Punisher Max #01 – recenzja komiksu

W pierwszym tomie Punisher Max można znaleźć krwawą i bezlitosną opowieść o bezwzględnym mścicielu z marvelowskich komiksów.

Frank Castle – znany powszechnie jako Punisher – nigdy specjalnie nie pasował do trykociarskich opowieści o superbohaterach. Jednakże jego bezwzględność i krwawe rozprawianie się z przestępcami działało niesamowicie na wyobraźnię nastolatka wyglądającego w kioskach kolejnych historii wydawanych przez TM-Semic. On, a także Lobo, najbardziej działali na wyobraźnię i idealnie wpasowywali się w panujące wówczas w telewizji kolejne filmy z Schwarzenegerem, Stallonem czy van Dammem. Później jednak antybohater z trupią czachą na piersi zniknął na długo z księgarskich półek, a filmowe próby przywrócenia go szerszej publiczności były… nazwijmy je nieudanymi.

Czy to za sprawą pojawienia się tej postaci w netfliksowym Daredevilu, czy też komiksowych czytelników w Polsce domagających się coraz dojrzalszych historii, otrzymaliśmy wreszcie kolejną, mocną historię o mścicielu z marvelowskiego imprintu Max, w którym publikowane są historie dojrzalsze i przeznaczone dla dorosłych czytelników. Jaka inna seria lepiej by się nadawała do opowiedzenia krwawych przygód Punishera?

Cała recenzja dostępna w naEKRANIE.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.