O jednym takim, co stłukł Księżyc

Mimo niewielkiej liczby publikacji na koncie, Radek Rak dał się już poznać jako bardzo dobry stylista, który ma dryg do tworzenia magicznych opowieści z akcją osadzoną na polskiej prowincji. I nie inaczej jest w „Pustym niebie”, jego jak do tej pory najlepszym utworze.

W serii Kontrapunkty wydawnictwa Powergraph ukazują się powieści z pogranicza fantastyki i głównego nurtu, których wspólną cechą jest przede wszystkim wysoka jakość literacka. Element nadnaturalny nie zawsze wybija się na pierwszy plan (jeśli w ogóle jest obecny), ale kupując książkę z tej serii czytelnik może mieć poczucie gwarancji wysokiej jakości tekstu. Zresztą nazwiska takie jak Wit Szostak, Szczepan Twardoch czy Anna Kańtoch mówią same za siebie. Tym razem w serii ukazała się jednak powieść autora o stosunkowo niewielkim dorobku: kilku bardzo dobrze przyjętych opowiadań i jednej, wydanej w 2014 roku powieści, Kocham cię, Lilith. I od razu trzeba zaznaczyć, że Radek Rak – niemalże debiutant w porównaniu z ww. autorami – znalazł się w tej serii całkowicie zasłużenie.

Puste niebo to jedna z tych powieści, których fabuły nie da się opisać kilkoma słowami; a jeśli nawet jest to możliwe, taka charakterystyka w żaden sposób nie oddaje tego, co w książce jest najważniejsze. Na pewno nie jest to opowieść o upadających aniołach – co zdaje się sugerować okładka – ale, owszem, pojawiają się one u Raka; a nawet się do nich strzela. Podobnych elementów, które składają się na całościowy obraz powieści jest mnóstwo, a jej siła nie kryje się w nich, a w związkach, które wzajemnie kreują.

Wypada jednak podać przynajmniej ogólne ramy fabularne. Bohaterem – a przynajmniej postacią, wokół której obracają się wydarzenia – jest Tołpi, nieco gapowaty chłopak, który wyławia z Bugu Księżyc. Niestety szybko go tłucze, co może mieć poważne konsekwencje dla ludzkości; dlatego zostaje wysłany do Lublina, by odnaleźć rabina znającego tajniki wytapiania ziemskiego satelity. To dopiero początek jego licznych przygód: napotyka na swej drodze duchy, przemieszcza się tajemnymi, podziemnymi ścieżkami, bierze udział w komunistycznej rewolucji czy wreszcie widzi spadające anioły.

Jakkolwiek infantylnie powyższy opis by nie brzmiał, to na potrzeby Pustego nieba sprawdza się doskonale. Rak nadaje opowieści przypowieściową, nieco oniryczną, nierzeczywistą formę. W wielu miejscach jest zabawnie – wszak Tołpi to ofiara, jakich mało. Jeszcze częściej, szczególnie w drugiej połowie, czytelnikowi wcale nie jest do śmiechu. Powieść umiejętnie rozgrywa emocje czytelnika, tworząc słodko-gorzką mieszankę, która nie pozostawia obojętnym.

Rak odmalowuje przed czytelnikiem obraz z pogranicza jawy i ułudy, gdzie fakty się mieszają z fikcją, a elementy fantastyczne w naturalny sposób koegzystują z elementami codziennymi i namacalnymi. Autor ten ma też świetną umiejętność kreowania zmitologizowanych wersji otaczającej nas rzeczywistości. Potrafi wziąć pozornie zwykłe wydarzenia i nadać im nadnaturalnego charakteru. Potrzeba nie lada talentu, by spójnie i przekonująco spiąć wizje, które zrodziły się w wyobraźni.

Jeśli miałoby się wskazać polskiego autora współcześnie piszącego fantastykę, do którego można by było porównać twórczość Radka Raka, to jest nim Wit Szostak. Już to samo w sobie powinno stanowić rekomendację. Jednocześnie trzeba dodać, że Puste niebo niczego nie naśladuje, raczej: meandrując pośród inspiracji, toruje sobie własną drogę. W związku z tym staje się jasne, że jest to powieść, którą powinni się zainteresować wszyscy czytelnicy ceniący świetnie napisaną i nieoczywistą prozę.

Od siebie dodam tylko, że już od dłuższego czasu nie czytałem tak dobrze napisanej powieści fantastycznej. Fraza Raka jest płynna, a wyczucie rytmu zasługuje na największe pochwały. Jego zdania po prostu wyśmienicie brzmią, a przy tym zachwycają nieoczywistym wykorzystaniem słów. W zapowiedzi wydawcy można odnaleźć odwołania do Bruno Schulza i Bolesława Leśmiana – może nieco górnolotne, ale jednocześnie oddające sprawiedliwość, bo Rak był pilnym uczniem obydwu klasyków, choć dodaje też wiele od siebie (zresztą nawiązań i mrugnięć okiem jest w tej powieści znacznie więcej: ich wyłapanie daje satysfakcję; a przeoczenie nic nie zmienia w odbiorze). Dzięki temu „Puste niebo” jest jak najbardziej współczesne, a jednocześnie świetnie oddaje ducha czasów, w których osadzona jest akcja.

Jeśli lubicie twórczość Radka Raka, to na pewno się tą powieścią nie rozczarujecie. Znaleźć w niej można elementy znane z wcześniejszych jego utworów. Jest świetny klimat z pogranicza realizmu magicznego obecny w Tamdarej w innych światach, jest bohater budzący sympatię, ale i zwątpienie, czyli elementy, które towarzyszyły Kwiatu paproci ze zbioru Legendy polskie, są wreszcie postaci kobiece będące połączeniem femme fatale i sił rządzącej światem mężczyzn, co było widoczne w Kocham cię, Lilith. Jednakże Puste niebo w żadnym miejscu nie jest autoplagiatem; połączenie tych wszystkich cech sprawiło, że światło dzienne ujrzał – na razie – najlepszy i najbardziej dojrzały tekst Radka Raka.

Recenzja pierwotnie ukazała się w Katedrze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czarne na białym, czyli o słowie pisanym i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.