Człowiek jest najokrutniejszą bestią

„Na Wodach Północy” Iana McGuire’a na pierwszy rzut oka przypomina nieco „Terror” Dana Simmonsa, choć podobieństwa między obiema powieściami finalnie okazują się dotyczyć przede wszystkim scenografii.

Nominowana do Booker Prize 2016 powieść Iana McGuire’a przenosi czytelników do połowy XIX wieku, kiedy to statki wielorybnicze raz po raz udawały się na arktyczne wody, by polować na olbrzymie morskie ssaki. W tej walce człowieka z wielorybem na tle surowej przyrody, zimnego oceanu oraz pokrytej lodem powierzchni wód i wysp Archipelagu Arktycznego jest coś tak magicznego i uniwersalnego, że raz po raz pisarze do nich powracają, mimo iż pojedynki harpunników z morskimi ssakami dawno już przeminęły… przynajmniej pod taką postacią.

Założenia fabularne Na Wodach Północy są dość proste: okręt wielorybniczy „Ochotnik” po raz kolejny wyrusza na północ, a prawdziwa mieszanina typów spod ciemnej gwiazdy składająca się na załogę liczy, że zapełnią ładownię fiszbinem i wielorybim tłuszczem. Na statku znalazł się także Patrick Sumner, były lekarz wojskowy, który po opuszczeniu brytyjskiego kontyngentu w Indiach szuka nowego zajęcia aż wyjaśnią się sprawy spadkowe. A przynajmniej tak wszystkim mówi.

Poniekąd w Na Wodach Północy wyprawa wielorybnicza i przemierzanie skutych lodem ziem i mórz jest tylko pretekstem do ukazania ludzkich postaw. Już pierwsze sceny znamionują, że ma się do czynienia z powieścią z jednej strony naturalistyczną, z drugiej nacechowaną przemocą i okrucieństwem. McGuire się nie patyczkuje i bez wahania wprowadza na karty książki kolejne indywidua – bo nazwanie ich ludźmi byłoby zbytnią łaską – których paskudna natura wychodzi na jaw podczas rejsu.

Tak, z książki wyłania się obraz brudnej natury człowieka, co uwypuklone jest także w warstwie językowej, „ubarwionej” wulgaryzmami i bez taryfy ulgowej opisującej czyny postaci. Zresztą należy zaznaczyć, że autor bardzo plastycznie posługuje się językiem, wykorzystując bogate słownictwo (uznanie należy się też tłumaczowi Bartoszowi Kurowskiemu), by jeszcze dobitniej zwizualizować czytelnikowi brud – dosłownie i w przenośni – świata przedstawionego.

Powieść McGuire’a ma pozornie wiele wspólnego z przywołanym we wstępie Terrorem Dana Simmonsa. Wspólne dla obu dzieł jest ukazanie ludzkich postaw w obliczu nieuchronnej – jak się wydaje – śmierci na lodowatych północnych wybrzeżach podczas arktycznej nocy. Jednakże tam, gdzie Simmons odmalowuje szczegółowo każdy detal i kreuje z rozmachem fabułę, McGuire ogranicza się do minimum, bardziej zainteresowany tym, co dzieje się w głowie (i duszy) głównego bohatera.

Właśnie, co z Patrickiem Sumnerem, bądź co bądź centralną postacią powieści? Czy on też okazuje się należeć do menażerii paskudnych zbirów pojawiających się na kartach książki? Nie do końca – na tle pozostałych postaci jawi się niemal jako pozytywny bohater. Niemal, bo chociaż czuje się w obowiązku wykryć sprawcę wielokrotnego gwałtu i zabójstwa chłopca okrętowego, to robi to jednak bardziej z przymusu moralnego, niż potrzeby wynikającej z przekonań. Pełen słabości, finalnie okazuje się tylko nieco lepszy od reszty postaci pojawiających się w Na Wodach Północy. Ale czy faktycznie można w jego przypadku użyć określenia „dobry”? To już każdy czytelnik musi ocenić indywidualnie.

Na Wodach Północy to relatywnie krótka, ale intensywna w odbiorze powieść koncentrująca się na ukazaniu mrocznych pokładów ludzkiej natury, a surowa sceneria północnych mórz i polowania na oceaniczne ssaki jest tylko tłem umożliwiającym lepsze uwypuklenie postaw postaci, w oderwaniu od łagodzących – być może – wpływów cywilizacji.

Recenzja ukazała się w Katedrze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Ciacho

    Bardzo dobra książka. Świetny klimat arktyczny. Mega dawka przemocy i okrucieństwa. Ciekawe kreacje bohaterów – Drax to jeden z najczarniejszych typów literatury, jaki można tu poznać. Bardzo mi przypominał sędziego Holdena, zresztą proza

    McGuire’a też przypominała mi tę od McCarthy’ego, zwłaszcza „Krwawy południk”.

  • Tymoteusz Wronka

    Tak, mają dość podobne, „naturalistyczne” podejście do ludzkich zachowań. Wręcz nawet przerysowane, bo wyciągające na wierzch najbrudniejsze rzeczy, ale bez zestawienia z tymi bardziej pozytywnymi. O ile jeszcze McCarthy to czasem robi, to w „Na Wodach Północy” już tego nie ma.

  • Ciacho

    No McGuire chyba jednak cięższymi działami operował, żeby było tylko brudno i ciężko. Znasz jeszcze książki w podobnym charakterze? W sensie takie mocne w arktycznym klimacie, jak u Simmonsa czy Philbricka?

  • Tymoteusz Wronka

    Aż tak mocne, to nie. Ale jak klimaty wielorybnicze cię interesują, to bodajże London sporo o tym pisał, klimatycznie zresztą.

  • Ciacho

    Spoko, poszperam w necie.