Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

Powoli zbliżamy się do zakończenia siódmego sezonu „Gry o tron”, a tempo wydarzeń w serialu nie zwalnia. Niestety powoduje to także niepotrzebne uproszczenia, które odbijają się na ocenie całości. Niemniej jest na co popatrzeć.

W siódmym sezonie wydarzenia w Grze o tron pędzą na złamanie karku. Teoretycznie powinienem być z tego zadowolony, bo przy okazji poprzednich sezonów często narzekałem, że zbyt wiele rzeczy dzieje się ślamazarnie, a budowanie podstaw pod kulminację potrafi trwać dobrych kilka odcinków. Tym razem jest zupełnie odwrotnie: wystarczy kilka scen i już scenarzyści przechodzą do meritum, oferując widzom spektakularne, choć niekoniecznie dobrze umocowane w fabule zwroty akcji. Może to irytować, choć głównie po obejrzeniu odcinka – w jego trakcie dzieje się na tyle dużo, że nie zawsze jest czas na refleksję.

Dobrym przykładem na to jest szósty odcinek tego sezonu, który po seansie przytłacza finałem, ale jednocześnie w jego trakcie kilka rzeczy zgrzyta. Akcja koncentruje się przede wszystkim na Północy oraz wydarzeniach za Murem, gdzie grupa losowo zebranych postaci wybrała się zapolować na zombiaka… Zanim jednak do tego doszło sporo miejsca poświęcone zostało budowaniu relacji między postaciami. Oglądamy rozmowy mające skonsolidować więzi między bohaterami, a także wzbudzić sympatię u widzów, co później będzie wykorzystane w bardziej dramatycznych scenach. I chociaż niewiele się na tym etapie dzieje, to jest to nawet sympatyczne i buduje fundament pod kolejne wydarzenie, kiedy to misja Jona i spółki kończy się dokładnie tak, jak można było przewidzieć – armia nieumarłych nie daje sobie w kaszę dmuchać.

 

W międzyczasie coraz więcej pęknięć pojawia się w Winterfell. Sansa i Arya nigdy nie były ze sobą blisko, ale teraz traktują się już niemal otwarcie wrogo, a przynajmniej mocno podejrzliwie. W końcu dochodzi do konfrontacji: najpierw młodsza z sióstr wyjawia drugiej swoje znalezisko, a następnie dochodzi do sceny, w której Sansa zostaje przyłapana na myszkowaniu w rzeczach Aryi, kiedy to odnajduje jej maski. Oczywiście dużo jest oskarżeń, nieufności, a nawet grożenia – mało natomiast prób faktycznego wyjścia z impasu. Rozumiem, że za sprawą przykrych doświadczeń obie dziewczyny bardzo nieufnie podchodzą do innych, a Petyr dokłada swoje i pokazuje, kto naprawdę rozdaje karty w Winterfell, ale takie rozegranie sceny między siostrami jest cokolwiek dziwne, a i nieco niekonsekwentne w świetle wcześniejszego zachowania tych postaci. W każdym razie obecnie Arya to chodzący mrok.

Zanim dojdzie do finałowej bitwy za Murem, w odcinku jest kilka scen na Smoczej Skale. Biedny Tyrion po raz kolejny stara się przekonać Daenerys do postępowania zgodnie z radami, co wychodzi mu w najlepszym wypadku średnio. Cóż, taka była fabularna konieczność, ale może jakieś ziarno zasiał, chociażby w sprawie dziedzica?

Finałowa bitwa jest poprowadzona dość chaotycznie. Bohaterowie stosunkowo łatwo dają się okrążyć nieumarłym, cudowne właściwości lodu najpierw są ich ocaleniem, a w kluczowym momencie prawie doprowadzają do zguby. Zombiaki także jakoś specjalnie nie robią wrażenia – jeszcze parę takich ekip i problem armii nieumarłych zostałby rozwiązany. Niemniej dramatyzm jest, a w odpowiednim momencie nadlatują siły powietrzne Targaryenówny i wszystko zmierza ku dobremu: oczywiście jednak zgrillowanie Nocnego Króla nie wchodzi w grę, a Jon z niewiadomych powodów wybiera się na wycieczkę, gdy ratunek jest tuż-tuż a w okolicy kręcą się tylko pojedyncze sztuki wrogów. Czyli ogólnie dzieje się dużo, miejscami jest nawet spektakularnie, ale dramatyzm jest budowany w dość naiwny sposób.

Otwarte pozostają pytania: ile maratonów ultra przebieg Gendry, który do tej pory specjalizował się raczej w wiosłowaniu? Jak kruki (i smoki) wchodzą w nadświetlną? Czy Nocny Król wystartuje na olimpiadzie w rzucie oszczepem? (Rekord Železnego padnie jak nic). Do tego dochodzi chociażby deus-ex-machinujący jeździec znikąd, a także niezwykła odporność termiczna Jona. I pewnie bez problemu można by było trochę takich ciekawostek znaleźć.
Na koniec mamy jeszcze w założeniach wzruszające sceny, kiedy finalnie Dany i Jon przekonują się do siebie, a nawet zawiązują sojusz. Choć, jak się wydaje, będzie to przyczynek do kolejnego konfliktu, bo Sansa z Petyrem zapewne tak łatwo nie odpuszczą, a i lordowie Północy pewnie są już przekabaceni pod nieobecność ich ciapowatego władcy.

Odcinek wieńczy natomiast to, na co wszyscy czekali: zombie-smok (i czy przy okazji rozwiązano sprawę „brakującego” trzeciego jeźdźca?). Zwiastuje to niezłą zabawę, choć przypuszczam, że dopiero w przyszłym sezonie. Coś czuję, że finałowy odcinek tej serii bardziej skoncentruje się na wydarzeniach w Winterfell i Królewskiej Przystani. A może chociaż jakiś drobny nalot na Mur? Albo Greyjoyowie coś zmalują?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ruchome obrazki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • flamenco108

    To ma być jeszcze ósmy sezon????

  • Tymoteusz Wronka

    Tak, ale tylko 6 odcinków.