Oszukać kanciarza

Fantasy łotrzykowskie cieszy się dużą popularnością. W debiutanckiej powieści Tomasza Marchewki co prawda magii i fantastycznych istot nie uświadczymy, ale karcianych przekrętów jest aż nadto.

Wydawnictwo SQN coraz chętniej i częściej wydaje fantastykę, także rodzimych twórców. Publikują między innymi debiutantów, w tym Tomasza Marchewkę z powieścią zatytułowaną Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Początkujący autor sięgnął w niej po popularny podgatunek fantastyki, czyli łotrzykowską fantasy, w której liczy się przede wszystkim pomysł na wielki, pieczołowicie budowany przekręt, który staje się jasny dopiero w finale opowieści.

Fabuła książki osadzona jest w nieco steampunkowych realiach, ale stylizacja i elementy gatunkowe są w zasadzie tylko tłem, elementami pojawiającymi się na marginesie głównej opowieści. Areną wydarzeń jest Hausenberg – miasto pełne oszustów i kryminalistów specjalizujących się w przekrętach; nierzadko na wielką skalę. Ta informacja jest istotna dla fabuły, bo chociaż głównym bohaterem jest Slava – młody szuler karciany z ambicjami – to istotna dla fabuły rozgrywka toczy się na kilku płaszczyznach; nie tylko przy stoliku pokrytym zielonym płótnem.

Akcja powieści prowadzona jest wielotorowo. Oczywiście większość wydarzeń koncentruje się na głównym bohaterze i jego pomocnikach, ale Marchewka nie ogranicza się wyłącznie do opisywania ich losów. Autor poświęca nieco miejsca mniej istotnym postaciom, a nawet sięga w przeszłość, by nadać kontekst decyzjom i postępowaniom niektórych graczy. Urozmaica to historię i wprowadza do fabuły elementy, które rzucają więcej światła na możliwy finał opowieści, ale też momentami wytrącają opowieść z rytmu. Przez dużą część książki towarzyszy czytelnikowi wrażenie, że to kilka niezależnych opowieści splecionych w jedną wspólnym miejscem i czasem.

W porównaniu do podobnych gatunkowo powieści – w tej kategorii wzorcem mogą być chociażby Kłamstwa Locke’a Lamory Scotta LynchaWszyscy patrzyli, nikt nie widział sporo brakuje przede wszystkim pod względem rozmachu i tempa akcji. Owszem, w powieści Marchewki dzieje się sporo, ale w sposób bardziej kameralny, spokojniejszy i mniej emocjonalny. Autor co prawda zręcznie myli tropy, ukrywając przed czytelnikiem prawdziwy cel rozgrywki, ale przy tym nieco zbyt mało miejsca poświęca bohaterom. Niewiele wiemy o ich motywacjach i decyzjach – w zasadzie tylko w przypadku Slavy, dzięki retrospekcjom, czytelnik wie nieco więcej. Rzadko też pojawia się humor, zwykle stosowany przez autorów tej konwencji. W efekcie Hausenberg jawi się jako miejsce ponure; i zapewne takie ma być, skoro obserwujemy go z przede wszystkim z perspektywy kryminalistów; nawet jeśli w świecie powieści niekoniecznie są za takich uważani.

Tomasz Marchewka jest jednym ze scenarzystów gry Wiedźmin 3: Dziki gon. Okazuje się jednak, że przejście od tworzenia fabuły do gry do pisania powieści rozrywkowych nie jest takie proste. Debiut wypada pod wieloma względami nieźle, ale są też elementy, nad którymi autor musi jeszcze popracować. Przede wszystkim widać, że pisarz bardzo chciał podzielić się swoimi fascynacjami i pomysłami (szczególnie z zakresu technik karcianych), ale nie zawsze potrafił znaleźć złoty środek między tymi ciekawostkami, a tempem narracji. Niemniej, dla fanów karcianych przekrętów i mrocznej atmosfery, jest to pozycja, do której warto zajrzeć.

Recenzja pierwotnie ukazała się w Katedrze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.