Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Komiksowe przygody Harley Quinn nie zaskakują szaleństwem; ale dokąd ono doprowadzi fabułę, to już zupełnie inna sprawa.

Trzeci już zbiorczy album przygód bohaterki o niezwykle bladej karnacji w zasadzie nie zaskakuje pod żadnym względem, a jednak nie sposób odmówić mu pewnego uroku. Po raz kolejny czytelnicy otrzymują kilka krótszych przygód (a w zasadzie perypetii) z udziałem Harley Quinn, a także przynajmniej jedną, bardziej rozbudowaną historię.

W tym tomie (a także poprzednich) Harley jest strasznie zabiegana: musi pracować, opiekować się zwierzakami, ratować świat przed przestępczością czy wreszcie oddać się odrobinie relaksu podczas brutalnych zawodów na wrotkach. W efekcie cierpi na tym jej życie osobiste: a nie ma przecież nic gorszego niż przegapić randkę z umięśnionym i romantycznym amantem, w porównaniu z którym nawet Bruce Wayne wypada blado… No dobrze, randka z milionerem z Gotham też jest satysfakcjonująca, ale mimo wszystko z kimś takim nie da się zbudować trwałego związku. Jednym słowem: pora na zmiany.

W efekcie sporo miejsca w Cmok, cmok, bang, dziab zajmuje klasyczna opowieść rekrutacyjna… chociaż w przypadku Harley użycie przymiotnika „klasyczna” wydaje się niespecjalnie trafne. W każdym razie bohaterka rozsyła ogłoszenie o pracę na swoje asystentki – a odpowiadają na nie dziewczyny, które w różny sposób są nieprzystosowane do swojego życia. Sporo w tym humoru, ale też delikatnego uwypuklenia wątków feministycznych.


Dodatkowym smaczkiem są zeszyty świąteczne, czyli próba oddania tego, jak Harley będzie przeżywała święta. Robi to oczywiście w swoim stylu, czyli nadmiernie się ekscytując, wtrącając się w nie swoje sprawy, a także niespecjalnie pojmując niektóre sytuacje związane z obchodami Bożego Narodzenia. A jednocześnie, przy całym swoim szaleństwie (albo: dzięki niemu), w wielu miejscach wydaje się bardziej ludzka i lepiej rozumiejąca istotę Świąt, w efekcie czego jawi się jak dobry duch. Czy jesteśmy w stanie uwierzyć w taką twarz dziewczyny Jokera? Na bazie trzech albumów raczej tak – (anty)bohaterka zwykle chce dobrze, a że często cel chce osiągnąć za pomocą przemocy i wybuchów? Cóż, przynajmniej jest skuteczna.

Strona graficzna jest typowa dla serii. Większość rysunków nie odbiega od klasycznej formy znanej z wcześniejszych tomów; nie zaskakują również krótkie, kilkustronicowe wstawki artystów na występach gościnnych, tym razem powiązanych z wizjami, które są udziałem Harley m.in. pod wpływem eksperymentalnego halucynogenu. Za pierwszym razem to bawiło, za drugim stanowiło miłe urozmaicenie, ale obecnie takie rozwiązanie raczej spowszedniało; tym bardziej, że poszczególni graficy wcale nie oferują jakiś wyjątkowych doznań.

Po raz kolejny otrzymaliśmy album z niezłymi momentami, ale też miejscami przegadany lub na siłę starający się ciągnąć wcześniejszą konwencję (szczególnie dotyczy to zeszytów rysowanych przez grupę artystów). Można się pośmiać, ale na dłuższą metę chciałby się już otrzymać coś więcej niż tylko serię gagów przeplataną mniej udanymi historiami.

Recenzja pierwotnie ukazała się w Alei Komiksu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Obrazki i chmurki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.