Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Bodajże najkrótszy odcinek w historii „Gry o tron” jest także jednym z lepszych w ostatnim czasie. Sceny były dynamiczne i treściwe, a na koniec przyszło to, na co chyba wszyscy fani serialu czekali od samego początku. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to przygotujcie się na spoilery.

Nie przedłużając: tak, są smoki (a konkretnie jeden), jest bitwa z ich udziałem i spektakularne sceny. Ale zanim do tego doszło, w czwartym odcinku siódmego sezonu działo się sporo w innych wątkach. Tak więc po kolei, zaczynając od Północy.

                Ten sezon można w przypadku Starków określić hasłem powrotu do domu. Najpierw pojawił się Bran, teraz przybyła Arya, od razu prezentując swój przekorny styl. Nie sposób jednak ukryć, że każde z nich pojawia się w Winterfell odmienione i chociaż wydaje się, że więzy rodzinne nadal pozostają silne, to nie są to już te same osoby, które poznaliśmy na początku historii. Rzecz jasna jest to najbardziej widoczne w przypadku Brana, który sam przyznaje, że nie jest już sobą, bo posiada znacznie większą wiedzę niż kiedyś – stąd też dość suche pożegnanie z Meerą Reed, pozbawiona emocji rozmowa z Petyrem czy wreszcie pragmatyczna rozmowa z siostrami. Inna sprawa, że pojawiający się ponownie na scenie sztylet zapewne będzie miał znaczenie w przyszłości, a wizjonerskie umiejętności Brana sugerują, że jego działania mają ukryty sens. Bo inaczej czemu miałoby to służyć?

                Zastanawia przy tym pozycja i rola Petyra. Wydaje się, że próbuje się przypochlebić Starkom, aczkolwiek znając tego typa, należy przypuszczać, że ma już w głowie plan jak wystrychnąć każdego na dudka i osiągnąć własne cele. Choć, widząc pojedynek Aryi z Brienne, chyba odczuł drobne igiełki niepokoju… a może właśnie otworzyły się przed nim nowe możliwości? A wracając do najmłodszej Starkówny, jej ćwiczebna walka z Brienne pokazała, że szkolenie w Braavos nie poszło na marne. Ma się też wrażenie, że jej wcześniejszą czupurność zastąpiła pewność siebie. I chyba nawet Sansa powoli łapie jak niebezpieczna i bezwzględna dla wrogów stała się jej siostra.

                Sporo dzieje się też na Smoczej Skale, gdzie trwa wzajemne poznawanie się Daenerys i Jona. Z jednej strony odnalezienie jaskini ze smoczym szkłem i pradawnymi malunkami potwierdza twierdzenia przybyszy z Północy, z drugiej opowieść Missandrei buduje u Davosa i Jona obraz władczyni, która faktycznie ma szansę przywrócić pokój Westeros. Oczywiście nadal trwają przepychanki i wzajemne podchody na podłożu politycznym, ale sojusz wydaje się pewien. Tym bardziej, że Davos bawi się w swata, a Jon udzielił rady (tak, Jon!), która wydała się Matce Smoków właściwa. Na koniec jeszcze pojawia się Theon, jak zwykle w roli zbitego psa. Nawet Jonowi nie chciało się go tykać.

U Lannisterów natomiast wszystko po staremu, czyli Cersei knuje z Żelaznym Bankiem, czego efektem będą nowe siły w Westeros (Złota Kompania kontra Dothrakowie to będzie coś). Powraca też humorystyczny duet Jaime-Bronn, choć akurat w tym przypadku to ten pierwszy wydaje się być górą we wzajemnych przekomarzaniach. Jednak niewiele z tego mu przyjdzie, gdy przylecą smoki. No dobra, smok. Jeden. I tak wystarczył. Co zresztą nasuwa pytanie czy pozostałe dwa też potrzebują jeźdźców, by świadomie uczestniczyć w walce?

Zaprezentowana w końcówce bitwa jest może nieco chaotyczna, a ujęcia smoka wydają się momentami nałożone na resztę, ale generalnie jest właśnie tym, na co czekaliśmy. Dothrakowie szarżujący na Lannisterów, smok palący armię czy wreszcie pojedynki Jaime’ego i Bronna spełniają oczekiwania. Tajna broń Cersei okazała się połowicznie skuteczna, co prowadzi tylko do jednego pytania – nie jest to jakieś niezwykle skomplikowane urządzenie, którego produkcja zajmuje miesiące, więc czemu mają tylko jedno? I czemu nie ma przy nim wyszkolonej załogi tylko Bronn musi pędzić przez pół pola bitwy, by strzelić? Może scenarzyści oglądali Hobbita i na tej podstawie stwierdzili, że starczy? W każdym razie smok jest tylko ranny, Jaime i Bronn uszli cało (może trafią do niewoli – ciekawe czy były najemnik szybko zmieni strony, skoro ma pretensje, że nie został odpowiednio wynagrodzony? W każdym razie w utopienie nie wierzę), a w przyszłości Daenerys na pewno będzie bardziej uważać.

Muszę przyznać, że dawno tak się dobrze nie bawiłem oglądając odcinek serialu. Była dynamika, spektakularne sceny i wieloznaczne dialogi. „Gra o tron” słynie z tego, że czasem niepozorna rozmowa może mieć znaczenie za kilka odcinków; w tym przypadku prawie wszystko dotyczyło tu i teraz, dzięki czemu nie miało się wrażenia, że scenarzyści biorą nas na przeczekanie. I tylko zastanawia co też zaplanowano dla nas w kolejnych odsłonach.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ruchome obrazki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.