Listopad 30th, 2010 by Shadow
Fantasy jest w Polsce najpopularniejszym podgatunkiem fantastyki, ale rzadko który z rodzimych pisarzy próbuje swych sił z jej klasyczną wersją: wielotomową, epicką opowieścią dziejącą się w wykreowanym od zera przez autora świecie. Tę tendencję przełamuje Robert M. Wegner Opowieściami z meekhańskiego pogranicza. Na razie na rynku dostępne są dwa zbiory opowiadań o podtytułach Północ-Południe i Wschód- Zachód, ale zapoczątkowana w nich historia zapowiada wielotomową sagę.
W każdym tomie opowiadania (łączące się w jedną opowieść) są podzielone na dwa bloki, według klucza geograficznego. Każda granica Meekhańskiego Imperium cechuje się inną scenerią, a ich mieszkańcy charakteryzują się odmienną mentalnością. I tak na północy są srogie góry, na południu słoneczny skwar praży pustynie, na wschodzie jeźdźcy przemierzają stepy, a na wschodzie śledzimy wydarzenia w portowych zaułkach. Bohaterami książek są zwykli ludzie – żołnierze, najemnicy, kupcy i złodzieje.
Wegner nie sili się na wydumane fabuły i roztrząsanie dylematów egzystencjalnych. Jego utwory cechuje prostota; jest to zarazem ich największy atut. Używając nieskomplikowanych zabiegów literackich, autor potrafi wykreować porywające fabuły, które wyzwalają u czytelnika całą paletę emocji. Wydawałoby się, że o tak oklepanych tematach jak odwaga, honor czy obowiązek nie sposób pisać bez popadania w schematy i patos. Tymczasem opowiadania Wegnera łapią za serce, pozostawiając na długo w pamięci wymalowane słowem obrazy i sceny. [czytaj dalej]
Tags: Literadar, Opowieści z meekhańskiego pogranicza, Robert M. Wegner
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 2 Comments »
Listopad 22nd, 2010 by Shadow
Z żyłką podróżnika trzeba się urodzić. Nie sposób nauczyć się przymusu ciągłego bycia w ruchu, potrzeby odkrywania rzeczy znajdujących się za następnym zakrętem. W dodatku nie zawsze – jak pokazuje przykład Jacka Pałkiewicza – idzie to w parze z talentem literackim. Te cechy posiada natomiast Tomek Michniewicz, autor książki Samsara. Na drogach, których nie ma, snując porywającą opowieść o podróży przez azjatyckie bezdroża.
Rzecz zaczyna się w Nepalu, ale literacka wyprawa nie kończy się u podnóża Himalajów. Autor, wraz z towarzyszami, wędruje dalej przez Indie i półwysep Indochiński, by zakończyć swą drogę na singapurskiej metropolii. Jest to podróż przez dzicz i wielkie miasta, urokliwe wyspy i górzystą dżunglę.
Michniewicz nie napisał reportażu, nie jest to również relacja z podróży odhaczająca punkt po punkcie wszystkie „zaliczone” przystanki na trasie. Samsara jest przede wszystkim impresją autora nad zetknięciem się z kulturami zupełnie innymi niż europejska, a podróż ma nie tylko wymiar przestrzenny, ale także duchowy. Książka jest próbą wskazania, że obrany przez nas styl życia nie musi być jedynym słusznym, a wręcz zdaje się miejscami sugerować, że w pogoni za sukcesem straciliśmy coś cennego, ale są jeszcze na świecie miejsca, w których można to odnaleźć. Samsara jest podróżą po fascynujących miejscach, ale również pokazuje przemianę,, jaką podczas swej wyprawy przeszedł autor. Jego przeżycia, za sprawą lektury, stają się również doświadczeniem czytelnika. [czytaj dalej]
Tags: Literadar, Recenzja, Tomek Michniewicz
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Listopad 10th, 2010 by Shadow
Jak już pewnie wszyscy tutaj zaglądający się zorientowali (ale na wszelki wypadek napiszę jeszcze raz), wyjeżdżam jutro, 11 listopada (swoją drogą, lecę przez Moskwę) do Indii na trzy tygodnie. Planowany powrót to 2 grudnia. Stąd też jakiekolwiek próby uchwycenia mnie w sieci będą skazane na niepowodzenie; chyba, że jakimś przypadkiem postanowię sprawdzić pocztę. Nie nastawiałbym się na to specjalnie. Aktywność na blogu również będzie bliska zeru – coś tam ma się niby z datą wprzód ustawiłem, ale nic istotnego; głównie linki do recenzji.
Tyle spraw organizacyjnych, teraz trochę o planie wyprawy. Lecimy przez Moskwę do New Delhi, gdzie spędzamy pierwsze dwa czy trzy dni; ot, tak na otrzaskanie się, pokonanie jet laga oraz przyzwyczajenie układu trawiennego do miejscowej flory bakteryjnej. Nie wykluczamy również zwiedzenia czegoś przy okazji. Gdy już to nastąpi, ruszamy w trasę. Pierwszym przystankiem jest Agra, w której chcielibyśmy zobaczyć Tadź Mahal oraz przede wszystkim Czerwony Fort. Będzie to raczej ekspresowe zwiedzanie, bo mamy na to jeden dzień. Następnie przeskakujemy do bliskiego Bharatpuru, gdzie jest fort (jak w każdym mieście w tamtej okolicy) oraz park narodowy Keoladeo , słynący z ogromu ptactwa. Nie wiem szczerze powiedziawszy czy to sezon, ale park jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a poza tym wypadałoby trochę przyrody też zobaczyć, nie tylko samo miasto.
Następnie przenosimy się do Jaipuru, który jest polecany do zwiedzenia, choć na bazie zdjęć i uzyskanych informacji jakoś nie do końca wyrobiliśmy sobie zdanie dlaczego tak jest. O wiele ciekawszy wydaje się fort w Amberze, który leży tylko kilka kilometrów od miasta. Pewnie więc spędzimy tam więcej czasu niż w samym mieście. Potem kolejny ponad trzystukilometrowy skok pociągiem i jesteśmy w Jodhpurze. Tutaj – o zaskoczenie – jest fort. Na zdjęciach wygląda okazale – wielka skała dominująca nad miastem, a na niej olbrzymia budowla. W okolicy jest jeszcze miejscowość Mandore z kompleksem ogrodów i rozrzuconych w nim mauzoleów. Read the rest of this entry »
Tags: Indie, podróże
Posted in Nie tylko palcem po mapie | 7 Comments »
Listopad 8th, 2010 by Shadow
Comiesięczne pisanie o ciekawych premierach nędznie mi wychodzi, więc zgodnie z zapowiedzią, przestawiłem się na tryb dwumiesięczny, w ramach którego i tak łapię poślizg. W każdym razie poniżej przedstawiam kilka ciekawszych moim zdaniem fantastycznych premier i wznowień z września i października. Niby przedświąteczna ofensywa już w pełni ruszyła i powinienem mieć z czego wybierać, ale i tak wytypowałem stosunkowo niewiele pozycji. Może przez nieuwagę coś ciekawego przegapiłem? W każdym razie polecanki nie są zbyt obfite, ale za to trochę bardziej rozbudowane, niż to miało miejsce do tej pory. Głównie dlatego, że sporo z wymienionych poniżej książek już czytałem, więc mogłem podzielić się czymś więcej niż tylko przypuszczeniami. Do rzeczy więc: Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | 3 Comments »
Listopad 3rd, 2010 by Shadow
Jak pisałem kilka dni temu, ostatnio nic mi się nie chce. Dotyczy to również czytania książek, aczkolwiek dobra lektura w odpowiednim momencie przełamała zbliżający się kryzys czytelniczy i pozwoliła odnaleźć ponownie przyjemność w czytaniu. Książką tą był kolejny tom Eriksona, dostarczający sporej dawki rozrywki, wciągający i zapewniający dobrą zabawę. Właśnie takie książki działają u mnie najlepiej, kiedy zaczyna mnie ogarniać czytelnicze zniechęcenie; mimo, że coraz rzadziej sięgam po sagi fantasy. Zresztą głównie spod klucza typowo rozrywkowego dobierałem październikowe lektury, chociaż rzecz jasna trafiły się wśród nich i takie, które niosły za sobą coś więcej niż tylko akcję i humor.
W październiku przeczytałem w sumie siedem książek (albo sześć, jeśli liczyć dwa tomy Eriksona razem). Rezultat przyzwoity, szczególnie mając na uwadze wszechogarniającą niemoc. I, niestety, nie przypuszczam, żebym mógł do końca roku poprawić ten rezultat.
Read the rest of this entry »
Tags: książki, lektury
Posted in Raport czytelniczy | 2 Comments »