konkluzji się zgadzam - Eurosport bije TVP na głowę.
    Co do reklam - wolę krótkie i częste bloki niż 10 minutowe przed i po długaśnym studiu.

  6. Tsiar Says:

    Nie jesteś osamotniony w swoich odczuciach:
    http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,7588107,Siedem_grzechow_glownych_TVP.html

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.


Pages

Kategorie

Fora

Pisarze o sobie

Strony

Znajomi piszą

Archiwum