Czy wolna wola istnieje?

„Mechaniczny” jest udaną, podrasowaną steampunkiem alternatywną historią, w której wolna wola ściera się z przymusem. Historią lepszą niż wcześniejsza powieść Iana Tregillisa wydana w naszym kraju.

Wiele steampunkowych wizji, które odmieniają przebieg naszej historii, rozpoczyna się od zaskakującego odkrycia dokonanego przez któregoś z wielkich naukowców lub myślicieli. W powieści Mechaniczny, która otwiera cykl Wojny alchemiczne, padło na Christiaana Huygensa – XVII-wiecznego holenderskiego matematyka i astronoma. Opracował on metodę tworzenia mechanicznych ludzi, zwanych Klakierami: myślących i czujących istot, na które narzucono magiczny przymus (gaes) niewolnictwa – wszelki sprzeciw panom powoduje niesamowity ból.

Od tego momentu przebiega cały proces światotwórczy powieści. Rewolucja mechaniczno-alchemiczna zastępuje industrializację, a ciężar globalnej dominacji przesuwa się z Wysp Brytyjskich do Niderlandów, które dziesiątki lat później stają się światowym imperium. Sprzeciwić próbuje się jedynie Francja, ale jak niepyszna ulega mechanicznym armiom, a król i arystokracja muszą schronić się w odległym Quebecu… nie oznacza to jednak końca starcia między tymi dwoma państwami.

Mimo wszystko czytelnik nadal otrzymuje stosunkowo niewiele informacji o historii świata i przebiegu rywalizacji między Niderlandami a Francją. Nie jest to brak, który znacząco wpływałby na odbiór całości, ale ciekawość zostaje podrażniona. Podobnie jest z tajnikami dotyczącymi konstrukcji Klakierów czy alchemicznych odkryć Francuzów. O ile jeszcze Gildia Zegarmistrzowska pilnie strzeże swych tajemnic dotyczących konstrukcji mechanicznych ludzi, to już o zdobyczach przemysłu chemicznego, które – w ograniczony sposób, ale jednak – potrafią powstrzymać napór niderlandzkiego imperium, co nieco mogłoby zostać zdradzone.

W takich realiach rozgrywa się fabuła powieści, w której na znaczeniu zyskują przede wszystkim trzy wątki: Jaxa – Klakiera, który uwolnił się od geasu, księdza-szpiega oraz szefowej wywiadu francuskiego, która próbuje odkryć tajemnicę działania mechanicznych ludzi. Każda z tych nici stanowi odbicie podpowierzchniowych sił rządzących realiami Mechanicznego, a rozwój poszczególnych wątków wcale nie jest tak oczywisty, jak początkowo się wydaje. Bohaterom powieści co prawda brakuje nieco wyrazistości, ale brak ten jest nadrabiany zwrotami akcji, nietypowymi rozwiązaniami fabularnymi, sporą dawką brutalności oraz – w niektórych przypadkach – całkiem sporym ładunkiem emocjonalnym.

Powieść Iana Tregillisa odbiega nieco od typowej steampunkowej, nastawionej na gadżeciarstwo i dynamiczną akcję wizji, którą polski czytelnik może kojarzyć chociażby za sprawą skądinąd całkiem niezłego cyklu Marka Hoddera o przygodach Burtona i Swinburne’a. Mechanicznemu także nie można odmówić sporej dawki dynamicznych scen, szczególnie w drugiej połowie, ale nie jest jej podporządkowana cała konstrukcja powieści. Nie ma też mowy o dominacji fabuły przez kolejne wizje wynalazków czy innych fantastycznych bajerów: te oczywiście istnieją, ale są umiejętnie wplecione w konstrukcję wydarzeń.

W powieści obecna jest nie tylko warstwa przygodowa. Istotnym elementem fabularnym, warunkującym zachowania postaci, jest stawianie pytań o naturę wolnej woli. Początkowo wynika to z charakterystyki Klakierów, ale szybko kwestia ta pojawia się także na innych, niekiedy zaskakujących płaszczyznach. Warto też nadmienić, że poglądy na tę kwestię stanowią jedną z głównych granic pomiędzy religiami i państwami w powieści Tregillisa. Na razie autor nie udziela jednoznacznych odpowiedzi: w „Mechanicznym” wiele jest znaków zapytania, które zapewne zostaną wyjaśnione w kontynuacji.

Mechaniczny nie jest pierwszą książką Tregillisa na naszym rynku. W 2013 roku Mag wydał Mroczną genezę – nieco hellboyową opowieść o nadnaturalnych żołnierzach i służbach wywiadowczych na polach II wojny światowej. I jeśli ktoś tą mocną przeciętną powieścią zraził się do twórczości Amerykanina, to przy pierwszym tomie „Wojen alchemicznych” powinien dać mu jeszcze jedną szansę: to znacznie lepsza, bardziej dopracowana i interesująca powieść. Łączy w sobie intrygujące pomysły (co istotne, udanie wykorzystane) ze sporą dawką akcji i odrobiną filozofii. Mieszanka ta nie pozwala się nudzić. Pozostaje czekać na kolejne tomy, które – jak należy mieć nadzieję – rozwiną jeszcze świat przedstawiony i przyniosą fabularne rozstrzygnięcia.

Recenzja pierwotnie ukazała się w „Nowej Fantastyce” 08/2016.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.