Sierpień 29th, 2011 by Shadow
Po ogłoszeniu wyników Zajdli za zeszły rok po raz kolejny rozgorzała dyskusja dotycząca tej nagrody (w zasadzie na każdym znanym mi forum, blogach, facebooku i pewnie jeszcze w wielu innych miejscach mi nieznanych), chociaż pod nieco innym kątem niż miało to miejsce przy okazji nominacji. Z właściwym sobie refleksem też więc co nieco pokomentuję… stając zresztą trochę w opozycji do tego, co pisałem parę miesięcy temu.
Przede wszystkim gratulacje dla zwycięzców. Odebranie statuetki dla Anny Kańtoch i Jacka Dukaja to już nie pierwszyzna, ale i tak należy się uznanie, że regularnie znajdują uznanie fanów. Nie były to moje typy, ale wprowadziłem jakiś czas temu zasadę, że nie będę komentował samych wyników, jeśli sam nie brałem udziału w głosowaniu (a w tym roku na Polcon nie mogłem pojechać) oraz nie przeczytałem wszystkich nominowanych utworów, co również zdarzyło mi się pierwszy raz od bodajże pięciu lat. Nie znam na przykład zwycięskiego opowiadania; w powieściach nieco lepsze mam rozeznanie i sam typowałbym inaczej. Niemniej jednak uznaję wybór, skoro nie mogłem jakkolwiek na niego wpłynąć. Skupię się na innych aspektach.
Mam wrażenie, że ostatnio popularne – a wręcz modne – stało się krytykowanie Zajdli (a w zasadzie wszystkich nagród fantastycznych). Nie chodzi nawet o wyniki, chociaż one – a także nominacje – dostarczają paliwa dla narzekań. Bardziej chodzi o krytykę systemu głosowania, brak mobilizacji środowiska przy głosowaniu, etc. Pewnie, zmieniając obecny system na zwykły większościowy wyniki mogłyby być inne. Rozszerzenie możliwości głosowania poza Polcon również by coś zmieniło. Wydaje mi się jednak, że osoby odpowiedzialne za nagrodę takimi zmianami nie są zainteresowane. Nie mam o to do nich pretensji i nie uznaję ich za beton, stosując pezepeenowską miarę: wpierw należy się zastanowić czemu te zmiany mają służyć i jaka jest przyszła wizja nagrody. Zdaje mi się, że powoli środowisko dojrzewa do przynajmniej rozważenia pewnych zmian, ale najpierw trzeba wiedzieć co chce się nimi osiągnąć. W obecnej formie nagroda jest podatna na ataki (bo już niekoniecznie oszustwa itp.). Niemniej jednak im mniej osób głosujących, a liczba ta raczej spada niż rośnie, prestiżu nagrodzie nie dodaje. Read the rest of this entry »
Tags: Zajdle
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym, Ględzenie | 2 Comments »
Sierpień 26th, 2011 by Shadow
Pamiętacie Terror Dana Simmonsa? Jeśli ktoś nie zna, to przybliżę: jest to powieść w zasadzie historyczna z elementami fantastycznymi (nieingerującymi w fakty), której przedmiotem są poszukiwania przejścia morskiego przez Arktykę u północnych wybrzeży Ameryki. Jak łatwo sprawdzić, nie czytając nawet książki, poszukiwania te zakończyły się porażką, przyroda była nieubłagana.

Tymczasem właśnie wyczytałem informację, że lody ustępują i niedługo będzie można regularnie przepływać trasą, na której tak wielu znalazło śmierć. Nie chcę się tutaj wdawać w dyskusję o globalnym ociepleniu, roli człowieka, etc., ale bez wątpienia dzieje się na naszych oczach coś, co naszym przodkom jedynie się marzyło. Przejście Północno-Zachodnie otwiera wiele możliwości. W linkowanym artykule koncentrują się przede wszystkim na korzyściach dotyczących wydobycia surowców z Arktyki (to, a także eksploracja złóż Antarktydy może w niedługiej przyszłości budzić wiele konfliktów), ale równie ciekawe możliwości będzie to dawać dla transportu. Read the rest of this entry »
Posted in Ględzenie, Nie tylko palcem po mapie | 2 Comments »
Sierpień 24th, 2011 by Shadow
W recenzji Mechanicznego anioła napisałem, że Cassandra Clare realizuje zasadę, w myśl której kury znoszącej złote jajka się nie zabija i dlatego też napisała prequel do Darów anioła. Jednakże nie jest to jedyna opcja: stąd też do zamkniętej z pozoru historii dopisała sequel… w zasadzie powinienem użyć liczby mnogiej, gdyż Miasto upadłych aniołów ma bardzo otwarte zakończenie: City of Lost Souls oraz City of Heavenly Fire są już zapowiedziane i wcale nie jest przesądzone, że na tym się skończy. Chciałoby się krzyknąć „Kobieto, znaj umiar!”, ale przecież moim zdaniem autorka się nie przejmie – wierni czytelnicy będą głosować portfelami, a bez wątpienia – mimo niskiego poziomu tomu czwartego – znajdzie się liczna grupa fanów, którzy nadal będą kupować i czytać kolejne odcinki tej książkowej telenoweli.
Sama decyzja o napisaniu sequela jeszcze nie wystarcza: trzeba mieć przynajmniej szczątkowy pomysł, o czym ma on być, zanim siądzie się przed klawiaturą. Clare chyba go nie miała, bo przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron zajmowała się głównie pisaniem o miłostkach postaci: kto, z kim, dlaczego (albo dlaczego nie), itp. W dodatku to nic nowego, bo większość była powiedziana w Mieście szkła, albo też jest naturalną konsekwencją opisanych tam wydarzeń. Od czasu do czasu autorka rzuca jakiś ochłap fabularny, ale dopiero za połową książki akcja nabiera tempa. Read the rest of this entry »
Tags: Cassandra Clare, Dary Anioła, Katedra, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 3 Comments »
Sierpień 19th, 2011 by Shadow
Po kilku niezłych numerach Nowej Fantastyki przyszła pora na słabszy, a nawet dużo słabszy moim zdaniem. Żadne z opowiadań nie przypadło mi do gustu, a i publicystyka mnie nie zachwyciła. Cóż, nie zawsze wszystko musi mi się podobać. Ciekawostką numeru na pewno jest pierwszy felieton Petera Wattsa. Widziałem sporo rozczarowanych opinii, ale mnie akurat się on podobał, lubię ten przewrotny humor kanadyjskiego pisarza. Nie ma co prawda w nim nic odkrywczego – kilka słów przywitania, potem przedruk z bloga autora (o czym lojalnie uprzedza) o inspiracjach dotyczących opowiadania Rzeczy. Bawiłem się dobrze, czekam na więcej – także na już w pełni oryginalne teksty.
Mamy też kolejną odsłonę Z lamusa…, tym razem o fantastycznych pocztówkach i inszych grafikach, na których artyści z początku ubiegłego wieku wyobrażali sobie przyszłość. Gdzieś w zakamarkach dysku w starym komputerze mam właśnie taką galerię – być może nawet tą, o której piszą autorzy (jak ją odkopię, to jeśli będzie w niej coś innego, to wrzucę tutaj). Same obrazki są bez wątpienia ciekawe (niektóre można zobaczyć np. tutaj), ale artykuł głównie sprowadza się do opisania co na nich widać, lekko tylko zahaczając o kontekst i tło. Niemniej i tak jest to jeden z ciekawszych tekstów w numerze. Read the rest of this entry »
Tags: Nowa Fantastyka, prasa
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 1 Comment »
Sierpień 17th, 2011 by Shadow
Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale laski to nie wszystko. Okazuje się, że można zrobić film z ładnymi dziewczynami w skąpych kostiumach, pełen wybuchów i akcji, który będzie mnie nudził. Co prawda może nie tak jak I., która w pewnym momencie powiedziała „Żeby tu chociaż jeden fajny facet był”, ale i tak było mocno przeciętnie. A przecież sam pomysł na podpawanie w męskie gusta jest świetny – gdy pojawiły się pierwsze trailery, Sucker Punch zrobiło się o nim całkiem głośno. Mieliśmy nawet iść na to do kina, ale w końcu jakoś nam nie wyszło – i dobrze się stało, bo byłaby to strata pieniędzy, chociaż niewątpliwie strona wizualna byłaby bardziej widowiskowa. Od kiedy jednak I. zakupiła nam całkiem sporą plazmę, atuty oglądania czegoś w kinie nieco przybladły.
O czym jest ten film, oprócz tego, że latają w nim laski z mieczami i karabinami strzelające do wszystkiego, co się rusza – czy to orki, smoki, roboty czy japońskie wojownioko-demony? W zasadzie to ciężko powiedzieć. Główna bohaterka trafia niesprawiedliwie do psychiatryka, gdzie zły ojczym ma zamiar zafundować jej lobotomię. Za bardzo nie wiadomo dlaczego jej umysł przenosi się do nowej rzeczywistości, w której podopieczne zakładu opieki zdrowia psychicznego znajdują się w czymś będącym połączeniem kabaretu i burdelu. Nasze dzielne bohaterki postanawiają uciec, do czego potrzebują zdobyć kilka przedmiotów. Znowu nie bardzo wiadomo dlaczego przy próbach ich zdobycia przenoszą się do fantastycznych światów, gdzie strzelają, machają mieczami i ogólnie robią wielką rozpierduchę. Read the rest of this entry »
Tags: film, Zack Snyder
Posted in Ruchome obrazki | 5 Comments »
Sierpień 15th, 2011 by Shadow
Znowu z pewnym opóźnieniem zamieszczam informację o kolejnej edycji literackich zgadywanek w Katedrze. W sierpniu na czytelników czeka pięć zgadów i trzy weryfikacja. W zasadzie to do tej edycji miałem nic nie pisać w ferworze przygotowań przedurlopowych, ale w końcu jednak znalazłem chwilę czasu i napisałem dwie zgadywanki (o książkach Charlesa Yu i Iana R. MacLeoda) oraz jedną weryfikację (George’a R.R. Martina). Teksty te zamieszczam poniżej, a po resztę zgadywanek (m.in. o książkach Feista, Kinga i Powersa) zapraszam tutaj.
Read the rest of this entry »
Tags: Charles Yu, George R.R. Martin, Ian R. MacLeod, Katedra, zgadywanki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Sierpień 12th, 2011 by Shadow
Moda na filmowe adaptacje komiksów nadal w pełni, niedawno był Thor i Green Lantern (pomijając kolejne odcinki bardziej popularnych serii), a teraz pora na Kapitana Amerykę – można powiedzieć wreszcie, bo to bodajże pierwsza postać z uniwersum Marvela jeśli mnie pamięć nie myli. Szczerze powiedziawszy, to jakoś omijały mnie wcześniej szanse kontaktu z tą postacią, więc na film wybrałem się bez oczekiwań, wyobrażeń czy uprzedzeń. Z seansu wyszedłem… w zasadzie sam nie wiem w jakim stanie, bo Captain America: Pierwsze starcie okazał się filmem ani dobrym, ani złym.
W czym się to przejawia? W zasadzie w każdym aspekcie. Fabuła filmu oczywiście nie może być wyszukana, bo w końcu bazą był komiks o superbohaterze (wyjątkiem są tu Strażnicy… ale to nietypowy komiks na tym polu), ale zbitek ogranych scen jak żywo kojarzy się z innymi tego rodzaju produkcjami. Mamy więc najpierw przydługi wstęp, w którym się nic nie dzieje, ale możemy poznać fajtłapowatego gamonia mającego zostać herosem, potem następuje przemiana, chwila dla ogarnięcia się w nowej sytuacji, a później już kolejne (można by więc powiedzieć tradycyjnie dwie) konfrontacje z głównym złym kolesiem, który najpierw jest Agentem Smithem, a później niedorobionym Hellboyem. Nawet piżamowy strój Kapitana Ameryki kojarzy się z pierwszym Spider-Manem. Z drugiej strony, co rzadkość, praktycznie nie ma oczywistych głupot (przy przyjęciu na wiarę założeń), dziur fabularnych i nielogiczności. Może dlatego, że fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa? Read the rest of this entry »
Tags: film, Marvel
Posted in Ruchome obrazki | No Comments »
Sierpień 10th, 2011 by Shadow
Mniej więcej siedem lat temu George R.R. Martin poinformował o decyzji dotyczącej podzielenia właśnie pisanego czwartego tomu Pieśni Lodu i Ognia na dwie części. W Uczcie dla wron, która ukazała się niewiele później, zamieszczone zostały głównie wątki z południa i centralnej części Westeros, a północ oraz wydarzenia na dalekim wschodzie miała zostać opisana w następnym tomie – A Dance with Dragons, którego publikację obiecywano niedługo potem. Finalnie nastąpiło to dopiero sześć lat później.
Decyzja o dzieleniu tomów była szeroko komentowana, szczególnie w świetle jednak nieco rozczarowującej Uczty dla wron. Słabość książki tłumaczono przede wszystkim brakiem w niej takich postaci jak Jon, Tyrion czy Daenerys: luki tej nie zapełnili nowowprowadzeni bohaterowie, których wątki nie były w stanie przyciągnąć uwagi w odpowiednim stopniu; po części było to też wina słabszego tempa akcji i – w porównaniu do Nawałnicy mieczy – braku tak spektakularnych wydarzeń. A Dance with Dragons miało być pod tym względem inne – szczególnie w świetle informacji, iż w drugiej połowie powieści są opisywane wydarzenia ze wszystkich zakątków świata wykreowanego przez amerykańskiego pisarza.
Rzeczywistość jest okrutna; powieść nie spełnia oczekiwań i nieco rozczarowuje: być może z uwagi na czas oczekiwania i rosnące apetyty. Z przykrością należy stwierdzić, iż A Dance with Dragons powiela większość wad, jakie można było zaobserwować w Uczcie dla wron, chociaż oceniam ją jednak nieco wyżej niż poprzedniczkę. Niewykluczone, że ze względu na obecność moich ulubionych postaci. Atuty cyklu są powszechnie znane, więc poniżej postaram skupić się właśnie na wadach (jeśli o czymś nie piszę, to należy uznać, iż jest to na wcześniejszym poziomie). Wpierw jednakże jedno zastrzeżenie: pomimo dosyć krytycznej opinii i chociaż nie tak jak Starcie królów czy Nawałnica mieczy – jest to nadal świetna lektura,. Tekst jest pisany z punktu widzenia fana, który po długim okresie oczekiwania czuje się nieco rozczarowany lekturą, mimo iż czytał ją najszybciej, jak mógł. Read the rest of this entry »
Tags: George R.R. Martin, Katedra, Pieśń Lodu i Ognia, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 10 Comments »
Sierpień 8th, 2011 by Shadow
Lipcowe lektury można podsumować dwoma słowami: Martin i powtórzenia. Tak, w zeszłym miesiącu czytałem tylko i wyłącznie książki Dżordżiego, głównie powtarzając sobie Pieśń Lodu i Ognia przed ukazaniem się nowej części (a i tą zacząłem w lipcu, ale nie skończyłem, więc jej nie wliczam). Oprócz tego przeczytałem jeszcze raz Lodowego smoka – tym razem w wersji książkowej. I dobrze, bo tekstu nie pamiętałem… ba, nie pamiętałem nawet, że czytałem go wcześniej – dopiero w trakcie lektury jakieś echa i wspomnienia się aktywowały. W sumie w lipcu przeczytałem sześć książek – pięć grubych i jedną cienką. A wszystko to kosztem różnych obowiązków, za co będę musiał zapłacić w najbliższej przyszłości…
Read the rest of this entry »
Tags: książki, lektury
Posted in Raport czytelniczy | 3 Comments »
Sierpień 5th, 2011 by Shadow
George R.R. Martin nie jest przywiązany do jednej konwencji fantastycznej. Swych sił próbował z powodzeniem w każdym podgatunku: chociaż fantasy przyniosła mu największą popularność, to równie interesujące dokonania zanotował w science fiction i horrorze… oraz różnorakich hybrydach gatunkowych. W jego dorobku znajduje się także pozycja przeznaczona przede wszystkim dla najmłodszych czytelników: jest to Lodowy smok, jedna z pierwszych prób (został napisany w 1980 roku) Martina na polu fantasy.
Najpierw kilka słów o wydaniu książki, gdyż jest to z pewnością jeden z jej atutów. Co prawda objętościowo mamy do czynienia z opowiadaniem, to dzięki zabiegom edytorskim (podobnie jak miało to miejsce na przykład z Oddem i lodowymi olbrzymami Neila Gaimana) tekst ukazał się jako niezależna pozycja. Wydawca serwuje czytelnikom bardzo ładną edycję w twardej oprawie, z obwolutą. Jeszcze większą zaletą są zdobiące karty książki szkice Yvonne Gilbert, które nie tylko cieszą oko, ale również nawiązują do treści utworu. Dzięki nim odbiór opowiadania jest lepszy, niż gdyby zaprezentowano czytelnikowi samą treść – jak to zresztą miało już miejsce w pierwszym tomie Retrospektyw, gdzie lektura tego opowiadania przeszła (w moim wypadku) bez echa.
Lodowy smok opowiada historię Adary – dziewczynki zrodzonej mroźną zimą, przenikniętej przez chłód. W przeciwieństwie do rodzeństwa nie cieszy się na powrót lata, lecz wręcz przeciwnie – to zimy przynoszą jej radość; tym większą, że wtedy pojawia się tytułowy lodowy smok, na którym wzbija się w przestworza. Jednakże do krainy zamieszkanej przez rodzinę Adary zbliża się wojna, która może zniszczyć spokojny żywot jej mieszkańców, a także raz na zawsze rozdzielić dziewczynkę i smoka. Read the rest of this entry »
Tags: George R.R. Martin, Katedra, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 1 Comment »
Sierpień 2nd, 2011 by Shadow
W lipcu więcej mnie w domu nie było niż byłem, stąd też nie za bardzo miałem czas rozglądać się za książkami; chcąc nie chcąc udało mi się więc zrealizować postanowienie o ograniczeniu powiększania składu książek w mieszkaniu. Rzecz jasna nie byłbym sobą, gdybym jednak czegoś nie kupił… chociaż bardziej kuszące w tym przypadku były książki, które mogłem wziąć do recenzji. I tak zakup jest tylko jeden, w dodatku oczywisty: kolejny tom sagi Martina. W dodatku, wbrew wcześniejszym obawom, wygląda na to, że w miarę szybko uda mi się go przeczytać. Pozostałe pięć książek to pozycje do recenzji i wysępione od wydawców. W większości zresztą są to książki, których bym nie kupował z marszu (albo zbyt drogie, albo nie czuję aż tak dużej presji na ich posiadanie), ale które chętnie przeczytam: czyli nieco inaczej niż to miało miejsce w zeszłym miesiącu. Oto skromna lista lipcowych zdobyczy: Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Raport czytelniczy | 1 Comment »