Raport czytelniczy 01/2010
Pierwsze dwa tygodnie stycznia zdawały się zapowiadać, że mam szansę na pobicie czytelniczego rekordu – a przynajmniej na najlepszy wynik, od kiedy prowadzę bloga i tworzę listy przeczytanych książek. Niestety – chcąc zrealizować postanowienia z zeszłomiesięcznego raportu – zabrałem się za nadrabianie zaległości z polskiej fantastyki anno Domini 2009. Sapkowski jeszcze jakoś przeszedł, ale na Grzędowiczu solidnie utknąłem i rzutem na taśmę udało mi się przeczytać Orkana. W efekcie w styczniu przeczytałem dziewięć książek – powyżej zeszłorocznej średniej, ale nie tak dobrze, jak się zapowiadało.
Książki przeczytane w styczniu:
- antologia: Antologia nowej science fiction
- antologia: Kroki w nieznane 2009
- Anna Brzezińska: Letni deszcz. Kielich
- Anna Brzezińska: Letni deszcz. Sztylet
- Jarosław Grzędowicz: Pan Lodowego Ogrodu, tom 3
- Ian McDonald: Rzeka bogów
- Łukasz Orbitowski: Nadchodzi
- Rafał W. Orkan: Dziki Mesjasz
- Andrzej Sapkowski: Żmija
Najlepszą książką przeczytaną w styczniu był dla mnie McDonald, czemu dawałem wyraz z w recenzji. Jednakże kilka innych książek też zasłużyło na wyróżnienie. Bardzo przypadła mi do gustu Brzezińska (recenzja drugiego Letniego deszczu tutaj) i jestem bardzo ciekawy, jakie będą jej następne książki, skoro po dekadzie uwolniła się wreszcie od Twardokęska. Bardzo pozytywnie wypadły również antologie. Lepsze były Kroki w nieznane 2009 (recenzja), ale i Antologia nowej science fiction zasługuje na uwagę (wrażenia tutaj). Do książek, które przeczytałem z przyjemnością, zaliczyć można również zbiór opowiadań Orbitowskiego. O wcześniej publikowanych tekstach nie będę się już wypowiadał; pochwalę za to tytułową mikropowieść Nadchodzi, która to pozostawiła u mnie bardzo dobre wrażenie, nawet mimo przejfajnowanej (zbyt fantastycznej) końcówki. Cóż, taki już jest urok prozy Orbitowskiego, podobny zabieg występował już wcześniej w jego opowiadaniach i powieściach.
Znacznie mniej satysfakcji przyniosły mi za to boje z pozostałymi potencjalnymi kandydatami do nagród na naszym rodzimym poletku fantastycznym. Największą traumą była lektura trzeciego tomu Pana Lodowego Ogrodu. Co prawda nie byłem nigdy fanem cyklu Grzędowicza, ale poprzednie dwie części czytało mi się znośnie. Tymczasem teraz męczyłem się strasznie, nie mogłem na raz przeczytać więcej niż mniej więcej trzydzieści stron – dopiero końcówkę łyknąłem za jednym zamachem: bardziej jednak z poczucia obowiązku i zacięcia, niż przyjemności i zaciekawienia. Niby w książce dzieje się więcej niż w rozwleczonym tomie drugim, ale historia nudziła mnie niemożebnie. Zupełnie nie interesowało mnie kto, z kim i po co się bije, albo dokąd zmierza. Owszem, kilka scen było fajnych, Grzędowicz pisze bardzo sprawnie, a jednak lektura okazała się męczarnią.
Już lepiej wypadła na tym tle książeczka Sapkowskiego. Może dlatego, że po zasłyszanych opiniach spodziewałem się gniota straszliwego? A może dlatego, że po prostu krótka była? W każdym razie krytycy mają sporo racji, bo Żmija sprawia wrażenie powieści niedopracowanej… albo rozdmuchanego opowiadanie. Niemniej jednak, mimo wszystkich wad, Sapkowski nadal potrafi wpleść w utwór masę nawiązań, powiązań kontekstowych. I jeśli nawet posługuje się nieco bardziej topornym językiem… cóż, pisze o prostych chłopakach, forma narzuca się sama. W każdym razie, jak dla mnie, powieść Sapkowskiego i tak jest lepsza od wielu innych wymienianych tu i tam kandydatów do nagród.
Ostatnią książką przeczytaną w styczniu był Dziki mesjasz. Po Głową w mur postanowiłem dalej śledzić twórczość Orkana. Trochę się jednak rozczarowałem, bo jego pierwsza powieść nie jest wcale krokiem na przód… a może nawet wręcz odwrotnie. Opowiadania miały pewien klimat i urok, który został zaprzepaszczony rozwinięciem akcji na większą skalę. Orkan odsłania też trochę tajemnic dotyczących świata, ale jakoś one mnie nie przekonują.
Co powinienem przeczytać w lutym:
- Antologia: Antologia fantasy
- Cassandra Clare: Miasto popiołów
- John Crowley: Miłość i sen
- Ian Cameron Esslemont: Powrót Karmazynowej Gwardii, część 1
- Ian Cameron Esslemont: Powrót Karmazynowej Gwardii, część 2
- Jeffrey Ford: Rubieże
- M. John Harrison: Światło
- Terry Pratchett: Łups!
- Jack Whyte: Chaos w zakonie
Co chciałbym przeczytać w lutym:
- Thomas M. Disch: Na skrzydłach pieśni
- Robert Charles Wilson: Spin
- Książki, których nie przeczytam w lutym:
- Peter F. Hamilton: Nagi bóg. Wiara
- Thomas Pynchon: Mason i Dixon
- Gene Wolfe: Cytadela Autarchy
Pół lutego będę miał w zasadzie wyjęte z życiorysu czytelniczego – najpierw muszę nadrobić wszystkie zaległości i przygotować się do wyjazdu, a potem na dziesięć dni wybywam na narty do Włoch – nie sądzę, żeby w tym czasie udało mi się zbyt wiele przeczytać. Może lepiej będzie po powrocie, choć szczerze powiedziawszy nie spodziewałbym się tego, wszak będzie trzeba znów nadrabiać zaległości spowodowane wyjazdem. Stąd też do listy życzeń czytelniczych dodałem jedną tylko pozycję. Do tego przywróciłem Wilsona – planuję zabrać go na wyjazd, więc jest szansa, że go wreszcie przeczytam.
Na liście obowiązków pojawiły się trzy nowe pozycje. Harrisona już nawet nadgryzłem i zapowiada się smakowicie. Po Antologii fantasy spodziewam się solidnej lektury, choć prawdopodobnie bez wielkich zachwytów; chciałbym się jednak pomylić (na plus jeśli chodzi o ocenę zbioru rzecz jasna. Ostatnia dodana pozycja to trzeci tom Forda – mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać (co jest uzależnione w dużym stopniu od tego, kiedy do mnie dojdzie) przed wizytą autora w Polsce.
Posted in Raport czytelniczy |