Zamotana? Raczej zagubiona

hqPo całkiem niezłym otwierającym tomie kontynuacja przygód Harley Quinn wpada w tory, które prowadzą ją na manowce.

Debiut serii o Harley Quinn odebrałem pozytywnie: było zabawnie i rozrywkowo, z interesującą plejadą postaci z drugiego planu, przełamywaniem czwartej ściany i grą konwencją. Widać było, że twórcy dobrze się bawili przy wymyślaniu i tworzeniu tych historii; a z nimi robił to czytelnik. W Zamotanej niestety ten czar prysł i przez większość czasu mamy do czynienia raczej z męczącym przetwarzaniem znanych już motywów.

Nie będę oszukiwał: preferuję dłuższe komiksowe historie, wykraczające poza jeden czy dwa zeszyty z amerykańskiego formatu. Tutaj tego zabrakło: owszem, są dwie dłuższe historie, ale też sporo jest jednostrzałówek. I jedne, i drugie pozostawiają wiele do życzenia, choć trafiały się przyzwoite momenty. Ale po kolei.

Pierwsze dwie historie rozbudowują motywy znane z Miejskiej gorączki, choć raczej niepojawiające się tam na pierwszym planie. W jednej z nich Harley występuje na scenie i po raz kolejny wykazuje się całkowitym brakiem zrozumienia sytuacji, a potem zostaje porwana przez swojego fana. Całość jest dość przewidywalna, choć miejscami niepozbawiona pewnego uroku. Znacznie gorzej jest, gdy bierze udział w kolejnej masakrze na rolkach: sztampa goni kalki i stereotypem pogania.

Pierwsza dłuższa historia ma dobry punkt wyjściowy: Power Girl traci pamięć, a Harley postanawia zostać jej partnerką i razem ratować świat. Jest tu sporo gagów, zakręcone wizje innych światów i istot je zamieszkujących, czy wreszcie nieskrępowane, choć podszyte dobrym sercem szaleństwo głównej bohaterki. Ta opowieść pokazuje to, co w Miejskiej gorączce było najlepsze. Szkoda, że to tylko wyjątek…

harleyquinn2

Później jest już gorzej. Harley wybiera się na Comic-Con w San Diego z myślą, że jej bazgroły załapią się na kontrakt w którymś z wielkich wydawnictw komiksowych. I owszem, jej próbka przygód Rzyg Girl ma swój urok, ale to tylko moment. Reszta to ponowny (obecny i w Miejskiej gorączce) zabieg, w którym kilku artystów dostało możliwość narysowania poszczególnych fragmentów opowieści. Graficznie to nawet jest ciekawe, ale o scenariuszu to chyba jednak ktoś zapomniał, bo z całości po prostu wieje nudą.

Na końcu dostajemy rzecz chyba najsłabszą, a którą zapowiada już okładka: nie uciekniemy niestety przed powrotem wątku Harley i Jokera. O ile jeszcze pierwsze strony nie są złe, bo stanowią niezły (m.in. bo krótki) origin postaci. Potem jednak zaczyna się robić ciężko… Tytuł Długo i syfliwie zaskakująco dobrze oddaje naturę tej historii. Co prawda, licząc objętość, to za specjalnie długo nie jest, ale ponowne połączenie się głównej bohaterki z Jokerem na tropikalnej wyspie, z dzikusami i aktywnym wulkanem, dłuży się niesamowicie. Pomijając nawet miałkość samej fabuły, to w ogóle nie pasuje do klimatu serii.

Jednym słowem jest przeciętnie. To już nie historia kamienicy i jej dziwnych mieszkańców, ale próba wpasowania antybohaterki w szersze spektrum uniwersum DC, przeplatana drętwymi próbami powtórzenia tego, co zadziałało w pierwszym albumie. Są momenty, ale jednak Zamotana to przede wszystkim rozczarowanie.

Recenzja pierwotnie ukazała się w Alei Komiksu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Obrazki i chmurki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.