Rekrutacja w rytmie SF

Powieść „Pobór” Marko Kloosa otwiera serię „Frontline” będącą dość typową przedstawicielką militarnego science fiction, jednakże jej wykonanie plasuje ją wśród bardziej interesujących przedstawicieli tego gatunku.

Militarna science fiction i space opera – bo te dwa podgatunki fantastyki momentami trudno jest rozróżnić – przeżywa ostatnio w naszym kraju renesans; albo też rozkwit, bo stwierdzenie, że mamy do czynienia z odrodzeniem, może być dość ryzykowne w kontekście historii polskiego rynku wydawniczego. Jakkolwiek by nie było, coraz to nowe wydawnictwa sięgają po powieści zahaczające o tę tematykę.

Jedną z takich pozycji jest Pobór, pierwszy tom serii Frontline Marko Kloosa. Wydarzenia opisywane w tej książce mają miejsce w nieodległej przyszłości; na tyle różnej, by nie dziwiły czytelnika podróże kosmiczne, ale też na tyle bliskiej, by mógł odnaleźć w sytuacji na Ziemi echa obecnych trendów społecznych i technologicznych.

Przede wszystkim jednak powieść Kloosa to klasyczny – i nie jest to zarzut – przykład literatury koncentrującej się na barwnych losach rekrutów wrzuconych w wojskową machinę w momencie kryzysu. Tak jak czytając np. powieści W.E.B. Griffina z cyklu Korpus czytelnik zachwyca się niemal romantycznym obrazem perypetii żołnierzy podczas II wojny światowej na Pacyfiku, tak w pierwszym tomie Frontline może obserwować z pozoru bezwzględną, ale w praktyce dość sympatyczną historię o chłopaku pragnącym uciec od problemów dzięki karierze wojskowej.

Nie oszukujmy się: Pobór to dość sztampowa historia wykorzystująca zgrane, charakterystyczne dla konwencji motywy. Sam opis rekrutacji i szkolenia – oderwany od sztafażu – widzieliśmy wielokrotnie. Przy czym jest to na tyle nośny motyw, a do tego Kloos potrafi sprzedać go w na tyle atrakcyjny sposób, że nadal śledzi się losy bohatera z zainteresowaniem, mimo przewidywalnych kolejnych etapów jego pobytu w armii.

Zresztą nie tylko pod tym względem wydaje się to solidnie zaplanowana powieść. Kloos dawkuje napięcie, stopniowo wprowadza nowe wątki, powoli odsłania kolejne fabularne warstwy. Nie zabrakło nawet nieodzownego wątku miłosnego. Szkoda tylko, że większość elementów – postaci, wątków, relacji – jest zarysowana dość powierzchownie; tylko na tyle, by móc dalej iść z sednem opowieści, czyli akcją. Pobór nie jest co prawda skrajnym przypadkiem w tym gatunku, ale i tak miejscami aż prosi się o rozwinięcie motywacji i szersze zarysowanie tła.

Pewnym zaskoczeniem jest natomiast rozwój fabuły. Duża część Poboru, nawet już po wprowadzeniu w realia i opisach szkolenia, dzieje się na Ziemi. Pozwala to na jeszcze lepsze pokazanie pełnego napięć społeczeństwa, gett biedoty i buntów przeciwko władzy. Niestety dzieje się to nieco skrótowo: realia zarysowane są na tyle, by można było bez większych problemów wrzucić w wykreowany chaos oddział żołnierzy i zapewnić im mrożące w żyłach przeżycia. Dopiero druga część powieści przenosi akcję w przestrzeń kosmiczną, a na horyzoncie pojawiają się obcy: czyli dostarcza to, czego większość fanów militarnej SF i space oper oczekuje.

Nie można odmówić Marko Kloosowi sprawności pisarskiej: nie ma u niego fajerwerków, ale też nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Stworzył dobrze czytającą się powieść, która co prawda wykorzystuje standardowe motywy i pełna jest uproszczeń, ale mimo wszystko dostarcza przyjemnej rozrywki. To lekka opowieść dobrze sprawdzająca się w momentach, w których nie możemy poświęcić lekturze pełni uwagi.

Recenzja pierwotnie ukazała się w Katedrze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.