Polskość w epoce etheru

Najnowsza powieść Krzysztofa Piskorskiego jest polską odpowiedzią na Ligę Niezwykłych Dżentelmenów. I Dam. Jednakże tym razem największy atut prozy Piskorskiego obraca się przeciw niemu, zbytnio dominując całość.

Krzysztof Piskorski jest autorem rozpoznawalnym już od dobrych kilku lat, ale dopiero wydana w 2013 roku powieść Cienioryt przyniosła mu sukcesy, w tym między innymi nagrodę imienia Janusza A. Zajdla. Na jego kolejną powieść przyszło czekać czytelnikom trzy lata. Było warto, choć mimo wszystko wcześniejsza historia o szermierzach przenikających cienie była bardziej udana.

Wizja zaprezentowana w omawianej tu powieści nie odbiega znacząco od tej, którą Piskorski wykreował w Zadrze; a raczej wydaje się, że stanowi naturalny krok w poszerzaniu i rozwijaniu pomysłów na realia i szeroko pojęte światotwórstwo, które można było zaobserwować w tej wydanej w dwóch tomach powieści. Sam autor przyznaje, że pomysł na Czterdzieści i cztery po części wyewoluował z zapowiedzianej wkrótce po Zadrze, ale finalnie niezrealizowanej powieści Wolta (widać to chociażby w opisach fabuł obu pozycji).

Czytelnika znającego wcześniejsze utwory tego autora nie zaskoczą więc realia XIX wieku odmienione przez technologię etherową, bramy prowadzące do wieloświatów, olbrzymie, inteligentne insekty czy przedziwne maszyny i technologie przywołujące na myśl najbardziej zakręcone, steampunkowe wizje. Nie oznacza to jednakże, że w jakikolwiek sposób ta odmalowana z rzadkim rozmachem wizja stanie się przez to mniej barwna. Kreowanie realiów to nie od dziś prawdziwy konik Piskorskiego, więc co chwila w powieści napotyka się nowe detale i elementy (np. odwołania do mitologii słowiańskiej), które wzbogacają świat i pokazują, że wyobraźni autora starczy spokojnie na jeszcze kilka oryginalnych wizji, mimo iż pozornie wywodzą się z bardzo podobnych założeń.

Drugim filarem światotwórstwa w Czterdzieści i cztery jest przetwarzanie historii, co odbywa się na dwóch poziomach. Z jednej strony mamy do czynienia z klasyczną historią alternatywną, w której odkrycie etherowej technologii przyczyniło się do zmienienia historii Europy (m.in. nieco inaczej potoczyły się wojny napoleońskie, powstanie listopadowe, inne są losy ziem polskich). Z drugiej strony jednak nie oznacza to całkowitego zerwania z wydarzeniami, o których uczyliśmy się w szkole: Piskorski twórczo je wykorzystuje, przerabia i nieraz zaskakująco zestawia. Odcyfrowywanie tych historycznych tropów stanowi niezłą zabawę, która może nie stanowi sedna opowieści, ale jest interesującym i urozmaicającym lekturę dodatkiem. Podobny mechanizm, chyba jeszcze w większym stopniu, działa w przypadku postaci. Niemal każdy bohater napotkany w książce jest przynajmniej wzorowany na słynnych osobistościach, zręcznie – nierzadko zabawnie lub nieco karykaturalnie – odmienionych realiami.

Tytuł powieści w oczywisty sposób nawiązuje do słynnego fragmentu z trzeciej części Dziadów Adama Mickiewicza mówiącej o nadchodzącym wskrzesicielu polskiego narodu. W fabule książki Piskorski bawi się tą liczbą i podsuwa kilka możliwych interpretacji (również fantastycznych), poczynając od roku, w którym dzieją się wydarzenia, a na wskazaniu osoby (lub osób) wcielającej widzenie księdza Piotra w życie kończąc. Jednocześnie udało się dobrze oddać ducha epoki, z jego romantycznym zacięciem godnym tytułowego cytatu z wieszcza. To właśnie na restytucji państwa polskiego, także poprzez największe poświęcenia, opierają się działania bohaterów – nawet jeśli poszczególne postacie mają odmienne wizje jak sprawa polska powinna być realizowana.

Być może dziwi fakt, że powyższe akapity traktują przede wszystkim o cechach świata przedstawionego, a niewiele jest analizy fabuły. Cóż, oddaje to rozłożenie akcentów w Czterdzieści i cztery. Jedyną poważniejszą wadą tej książki jest właśnie to, że w chęci autora do przelania na karty powieści wszystkich pomysłów fabuła została sprowadzona do podrzędnej, może nawet pretekstowej roli. Jest dość linearna i służy przede wszystkim zaprezentowaniu plejady barwnych postaci oraz dziejowych wydarzeń. Piskorski jakby zapomniał co powinno stanowić szkielet opowieści, a co jedynie jego wypełnienie. Stąd też ocena książki będzie w dużym stopniu zależała od nastawienia czytelnika: czy ceni przede wszystkim kreację świata i postaci, czy też oczekuje fabularnego mięsa. Jeśli stawia na to drugie, może go spotkać zawód.

Recenzja ukazała się pierwotnie w Nowej Fantastyce 10/2016.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.