Na styku tradycji i technologii
Na Iana McDonalda zwróciłem uwagę stosunkowo niedawno (mimo dwóch wcześniej wydanych w Polsce powieści – Chagi i Serc, dłoni, głosów), przy okazji jego powieści Brasyl, która była nominowana do kilku zachodnich nagród fantastycznych. Nazwisko autora od czasu do czasu przewijało się w rozmowach, ale oprócz kilku opowiadań (dwa wydane w Polsce opowiadania – Małżonka dżina (Nowa Fantastyka 10/2007) oraz Mała bogini (Kroki w nieznane 2009) – dzieją się w realiach Rzeki bogów), nie dane mi było zapoznać się z jego twórczością… aż do teraz, gdy na nasz rynek trafiła wcześniejsza, i według wielu opinii, lepsza od Brasyl, powieść.
Rzeka bogów, kolejna książka wydana w Uczcie Wyobraźni, przenosi czytelnika do Indii stosunkowo niedalekiej przyszłości (a konkretnie w 2047 rok). Jednakże wizja przedstawiona w powieści daleka jest od tego, co obecnie można zastać na ulicach Bombaju czy Kalkuty. Zmiany dokonane przez autora są kompleksowe i dotyczą każdej sfery życia mieszkańców Półwyspu Indyjskiego. W wizji brytyjskiego pisarza jest zarazem rozmach, jak i pietyzm w oddawaniu nawet najdrobniejszych szczegółów niewiele wnoszących do treści, ale wspaniale wzbogacających scenerię i postaci.
Na powieść składają się historie dziewięciu osób, pochodzących z różnych warstw społecznych i środowisk, niosących różny bagaż doświadczeń. Początkowo ich losy wydają się być niepowiązane, ale wraz z rozwojem fabuły, zaczynają się zazębiać. W niektórych przypadkach poszczególne wątki splatają się w istotny sposób, w innych zaledwie się o siebie ocierają. Można by wręcz powiedzieć, że niektóre postaci są zbędne dla rozwoju głównej osi fabularnej; jednakże ich usunięcie odbyłoby się ze szkodą dla powieści, bo nawet mniej znaczące wątki mają istotny wkład w kreację świata przedstawionego. Mało tego, właśnie w tych pozornie mniej istotnych historiach drzemie znacznie większy potencjał emocjonalny, a i same postaci są znacznie ciekawiej wykreowane.
McDonald oparł koncept powieści na licznych teoriach i pomysłach od lat obecnych w fantastyce. Siła Rzeki bogów nie tkwi więc w zaprezentowaniu nowych tez czy idei, a na umiejętnym zestawieniu zamysłów wykorzystywanych znacznie wcześniej w science fiction. W książce mamy do czynienia między innymi z elementami cyberpunku, sztuczną inteligencją i mechaniką kwantową. Brytyjskiemu autorowi udało się stworzyć swoją wizję z większym polotem, niż to czyni Greg Egan, znalazł też złoty środek między teoriami, emocjami i fabułą, co nie zawsze było silną stroną Charlesa Strossa w Accelerando. Zresztą do tej ostatniej książki (szczególnie jej początku) Rzekę bogów najłatwiej porównać, gdyż obie książki mają ze sobą wiele wspólnych elementów i poruszają podobną problematykę, choć McDonald prowadzi narrację ze znacznie większą swadą i fantazją. [czytaj dalej]
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym |