Blog nie tylko literacki

Lutowe zgadywanki

February 21st, 2010 by Shadow

Podczas mojego wyjazdu na narty (albo też tuż przed nim) ukazało się na Katedrze kilka tekstów, w których miałem mniejszy lub większy udział - porobiły się więc zaległości, które staram się teraz nadrabiać. Dwie recenzje wrzuciłem na bloga ostatnio, a dziś przyszła pora na zalinkowanie lutowego wydania literackich zgadywanek. Robię to w zasadzie z poczucia kronikarskiego obowiązku, gdyż luty się już kończy, co czyni samą ideę zgadywanek już nieaktualną - sporo książek się już poukazywało, więc czytelnicy sami już mogą sobie wyrobić o nich zdanie.
W każdym razie w lutowej edycji do przeczytania jest pięć zgadywanek i pięć weryfikacji - z czego moje dwie notki należą do tej drugiej kategorii (co nieco usprawiedliwia ich zalinkowanie), tradycyjnie do przeczytania poniżej.

Weryfikacja zgadywanki Ostrza Tyshalle’a Matthew Woodringa Stovera

Zgodnie z obietnicą z weryfikacją zgadywanki dotyczącej Ostrza Tyshalle’a Matthew Woodringa Stovera wstrzymałem się do momentu przeczytania całej powieści, podzielonej w Polsce na dwie części i wydanych z prawie trzymiesięczną przerwą. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do recenzji pierwszego i drugiego tomu powieści, a tutaj skupię się wyłącznie na kwestiach poruszonych w napisanej we wrześniu zgadywance.
Stover zaskoczył mnie sytuacją wyjściową Hariego w powieści – spodziewałem się, że zastaniemy go szczęśliwie zarządzającego Studiem na Ziemi. Tymczasem wydarzenia opisane w Bohaterowie umierają trwale odbiły się na jego zdrowiu, co w konsekwencji doprowadziło do nieciekawej sytuacji zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Samo to jednak nie spowodowałoby porzucenia dotychczasowego życia i udania się do Nadświata, Stover skorzystał więc z oczywistego rozwiązania – zniszczył bohaterowi dosłownie każdy element życia i postawił w sytuacji bez wyjścia. Wbrew temu co pisałem w zgadywance, powód nie był więc szczytny (choć cały czas istniał on w tle), ale osobisty.
Nie trafiłem z przypuszczeniami (a raczej z oczekiwaniami), że większość powieści będzie się działa w Nadświecie – na dobre akcja przenosi się tam dopiero w połowie książki, choć gdy się tam już znajdzie, to z nielicznymi i drobnymi przerwami scenografia nie zmienia się do samego końca. Ciężko również rozróżnić dualizm Hariego-Caine’a – w powieści obie osobowości głównego bohatera zaczynają się zlewać; nie ma już wyraźnego podziału, który był widoczny w pierwszym tomie Aktów Caine’a.
Opinia, że Ostrze Tyshalle’a jest lepsze od Bohaterowie umierają moim zdaniem nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jest to powieść nieznacznie – ale jednak – słabsza od swej poprzedniczki. Dzieje się tak za sprawą bardzo rozbudowanego zawiązania akcji, które jest dosyć monotonne, a także znacznie mniej żywiołowej końcówki, będącej wypadkową wcześniej obranych rozwiązań fabularnych. Stąd uważam, że wysoko zawieszona poprzeczka została jednak strącona i książka przyniosła niewielkie rozczarowanie.

Weryfikacja zgadywanki Rzeki bogów Iana McDonalda

Rzeka bogów Iana McDonalda, zgodnie z oczekiwaniami, w znacznej mierze traktuje o przemianach społecznych w Indiach: pod wpływem globalizacji, technologii, czasu, obcej kultury. Książka tworzy spójną wizję, dotykającą wielu płaszczyzn życia. W zgadywance (i recenzji) porównywałem Rzekę bogów do Accelerando Strossa – książki te mają faktycznie ze sobą wiele wspólnego – przynajmniej moim zdaniem – lecz u McDonalda wizja przyszłości nie jest dominantą, a jednym z kilku równoważnych elementów. Dla mnie jednym z bardziej istotnych, ale przypuszczam, że czytelnicy o odmiennych preferencjach zwrócą uwagę raczej na inne cechy książki.
Całkowicie spudłowałem zgadując, że powieść McDonalda będzie miała coś wspólnego z prozą Simmonsa; podobnie jak w przypadku nawiązań do Zelaznego. McDonald nie pokazuje też zróżnicowania ludności zamieszkującej obszar dzisiejszych Indii, skupiając się na jej wycinku. Pomyliłem się też sądząc, że tytuł powieści wskazuje na ważną rolę hinduskich bóstw w fabule; nie będę zdradzał puenty książki, powiem tylko, że zabierając się za lekturę, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. W kilku innych przypuszczeniach ocierałem się o prawdę, ale zwykle autor rozwiązywał intrygującą mnie kwestię w inny, niż się spodziewałem, sposób.
W przypadku zgadywanki Rzeki bogów chyba najwięcej razy do tej pory się pomyliłem; co samo w sobie świadczy dobrze o książce – to irytujące przecież, gdy powieść jest przewidywalna i nie zaskakuje czytelnika w najmniejszym stopniu.

Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym |

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.


Pages

Kategorie

Fora

Pisarze o sobie

Strony

Znajomi piszą

Archiwum