W czerwcu, podobnie zresztą jak w maju, ograniczałem się w zakupach; a w zasadzie w ogóle nie kupowałem książek, choć w sumie nie ma jakiegoś konkretnego powodu takiego stanu rzeczy. Sporo obiecywałem sobie po Nidzicy i antykwariacie, który tam zwykle jest… ale go nie było, bo organizatorzy rozsprzedali wszystko na którymś z wcześniejszych konwentów; stąd też z Festiwalu Fantastyki wróciłem z pustymi rękoma, jako że nie byłem w stanie się zdecydować na jakieś „normalne” książki. W rezultacie to, co wzbogaciło moją biblioteczkę, to wyłącznie książki nadesłane przez wydawców do recenzji. W czerwcu było ich zaledwie pięć… choć i tak jest to więcej, niż przeczytałem w tym miesiącu (o czym napiszę za kilka dni). Coś ostatnio mój nałóg jakby zelżał, może w lipcu odżyje? Wszak trochę ciekawych książek się jednak ukazuje, o zaległościach nie mówiąc.
Nie przeciągając dalej, wrzucam jeszcze tylko czerwcową listę zdobyczy: Read the rest of this entry »
Miłość i sen, jak przystało na kolejny tom cyklu, kontynuuje wątki i idee zawarte w Samotniach. John Crowley jest jednak zbyt dobrym pisarzem, a Ægipt zbyt skomplikowanym projektem, by była to prosta kontynuacja wcześniejszej części. Chociaż w wielu przypadkach postaci i realia pozostają te same, zmienia się czas akcji; duża część powieści to retrospekcja wydarzeń opisanych w pierwszym tomie.
Sporo miejsca w powieści poświęcone zostało dzieciństwu Pierce’a, które spędzał wraz z grupą innych dzieci na amerykańskiej prowincji. To właśnie wtedy zaszły wydarzenia, które rzutowały na całe jego dalsze życie; choć postaciami w tej części Miłości i snu są dzieci, to treść bynajmniej nie jest infantylna. Można wręcz odnieść wrażenie, iż myśli i czyny bohaterów są zbyt mało spontaniczne, a przemyślane i dokonywane przeważnie ze świadomością konsekwencji, które dany czyn za sobą niesie. Natomiast w przypadkach, gdy zadziałał impuls, po fakcie następuje chłodna analiza. Taki zabieg zdaje się mało realistyczny, ale paradoksalnie idealnie pasuje do całości; to nie o przedstawienie natury dziecka Crowleyowi chodzi, a opisanie procesu przemiany. Read the rest of this entry »
Chyba najbardziej znanym pisarzem z pogranicza fantastyki pochodzącym z Kraju Kwitnącej Wiśni jest Haruki Murakami, jednakże nie jest to bynajmniej jedyny pisarz, na którego należy zwrócić uwagę. Nieśmiało, ale dosyć regularnie ukazują się u nas książki innych autorów z Japonii, którzy w swojej twórczości łączą to, co realne, z tym co nadprzyrodzone. Jedną z takich pisarek jest właśnie Hiromi Kawakami, której zbiór trzech opowiadań pod tytułem Nadepnęłam na węża ukazał się nakładem wydawnictwa Karakter.
Charakterystyczną cechą opowiadań ze zbioru Kawakami jest wplatanie do rzeczywistego świata elementów nadprzyrodzonych, chociaż stopień ufantastycznienia utworów jest zróżnicowany. W swych tekstach japońska autorka antropomorfizuje zwierzęta i rośliny, a także ożywia przedmioty martwe; pierwiastek magiczny w jej prozie kryje się w rzeczach zwykłych i codziennych, pokazanych w innym świetle, wprowadzonych w miejsca czy sytuacje dla nich obce. Read the rest of this entry »
Cykl Cassandry Clare zyskał sobie w naszym kraju sporą rzeszę czytelników, rekrutujących się głównie z młodzieży. Nic dziwnego, że Wydawnictwo Mag wydaje kolejne części w niewielkich odstępach czasu. Przeczytanie samych książek również nie trwa zbyt długo; zarówno z racji formy wydania, jak i łatwych w odbiorze treści.
Często się zdarza, że cykl z tomu na tom jest coraz słabszy, a czytelnika ogarnia coraz większe zniechęcenie do poznawania losów bohaterów. W przypadku Darów anioła tak nie jest. W mojej opinii Miasto szkła jest lepsze od Miasta popiołów, choć chyba nie tak zajmujące, jak pierwszy tom serii; w tym przypadku ciężko to jednak jednoznacznie stwierdzić, gdyż większość elementów stoi na podobnym poziomie – Miasto kości ma prawdopodobnie tę jedyną przewagę, że wprowadzało czytelnika do świata, przez co zyskało plusy za nowość. Miasto szkła, choć zmienia się sceneria fabuły, jest osadzone już w znanych odbiorcy realiach. Read the rest of this entry »
Jakiś czas temu zakupiłem książkę Motyle świata. Paziowate autorstwa Janusza Masłowskiego i Krzysztofa Fiołka, zaspokajając tym samym dwie z moich fascynacji: książkową i entomologiczną. Zakup nie należał do najtańszych, ale mimo kilku wad, był wart swojej ceny… choć prawdopodobnie osoby nie mające hopla na punkcie motyli, nie byłyby w stanie tego zrozumieć.
Paziowate to jedne z najładniejszych i największych (i przez to zapewne najpopularniejszych) motyli dziennych na świecie. W naszym kraju żyją ich cztery gatunki (Paź królowej, Paź żeglarz, Niepylak apollo i Niepylak mnemozyna), ale nie dają one pojęcia jak zróżnicowana i barwna jest to rodzina. Tak to już niestety jest, że w naszej strefie klimatycznej motyle nie oszałamiają ani wielkością, ani kolorystyką (z niewielkimi wyjątkami). Nie powinno więc nikogo dziwić, że oglądając omawiany tu atlas zżerała mnie zazdrość na widok fantastycznych paziów latających w Ameryce Południowej lub Południowo-wschodniej Azji. Read the rest of this entry »
Książki Christophera Moore’a zdobyły w naszym kraju sporą popularność. Choć w większości jego powieści są jednostrzałówkami, to w jego twórczości znalazło się również miejsce dla cyklu: Love Story. Seria zapoczątkowana Krwiopijcami nie jest rzecz jasna typową historią miłosną; osobom znającym książki Moore’a nawet nie przyszłoby do głowy, iż może on napisać coś tak oklepanego… a jeśli już zdecydował się na dany temat, to z pewnością ukaże go w krzywym zwierciadle. I faktycznie, w jego opowieści uczucie między bohaterami jest jedną z głównych osi, ale nie najważniejszą. Na pierwszy plan wybija się historia świeżo przemienionych wampirów, które muszą poradzić sobie z trudnościami charakterystycznymi dla nowego rodzaju egzystencji. Ten wątek jest kontynuowany w Ssij, mała, ssij, by znaleźć swój finał w trzecim i ostatnim tomie: Gryź, mała, gryź. Read the rest of this entry »
Znajomy podesłał mi link do reklamy nowatorskiego produktu, wielofunkcyjnego, wytworzonego za pomocą nowych technologii, energooszczędnego, itp., itd. Wypowiadać się można o nim w samych superlatywach: niech się wszystkie kindle i komórki schowają. Więcej nie powiem, sami musicie zobaczyć:
Na Katedrze od kilku dni ukazywała się moja relacja z XVII Międzynarodowego Festiwalu Fantastyki w Nidzicy. Codziennie wieczorem wrzucałem podsumowanie dnia, więc już w tym momencie można przeczytać pełną relację z wydarzeń na konwencie. Dziś prawdopodobnie (jest to uzależnione od pory przybycia do domu; podobnie jak w zeszłym roku zostaliśmy dzień dłużej) zostanie ona uzupełniona o krótkie podsumowanie i zdjęcia. Zapraszam do lektury.
Tradycyjnie linkuję do comiesięcznych katedralnych zgadywanek literackich; a w nich osiem zgadywanek (w tym m.in. o Mortce czy Przybyłku – swoją drogą wreszcie się książka ukazała, a już zaczynałem poważnie wątpić) i dwie weryfikacje. Mojego autorstwa są w sumie trzy krótkie teksty; o kolejnych przygodach Hirsza autorstwa Forysia i dziecięco-młodzieżowej książeczce duetu Beale & Willliams, a także mocno już spóźniona weryfikacja drugiego tomu cyklu Crowleya. Całość tutaj, a moje teksty poniżej: Read the rest of this entry »
Przyznam się szczerze, że w maju nie za bardzo śledziłem fantastyczny rynek wydawniczy, toteż do przeglądu ciekawszych premier z tego miesiąca musiałem się posiłkować przeglądaniem archiwum newsów na kilku serwisach, ale i to nie gwarantuje, czy aby na pewno czegoś nie przegapiłem. Być może właśnie z tego powodu lista polecanek jest dosyć skromna; istnieje również możliwość, iż niewiele ciekawego się ukazało… lub byłem bardziej, niż zwykle, wybredny w selekcji. Tak czy inaczej, moim zdaniem z premier majowych warto zwrócić uwagę na poniższe tytuły: Read the rest of this entry »
Maj potwierdził, iż ilość wolnego czasu jest wprost proporcjonalna do liczby przeczytanych książek. W pierwszej połowie miesiąca z czytaniem było krucho, ale w drugiej nadrobiłem to z naddatkiem. Wszystko dzięki zostaniu na kilka dni słomianym wdowcem, następnie wyjazdowi na działkę bez laptopa (znaczy – z laptopem, ale bez kabla zasilającego). Do tego jeszcze jeden wyjazd na działkę (już z laptopem, ale za to na trzy dni) i mimo pewnych zawirowań w życiu osobistym, które trochę mnie wybiły z rytmu, plany czytelnicze zostały zrealizowane niemal w 100%: z zamieszczonych miesiąc temu list ostał się jeden tytuł (mówiłem, że z Chaosem w zakonie będzie ciężko), ale za to przeczytałem jeszcze trzy inne, choć nie z listy „czego raczej nie przeczytam”. W efekcie maj zakończyłem z dziesięcioma książkami na koncie: dawno nie było tak dobrze!
Kusiło mnie jeszcze, by do przeczytanych w tym miesiącu książek nie dodać Motyli świata. Paziowate, ale tekstu w tej książce jest stosunkowo niewiele, więc byłaby to już przesada. Zresztą trzymam się zasady, że umieszczam na listach jedynie beletrystykę (ostatnio faktycznie ograniczam się głównie do niej, ale w zeszłym roku sporo było innych pozycji). Read the rest of this entry »