December 30th, 2009 by Shadow
Jak ostatnio pisałem, jedną z tradycji świątecznych w naszym kraju jest spędzanie wolnego czasu przed telewizorem, spokojnie trawiąc przyjęte doustnie pokarmy. Sam się z tego wyłamałem i w przerwach między posiłkami, czytaniem, przeglądania neta etc. obejrzałem kilka filmów w telewizji, wyrabiając tym samym swoją telewizyjną (nie licząc sportów) dawkę na najbliższe pół roku. Wyjątkowo nie była to Szklana pułapka czy Kevin sam w Nowym Jorku. Miałem za to przyjemność (albo nie przyjemność) zobaczyć kilka stosunkowo nowych filmów, na które (w większości, bo nawet nie wiem czy dzieło Uwe Bolla w kinach leciało) jeszcze kilkanaście miesięcy temu zamierzałem się wybrać do kina… i w większości przypadków dobrze się stało, że na zamiarach się skończyło.
Filmowy maraton rozpocząłem od Incredible Hulk, czyli drugiej w ostatnich latach ekranizacji przygód wielkiego, zielonego i złego stwora. W porównaniu do Hulka, film Louisa Letteriera jest znacznie lepszy, ale nie wykracza zbytnio poza średnią adaptacji komiksów o superbohaterach. Największy nacisk położono rzecz jasna na efekty specjalne, choć szczerze powiedziawszy nie robią one zbyt dużego wrażenia, a sam Hulk (i jego przeciwnik) wyglądają bardziej jak figurki z modeliny niż realnie istniejące potwory. Cóż, pewnie taka stylistyka wydawała się twórcom właściwa – bo z drugiej strony jak można przedstawić realistycznie potwory rzucające wózkami widłowymi jak piłkami?
Scenariusz nie należy do szczytów oryginalności – najpierw mamy przydługie zawiązanie akcji, a później miłą dla oka naparzankę, przerywaną z rzadka tkliwymi scenami – na całe szczęście jest ich niewiele, podobnie jak patosu. Nie drażni również schemat złej armii chcącej wykorzystać cudze nieszczęście do stworzenia superbroni. Read the rest of this entry »
Tags: film
Posted in Ruchome obrazki | 1 Comment »
December 25th, 2009 by Shadow
Bez czego nie możemy sobie wyobrazić prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia? Choinki, Mikołaja, kolęd, prezentów, dzielenie się opłatkiem, a nawet tego nieszczęsnego karpia smutnie patrzącego na nas z wanny. To wszystko elementy związane z tradycją i obyczajem, u jednych z podłożem religijnym, u drugich będące wynikiem konsumpcyjnej nagonki i zwyczaju, w jakim wyrośli. Mam jednak wrażenie, że do tych elementów należy dodać jeszcze jeden – oglądanie telewizji. Wszystkie stacje szykują na Święta osobną ramówkę, pełną programów z kolędami oraz filmów. Trafiają się oczywiście ciekawe premiery oraz hity niedawno puszczane w kinach, ale większość puszczanych w telewizji to odgrzewane kotlety, które ogląda się chyba tylko z nudów lub sentymentu, bo innego powodu na gapienie się po raz któryś na ten sam film nie widzę (no dobrze, może i widzę, ale filmów które są warte obejrzenia więcej niż jeden lub dwa razy nie ma za wiele, a już na pewno nie są to te, które TV puszcza w Święta). Read the rest of this entry »
Tags: film, Święta
Posted in Ględzenie, Ruchome obrazki | 2 Comments »
December 22nd, 2009 by Shadow
Dosyć niespodziewanie okazało się, że muszę w tym roku wykorzystać ostatnie dwa dni urlopu; było mi to trochę nie na rękę, ale cóż było na to poradzić? Szczęśliwie się tak złożyło, że Iza również miała kilka dni wolnego, mróz i śnieg zaczęły paraliżować Polskę, a znajomy z Zakopanego zapraszał do siebie – nie pozostało nam nic innego, jak tylko spakować sprzęt narciarski i urządzić sobie małą rozgrzewkę przed lutowym wyjazdem w Alpy.
W Zakopanem nie byłem na nartach pewnie już z dziesięć lat… a może i więcej. Trochę bez sensu wydawało mi się jeżdżenie do miejscowości, która jest pozbawiona stoków narciarskich: na Kasprowy Wierch daleko i trudno się dostać w sezonie, Szymoszkowa średnio ciekawa, Gubałówka zamknięta, bo się górale kłócą, a z Nosalem jakoś nigdy mi nie po drodze. Do tego dochodzą jeszcze dzikie tłumy narciarzy i pseudonarciarzy – w związku z tym więcej się stoi w kolejkach niż faktycznie zjeżdża. Nie dla mnie to; szczególnie po tym, jak rozbestwiłem się w alpejskich kurortach.
Główną przypadłością Zakopanego – a także wielu innych miejscowości, choć przynajmniej w kilku jest z tym lepiej – jest to, że brak jest zintegrowanego systemu wyciągów. Jeśli już się człowiek zdecyduje na jedno miejsce, nie ma szans na zmianę, bo wiąże się to z przejazdem przez pół miasta. Zwykle do dyspozycji jest jeden, w porywach dwa wyciągi, do tego ze dwie dosyć krótkie trasy o podobnym profilu. Gdy nie ma ludzi, to po dwóch godzinach można zjeżdżać z zamkniętymi oczami; zero urozmaicenia. Jeśli już mam wybierać, to wolę sobie skoczyć na kilka dni do Szczawnicy – warunki podobne, a ludzi mniej i bliżej do wyciągu. Szczerze powiedziawszy narciarsko to Zakopane sporo ustępuje Krynicy czy Korbielowowi… a może nawet Szczyrkowi, choć tam się też dogadać nie mogą. Właśnie dlatego zimą w Zakopanem nie byłem od lat… mniej więcej od momentu, kiedy sam zacząłem decydować, gdzie pojechać. Read the rest of this entry »
Tags: narty, Polska, Zakopane
Posted in Nie tylko palcem po mapie | 1 Comment »
December 18th, 2009 by Shadow
Judasz wyzwolony. Śledztwo otwiera drugą część dylogii Saga Wspólnoty Petera F. Hamiltona. W poprzednim tomie (również wydanym w dwóch woluminach) – Gwieździe Pandory, autor przedstawił kluczowe postacie, dokonał zawiązania akcji oraz rozwinął większość najistotniejszych wątków. W pierwszej części Judasza wyzwolonego przyszła więc pora na kontynuowanie fabuły i czytelnik nie powinien spodziewać wprowadzania do niej nowych elementów czy bohaterów. Zaskoczenie, jeśli się pojawi, będzie wynikiem wyłącznie poprowadzenia znanych już wcześniej wątków.
Podtytuł książki wiele mówi o jej treści; Hamilton zdecydował się położyć nacisk na wątki detektywistyczne i obracające się wokół intryg politycznych na najwyższych kręgach władzy – elementy zaznaczone już w drugim tomie Gwiazdy Pandory. Wątki militarystyczno-batalistyczne zostały w powieści zmarginalizowane do niezbędnego dla rozwoju akcji minimum – trochę to zaskakujące, wszak space opera w dużej mierze opiera się na opisach działań wojennych i przygotowaniach do nich. Z drugiej strony; w innym cyklu Hamiltona – Świcie nocy – akcenty wojenne również nie stanowią większości, chociaż w porównaniu (jak do tej pory) z Sagą Wspólnoty jest ich zdecydowanie więcej. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, Peter F. Hamilton, Recenzja, Saga Wspólnoty
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
December 16th, 2009 by Shadow
Jakiś czas temu Mag i Solaris niezależnie od siebie poinformowały, że planują wydać książki Grahama Joyce’a. Mało tego, powieści te miały się ukazać w sztandarowych seriach – odpowiednio Uczcie wyobraźni i Rubieżach. Sugerowałoby to, że Joyce do tej pory był wielkim nieobecnym na naszym rynku i dopiero teraz wydawcy postanowili nadrobić zaległości – a zatem czytelnicy powinni się szykować na literacką ucztę. Z kilku zapowiedzianych książek brytyjskiego autora pierwsze ukazało się Indygo; można więc dokonać wstępnej weryfikacji oczekiwań, jak i talentu Joyce’a – w zasadzie nieznanego w naszym kraju (do tej pory ukazało się jego jedno opowiadanie – Częściowe zaćmienie w Krokach w nieznane 2006).
Punktem wyjściowym w Indygo jest śmierć Tima Chambersa, wyjątkowego ekscentryka, osoby potrafiącej bez problemu sterować innymi, człowieka wielu pasji i nieprzyjemnego charakteru… a jednocześnie w jakiś sposób fascynującego, potrafiącego przyciągnąć do siebie młodych artystów. W testamencie zleca Jackowi, porzuconemu przed laty synowi, dwie rzeczy: wydanie manuskryptu Niewidzialności. Instrukcji obsługi świata, a także odnalezienie bliżej nieznanej nikomu Natalie Shearer i przekazanie jej znacznej części pozostawionego majątku. Wraz z przybraną siostrą Jack rozpoczynają poszukiwania; rychło okazuje się, że sprawy Natalie i manuskryptu są ze sobą ściśle powiązane. Read the rest of this entry »
Tags: Graham Joyce, Katedra, Recenzja, Rubieże
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
December 15th, 2009 by Shadow
Tak sobie myślę, że jednak w życiu dużą rolę odgrywa przypadek… Może to trochę za bardzo filozoficzne stwierdzenie jak na początek wpisu o serialu, ale uzasadniony. Jak pisałem jakiś czas temu, oglądanie serialu House M.D. zacząłem zupełnie przypadkowo od drugiego sezonu, a po jego skończeniu, zabrałem się za nadrabianie zaległości, czyli oglądanie początku. Gdybym serial zaczął oglądać jak należy, od pilota, prawdopodobnie gdzieś w okolicach trzeciego odcinka bym zarzucił przygodę z doktorem Housem. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu, jak dla mnie pierwsze pięć odcinków pierwszego sezonu jest dosyć słabych. Dopiero później jakość wzrasta do poziomu, do którego byłem przyzwyczajony. Początek jest jednak niezadowalający, głównie za sprawą braku pomysłu na postaci – są w nich co prawda przedstawione (dosyć oszczędnie) ich historie, dzięki czemu można poznać nieco tła, ale ich charaktery nie są wykrystalizowane. I ile w przypadku Cameron czy Chase’a można to jeszcze znieść, to House w wersji light zupełnie do mnie nie przemawia. Do tego dochodzi chyba gorsze wykonanie techniczne – miałem wrażenie, że niektóre efekty specjalne – a te przecież i tak do bardzo zaawansowanych nie należą – były robione trochę chałupniczymi metodami. Pozostałych elementów wizualnych nie oceniam, bo być może ich gorsza jakość wynikała nie z oświetlenia, jakości zdjęć etc., tylko z ułomności odtwarzanej przeze mnie kopii. Read the rest of this entry »
Tags: House M.D., seriale
Posted in Ruchome obrazki | 3 Comments »
December 11th, 2009 by Shadow
Po dłuższej przerwie wróciłem do Lucyfera, czyli jednego z moich ulubionych komiksów. W międzyczasie na Polconie gościł jego twórca, czyli Mike Carey. Trochę z nim porozmawiałem – akurat nie o tym konkretnym komiksie, ale tworzeniu scenariuszy komiksowych w ogóle. Gdy dodać do tego to, co mówił na spotkaniu autorskim, zdobyte informacje rzuciły mi nieco światła na kulisy powstawania serii. Uzbrojony w nowozdobytą wiedzę zabrałem się za lekturę Inferno - piątego albumu o niegdysiejszym władcy piekieł; mającym tam zresztą nadal trochę do powiedzenia.
Poprzednia część cyklu – The Divine Comedy - zamknęła niejako pewien rozdział opowieści o Lucyferze. Jego plany – przynajmniej pozornie, bo z takimi cwaniakami nigdy nie można być pewnym – legły w gruzach, a jego położenie stało się zdecydowanie mało ciekawe; w końcu pozbawienie znaczącej części mocy to nie przelewki. Tym bardziej, że w perspektywie ma się pojedynek w pełni sprawnym aniołem. Właśnie o przygotowaniach do tego pojedynku – a także o nim samym – opowiada jedna z trzech (i w dodatku tytułowa) zawartych w Inferno. Jest to zresztą najciekawsza – może dlatego, że najbardziej rozbudowana – historia w albumie. Z jednej strony teoretycznie ta dobra frakcja, czyli aniołowie, knują przeciwko i tak osłabionemu Lucyferowi, z drugiej Mazikeen w misji przywrócenia mocy Gwieździe Zarannej napotyka swojego byłego męża; to naprawdę ciekawe spotkanie. Lucyfer – jak już kilka razy wcześniej – stoi gdzieś z boku, obserwując i manipulując… choć szczerze powiedziawszy tym razem miałem wrażenie, że nie miał na wydarzenia aż tak dużego wpływu, jak sam myślał. A areną tych wszystkich wydarzeń jest piekło. Read the rest of this entry »
Tags: komiks, Lucyfer, Mike Carey
Posted in Obrazki i chmurki | No Comments »
December 7th, 2009 by Shadow
W zasadzie nie oglądam seriali; a raczej nie mam wytrwałości, by z tygodnia na tydzień siadać przed telewizorem o określonej porze i poświęcać kilkadziesiąt minut na poznanie dalszych losów danej grupy bohaterów. Jeśli już więc mam styczność z serialami, to raczej w formie plików i płyt pożyczonych od znajomych. Jednak nawet wtedy nie mam na tyle wytrwałości, by obejrzeć dany serial od początku do końca. I tak w Rzymie nie dotarłem chyba nawet do końca pierwszego sezonu, a oglądanie Battlestar Galactica przerwałem w połowie drugiego; i to wcale nie dlatego, że nie podobało mi się czy znudziło – po prostu wyskakiwały w międzyczasie ważniejsze rzeczy… albo po prostu zamiast oglądać kolejny odcinek, wolę sobie poczytać książkę. Powoduje to zresztą trochę tarć w gospodarstwie domowym, bo Iza lubi oglądać filmy etc.
Do oglądania kolejnego serialu podchodziłem jak do jeża, ale w zeszłym tygodniu dałem się przekonać do obejrzenia zachwalanego w wielu miejscach Doktora House’a. Stało się tak, że w kilka(naście) dni obejrzeliśmy cały… drugi sezon, bo mniej więcej po dziesięciu odcinkach zorientowaliśmy się, że wcale nie mamy nagranego początku serialu. W niczym to na szczęście nie przeszkadzało, choć zapewne dziwnie będzie się oglądało teraz pierwszy sezon – a będziemy, bo House M.D. przypadł mi do gustu i z niecierpliwością czekam na następne wieczorne seanse. Nie wiem, czy mobilizacji starczy na więcej niż w przypadku wcześniej wymienianych seriali, ale na razie chęć do oglądania istnieje. I to spora. Read the rest of this entry »
Tags: House M.D., seriale
Posted in Ruchome obrazki | 3 Comments »
December 6th, 2009 by Shadow
Jeśli w ciągu ostatnich tygodni wchodziliście na Katedrę (albo na Aleję Komiksu), z pewnością zauważyliście, że portal przeżywa spore problemy. Strona ładuje się powoli, często wyskakują różne błędy. W rezultacie korzystanie z portalu jest w dużym stopniu uciążliwe, a czasem nawet niemożliwe. Przyczyna jest prozaiczna - pisany kilka lat temu silnik strony nie był przystosowany do obsługi aż tak dużej bazy danych, wzrastająca popularność stron też zrobiła swoje. Pora na zmiany. Obecnie wysiłki naszych magików od kodu mają charakter dwutorowy. Po pierwsze starają się wycisnąć jeszcze coś z obecnego silnika. Po drugie myślą nad nowym, przystosowanym do zwiększających się potrzeb. Niestety brak czasu, jak i funkcja strażaków stawiających stronę po kolejnym padzie sprawia, że prace nad projektem nie idą tak szybko, jakbyśmy chcieli. W związku z tym ogłaszamy nabór na techników. Lista wymaganych umiejętności znajduje się tutaj, wraz z pozostałymi szczegółami. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra
Posted in Ogłoszenia drobne | No Comments »
December 5th, 2009 by Shadow
Seria Swamp Thing to kolejny cykl komiksowy z serii Vertigo z jakim miałem przyjemność (w tym wypadku dosyć wątpliwą) się zapoznać; a w zasadzie z pierwszą jej częścią (nie licząc prologu), czyli Saga of Swamp Thing. Z tego co się orientuję, to ten komiks wyszedł w Polsce, ale ja czytałem wersję oryginalną. Jeśli więc coś pokręcę w nazewnictwie, to proszę o wybaczenie.
Seria Vertigo dała się poznać z nieszablonowej oferty, dalekiej od standardowego wyobrażenia o historiach obrazkowych o superbohaterach czy też postaciach z kreskówek. Jeśli dodać do tego autora scenariusza, czyli niemal już legendarnego Alana Moore’a, to obiecywałem sobie po pierwszej części Sagi o Potworze z Bagien całkiem sporo… i jak się okazało niesłusznie, bo w przeważającej większości fabularnie komiks podąża utartymi ścieżkami. Album opowiada o powstaniu (oczywiście na skutek wypadku) kolejnej nadprzyrodzonej istoty. Fakt, że trochę nietypowej, bo żyjącej i myślącej rośliny, ale uniwersa DC Comics i Marvela nie takie już cuda widziały. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo Swamp Thing pojawiał się wcześniej w innych komiksach – a i w tym albumie pojawiają się postaci znane z wielu innych komiksów. Do tego dochodzi oczywiście plugawy schwartzcharakter, dzielący z pozytywną postacią wiele wspólnych cech, ale będąc jednocześnie jej antytezą. W związku z tym fabularnie komiks jest wysoce niesatysfakcjonujący, choć ratuje go nieco druga część, w której fabuła skręca z popularnych schematów bardziej w kierunku motywów znanych z Sandmana; z większym jednak nastawieniem na akcję. Read the rest of this entry »
Tags: Allan Moore, komiks, Swamp Thing
Posted in Obrazki i chmurki | No Comments »