Styczniowe zdobycze
Od dobrych kilku lat znacznie więcej książek się w moim domu pojawia, niż daję radę przeczytać. Przyczyny są różne, ale główna jest taka, że od mam manię kolekcjonowania - kiedyś były (lub nadal są) to znaczki, piny, etykiety z piw, etc. To trochę niebezpieczny nawyk, bo okazuje się nagle, że nie ma w domu miejsca na trzymanie tych wszystkich klamotów. Jednakże z moich przeróżnych zbierackich pasji najbardziej miejscochłonną jest zamiłowanie do kupowania książek. Może kiedyś wrzucę zdjęcia swojego pokoju - miejsca na regałach dawno się już pokończyły, książki stoją w stosach pod ścianami, zajmują niemal każdą wolną przestrzeń, która nie służy jakimś innym celom. Postanowiłem więc robić comiesięczne wpisy dokumentujące mój książkoholizm. Wszak pierwszym krokiem do odwyku jest uświadomienie sobie, że jest się uzależnionym…
W styczniu trochę pobuszowałem na allegro i udało mi się kupić za śmieszne pieniądze kilka ponoć niezłych książek; kilka innych to zakupy zwykłe, podyktowane różnymi czynnikami. Do tego, jak zawsze, przyszła porcja książek z Katedry. W rezultacie moja biblioteka zwiększyła się o szesnaście pozycji. Oto one:
- Antologia: Kroki w nieznane 2009
- Antologia: Antologia nowej science fiction
- Iain M. Banks: Wspomnij Phlebasa
- Alan Campbell: Żelazny anioł
- Alan Campbell: Bóg zegarów
- Silvana De Mari: Ostatni ork
- Jarosław Grzędowicz: Pan Lodowego Ogrodu, tom 3
- Nancy Kress: Hiszpańscy żebracy
- Ian McDonald: Chaga
- Ian McDonald: Serca, dłonie, głosy
- Rafał W Orkan: Dziki mesjasz
- Andrzej Sapkowski: Żmija
- Mary Wallstonecraft Shelley: Frankenstein
- Bruce Sterling: Święty płomień
- David Zindell: Nigdylia. Schizma
- David Zindell: Nigdylia. Śmierć pilota
Posted in Raport czytelniczy |
February 9th, 2010 at 22:45
16 to taka ładna liczba.
Kupowanie książek to okropne uzależnienie, bo zajmuje naprawdę dużo miejsca. Z drugiej strony każdy ma jakiegoś fizia.
February 15th, 2010 at 13:44
Owszem, też uważam, że to jeden z mniej szkodliwych nałogów, choć faktycznie z metrażem jest problem.