„Głos Lema” bez Lema
Wydawnictwo Powergraph z okazji dziewięćdziesiątej rocznicy urodzin Stanisława Lema zdecydowało się wydać zbiór opowiadań pod redakcją Michała Cetnarowskiego, w którym autorzy starają się nawiązać do tekstów słynnego pisarza. W tekście tym nie będę starał się odpowiedzieć na pytanie, ile jest Lema w opowiadaniach z antologii, bo już nieco czasu od premiery minęło i na ten temat wypowiedziało się liczne grono recenzentów, dziennikarzy i ludzi, którzy się na utworach pisarza pochodzącego z Lwowa wychowali (prezentując zresztą różnorodne opinie). Sam nie czuję się kompetentny do takiej oceny, więc skoncentruję się jedynie na jakości tekstów, nie podejmując się zmierzenia zawartości Lema w Głosie Lema. Zamiast tego spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy jest to antologia, która ma szansę spodobać się czytelnikom, którzy twórczości Lema nie znają zbyt dobrze; dokonując parafrazy brzytwy Lema – czy opowiadania pozbawione nawiązań nadal byłyby ciekawą lekturą? Wspomnę jedynie, że w niektórych przypadkach autorzy dokonywali parafrazy jego tekstów, ale zdarzają się też opowiadania jedynie luźno nawiązujące do twórczości słynnego pisarza lub lekko tylko nią inspirowane.
Rafał Kosik, który akcję utworu osadził w czasach współczesnych, z katastrofą lotniczą w tle (co ciekawe opowiadanie powstało przed katastrofą smoleńską), zaskakuje. Mniej jest w Telefonie twardej fantastyki i bazowania na pomyśle, co było podstawą jego powieści, a znacznie więcej emocji i uczuć – co prawda nie tyle, ile zawarła w swoim tekście Joanna Skalska, gdzie dosyć nietypowa forma pierwszego kontaktu łączy się z osobistymi relacjami bohaterów. Jedyna w zbiorze przedstawicielka płci pięknej stworzyła jedno z ciekawszych opowiadań w zbiorze, które przy silnym powiązaniu z twórczością Lema, samo w sobie jest wartościowe: autorce udało się znaleźć idealne proporcje pomiędzy własnym pomysłem a inspiracją. Biorąc pod uwagę takie kategorie, niezły jest również tekst Pawła Palińskiego, który postawił na niejednoznaczność. Nie ukrywam, że proza Palińskiego do mnie nie trafia, ale potrafię docenić koncept.
Z interesującego punktu wychodzi tekst Janusza Cyrana, nawiązując do Lema pośrednio i pisząc tekst, który ten recenzował w Doskonałej próżni. Opowiadanie Słońce król można więc czytać bez obawy, że czegoś się nie wyłapie. Dla odmiany Jakub Nowak nie inspirował się prozą Lema, a obsesją Philipa K. Dicka na punkcie polskiego pisarza. Zatem tekst tematycznie nie pasuje do zbioru… ale stanowi w nim jednocześnie powiew świeżości i chociaż nie jest to wcale najlepsze opowiadanie Nowaka, to Rychu stanowi miłe zwieńczenie Głosu Lema. Dla odmiany Rafał W. Orkan napisał utwór w stylu retro, mocno nawiązujący do niektórych tomów Lema, a przy tym autor starał się stworzyć własną historię, która niestety nie potrafi przyciągnąć uwagi czytelnika. Do tekstów wartych uwagi należy też Zakres widzialny Wawrzyńca Podrzuckiego, który ma najlepsze w zbiorze podstawy naukowe, chociaż pozostałe elementy opowiadania sprawiają wrażenie nieco… kanciastych.
Antologia nie jest również pozbawiona utworów słabszych. Pretekstowa jest Lalka Alexa Gütsche, której już motto zdradza kluczowy twist fabularny, ale nawet pomijając ten element (co też, ostrzeżony, uczyniłem) szybko można się domyślić zakończenia. Pewne rozczarowanie w zestawieniu z całkiem udanym opowiadaniem z Science fiction. Do średnio udanych należy ponadto tekst Wojciecha Orlińskiego, który chociaż wychodzi od ciekawego pomysłu, to nie potrafi go sprzedać. Równie suchy wydaje się Trzynaście interwałów Iorri Krzysztofa Piskorskiego – opowiadanie koncentrujące się na kwestii postępującej entropii wydało się pozbawione emocji.
W ocenie końcowej nie można rzecz jasna całkowicie pominąć roli, jaką w powstaniu tego zbioru odegrała tkwiąca u jego podstaw idea. Z pewnością nie jest to antologia typu W hołdzie królowi, która chociaż miała w założeniach być upamiętnieniem J.R.R. Tolkiena, to same teksty zupełnie nie nawiązywały do jego twórczości. W Głosie Lema inspiracje są mniej lub bardziej widoczne i o (prawie) żadnym opowiadaniu nie można powiedzieć, że nie pasuje do koncepcji zbioru. Wydaje się, że dla większości czytelników słabiej zaznajomionych z działami Lema, będzie to wartość dodana zbioru, może przyczynek do odświeżenia utworów słynnego pisarza. Jednakże, nawet bez tego, antologia wydana przez Powergraph oferuje kilka niezłych tekstów, chociaż pojawiają się również takie, które są niezłe literacko i ciekawe w treści (na przykład Opowieści kosmobotyczne Dominika Vidmara Filipa Haki czy Poryw Andrzeja Miszczaka), ale jednak są czymś w rodzaju fanfików – po wycięciu Lema niewiele w nich zostaje.
Na zakończenie porada: wstęp Jacka Dukaja przeczytajcie na końcu, najlepiej kilka dni po lekturze zbioru. Autor Lodu w bardzo sugestywny sposób podaje interpretację antologii; czy nie lepiej wpierw samemu zanalizować, a później zestawić przemyślenia z diagnozą słynnego pisarza?
Recenzja ukazała się pierwotnie w Katedrze.
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 2 Comments »
Luty 28th, 2012 at 23:33
Shadow, pozytywne recki są nudne. Ja czekam na Akaba!
Luty 29th, 2012 at 07:41
Twoje pozytywne też są… ciekawe
A Akab napisany już jakiś czas temu, czeka na swoją kolej.