Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

Po spektakularnych wydarzeniach z końcówki poprzedniego odcinka przyszła pora na spowolnienie akcji i więcej działań zakulisowych. Nadal jest sporo skrótów i mało rozsądnych zachowań, ale pojawiło się też trochę nowych wątków.

 Odcinek zaczyna się chwilę po tym, gdy zakończył się poprzedni – czyli Bronn i Jaime opracowali pierwsze w Westeros prototypy skafandrów do chodzenia po dnie jeziora i wyłaniają się z wody przynajmniej kilkaset metrów od miejsca bitwy. Dobrze, że byli obciążeni zbrojami, bo inaczej, nie daj Wojowniku, wypłynęliby zbyt wcześnie na powierzchnię i jeszcze by ich ktoś zauważył… A poza tym kolejny sympatyczny dialog w ich wykonaniu i rodząca się w głowie Lannistera myśl, że może jednak wypada negocjować. Nic z tego co prawda nie wyjdzie, bo Cersei ma własne plany i wykorzysta każdą słabość przeciwnika, co zresztą pokazuje w kolejnych scenach, w których rozmawia z bratem. Przy okazji znalazła sposób na skuteczne przywiązanie Jaime’ego – zapewne nawet prawdziwy, bo przy czasowych przeskokach w serialu narodziny małego Lannistera powinny nastąpić lada chwila.

W tym epizodzie wątek Lannisterów mocno jest powiązany z Targaryenówną – co nie dziwi, skoro właśnie dała im łupnia. Szczerze powiedziawszy na razie nie kupuję jej postępowania. Z jednej strony zdaje się ulegać sugestiom, że należy pokazać inną twarz władcy niż znają mieszkańcy Westeros, z drugiej bez mrugnięcia okiem grilluje dowódców wrogiej armii, bo ci unieśli się dumą. Pewnie, przekonało to resztę wojska do ugięcia kolan, ale to nadal będzie władza oparta na strachu, a przecież podobno nie o to jej chodziło.

 

 

 

Zresztą słusznie zauważają to Varys i Tyrion, nie chcąc dopuścić, by ich królowa zamieniła się w swojego ojca. Na razie idzie im średnio. Pewnie między innymi dlatego karzeł decyduje się na spotkanie z Jaime’em, przeprowadzone w nieco sentymentalny sposób. Zresztą scen nawiązujących do przeszłości i być może stanowiących podwaliny pod przyszłość jest w tym odcinku całkiem sporo i w większości wypadają dość udanie. W przeciwieństwie do kolejnego odcinka przygód Sama, którego wizyta w Cytadeli w sumie okazała się całkowicie zbędna – jakieś informacje dostarczył, coś tam wyszperał, pobawił się w chirurga, ale tak naprawdę służyło to głównie do przemycania informacji z przeszłości. Teraz jedynie należy mieć nadzieję, że w losowo zabranych papierach znajdą się przydatne informacje.

Coraz mniej subtelnie podawane są też szczegóły dotyczące pochodzenia Jona. A to Goździk coś wyczyta w książce, a to smok zachowuje się jak szczeniak – wydaje się, że kierunek może być tylko jeden. Dany wygląda na niemal tak obłaskawioną jak Drogon, choć scenarzyści starają się mieszać przybyciem Joraha. Generalnie rozegranie scen z tym trójkątem było dość słabe, łącznie z próbą zabijania spojrzeniem łzawych oczu Jona.

Ten odcinek miał sporo chyba niezamierzonych elementów humorystycznych, jak chociażby Davos przekupujący strażników, motyw z listem dla Jona, pojawienie się Gendry’ego czy wzajemne podchody Aryi i Petyra. Abstrahując od komizmu, wypadałoby by wreszcie Littlefinger coś zadziałał, bo na razie robi w tym sezonie za statystę i co najwyżej możemy się domyślać, że ma wpływ na Sansę, która coraz bardziej poczuwa się do roli władczyni i być może nawet zacznie działać przeciwko Jonowi. I w sumie miałaby rację, bo władcą jest fatalnym – kolejnym przykładem na to jest jego wyprawa na czele westeroskiej wersji Parszywej Dwunastki (czy może raczej Siedmiu Wspaniałych) za Mur. Sensu w tym nie ma; chyba ktoś sobie przypomniał o słynnej gnijącej ręce z początku historii i postanowił jeszcze raz ograć ten motyw. Z pewnością przekona to Cersei do pomocy…

Podsumowując: było trochę niezłych scen, czasem nawet zabawnych. Wprowadzono kilka nowych elementów, które mogą zaprocentować w przyszłości. Jednakże ma się też wrażenie, że postępowanie bohaterów jest coraz mniej logiczne: scenarzyści rzucają nimi po całej mapie, coś im każą robić, ale głębszego sensu na razie nie widać. Sceny w Winterfell dodatkowo dowodzą, że bez konfliktów obejść się nie może, więc trzeba je generować nawet tam, gdzie mogłoby się bez nich obejść. Chociaż jak to rozwiążą, to jeszcze zobaczymy – cały czas mam nadzieję, że Sansa okaże się jednak godną uczennicą i załatwi Petyra z korzyścią dla rodu. Choć istnieje też szansa, że Arya tego nie załapie i wszystko zepsuje.

fot. HBO

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.