Maj 31st, 2010 by Shadow
Maj warto zapamiętać – był to jeden z tych nielicznych miesięcy, w których wszedłem w posiadanie mniejszej liczby książek, niż przeczytałem; to naprawdę rzadkie wydarzenie, warte upamiętnienia. Trzeba jednak przyznać, że nie do końca stało się to świadomie. Po pierwsze jakoś tak się złożyło, że nie przyszła do mnie żadna książka do recenzji – niby jakieś zostały wysłane, ale fizycznie jeszcze żadna nie znalazła się w mojej skrzynce. Po drugie, i chyba nawet ważniejsze, nie najlepiej było z płynnością finansową – zakup biletów do Indii oraz kilka innych większych wydatków sprawiło, iż budżet, jaki mógł zostać przeznaczony na książki, znacząco się zmniejszył… a kiedy jeszcze jego znaczącą część wydałem na atlas motyli (w końcu też książka, nie?), to okazało się, że na zbyt wiele pozwolić sobie nie mogę. I tak, finalnie, wydałem na książki więcej niż zaplanowałem, wmawiając sobie, iż dokonałem pożyczki z przyszłomiesięcznego budżetu. W rezultacie lista jest skromna i widnieje na niej zaledwie pięć pozycji: Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Raport czytelniczy | 1 Comment »
Maj 29th, 2010 by Shadow
Na Starcie tytanów planowaliśmy wybrać się od dawna, czyli w zasadzie od momentu, kiedy w kinie zobaczyliśmy trailer tego filmu. Zapowiadało się spektakularnie – epickie bitwy, żywiołowe pojedynki, przyjemne dla oka efekty specjalne. Okazało się jednak, że – jak to czasami bywa – to, co najlepsze, zostało pokazane w zajawce, a reszta już tak fascynująca dla widza nie była. Starcie tytanów okazało się produkcją zrealizowaną bez pomysłu, znacznie bardziej wtórną i odtwórczą, niż zwykle przy tego typu produkcjach.
Film jest ponowną adaptacją obrazu sprzed lat, więc już samo to świadczyć by mogło, że scenarzystom brakowało nieco pomysłów. Oryginalnej wersji nie oglądałem, ale nie sądzę, by była aż tak słaba fabularnie, jak ma to miejsce w przypadku aktualnej wersji. Historia jest banalna, ale przecież takie są mity w dużej mierze. Chodzi raczej o to, jak jest opowiedziana. Starcie tytanów to typowe kino questowe – bohaterowie wpadają do kolejnych lokacji, robią rozpierduchę (zwykle widowiskową, trzeba przyznać) i przenoszą się do następnej. Jednym słowem sceny walki przeplatają się z dialogami z ważnymi dla fabuły postaciami, ale niewiele jest prób zarysowania szerszego tła i kreacji bohaterów, poza oczywistymi banałami, obecnymi w każdej tego typu produkcji. Read the rest of this entry »
Tags: film, Louis Leterrier
Posted in Ruchome obrazki | 1 Comment »
Maj 19th, 2010 by Shadow
Po space operze czytelnik oczekuje przede wszystkim porywającej, wielowątkowej akcji, która wciągnie go od początku i wypuści dopiero po zakończeniu książki. Choć to science fiction, nie element naukowy jest istotny: stanowi on wyłącznie tło, scenerię, w której rozgrywa się akcja powieści. Można nawet posunąć się do twierdzenia, że jest on całkowicie zbędny – space opera to po prostu przeniesiona w kosmos epicka fantasy, w której miecze zamieniono na pistolety, armie na eskadry gwiazdolotów, obce rasy na kosmitów, a magię na zdobycze nauki. Wydawałoby się więc, że napisanie dobrej space opery nie powinno być zbyt skomplikowane; a jednak na palcach jednej ręki można policzyć autorów, spod piór których wyszły naprawdę udane pozycje należące do tego gatunku. Wśród nich Peter F. Hamilton uważany jest za jednego z najlepszych – a zakończeniem Sagi Wspólnoty udowadnia, że nie jest to przekonanie bezpodstawne.
Na przestrzeni trzech (w polskim wydaniu) książek Hamilton zarysował liczne wątki, które przez większość czasu biegły niepowiązane i dopiero pod koniec Judasza Wyzwolonego. Śledztwa zaczęły się zazębiać. Niemniej jednak sporo nici nadal pozostawało luźnych i w głowie kiełkowało podejrzenie, iż autorowi nie uda się powiązać ich tak, by uzyskać satysfakcjonujący dla czytelnika finał. Obawy okazały się bezpodstawne, gdyż Hamilton w bardzo dobrym stylu (określenie „po mistrzowsku”, które zwykle ciśnie się na usta w takich wypadkach, byłoby jednak przesadą) wybrnął z plątaniny, jaką stworzył na przestrzeni poprzednich części. Widać zresztą, że miał całość od początku zaplanowaną, nie improwizował – liczne szczegóły zamieszczone nawet na początku cyklu nabierają znaczenia w końcówce. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, Peter F. Hamilton, Recenzja, Saga Wspólnoty
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 17th, 2010 by Shadow
Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych Stevena Eriksona są jednym z najbardziej popularnych cykli epickiej fantasy w naszym kraju. Fani serii z niecierpliwością wyczekują premier kolejnych tomów, a po ich lekturze chcą więcej… i od niedawna dostają, choć już nie od Eriksona, a od Ian Cameron Esslemont – współtwórcy świata Malazu. Jego debiutancka Noc noży została przyjęta chłodno, ale nie zraziło to ani pisarza, ani wydawcy: pod koniec 2009 roku w Polsce ukazała się jego druga powieść. Powrót Karmazynowej Gwardii to książka o rozmiarach godnych Eriksona, wydana w dwóch tomach. Szkoda tylko, że zawartość już tego autora godna nie jest…
Wydarzenia opisywane w Powrocie Karmazynowej Gwardii dzieją się równolegle z fabułą opisywaną przez Eriksona, ewentualne przesunięcia czasowe są stosunkowo niewielkie. Również wielu bohaterów jest wspólnych; część z nich u słynniejszego z Kanadyjczyków występuje zaledwie epizodycznie, u Esslemonta wysuwa się na pierwszy plan. Zarys samej fabuły zdradza już tytuł – legendarna Karmazynowa Gwardia wraca do serca Imperium Malazańskiego z żądzą wywarcia zemsty i wypełnienia złożonych przed laty ślubów. Nie jest to jednak jedyne zmartwienie cesarzowej Laseen – tuż pod jej nosem wybuchają kolejne rebelie, a jej siły są zbyt szczupłe, by mogła je stłamsić w zarodku. Read the rest of this entry »
Tags: Ian Cameron Esslemont, Katedra, Recenzja, Świat Malazu
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 15th, 2010 by Shadow
W wywiadach Matthew Woodring Stover podawał różne informacje dotyczące kontynuacji Aktów Caine’a – pojawiały się różne koncepcje i tytuły. Dotyczyło to już Ostrza Tyshalle’a i prawdopodobnie podobne dylematy nurtowały autora podczas tworzenia części trzeciej, czyli Caine’a Czarnego Noża. W rezultacie powieść ukazała się aż siedem lat po poprzedniczce – choć nie bez znaczenia był zapewne fakt, że w międzyczasie Stover wydał kilka powieści ze świata Gwiezdnych Wojen, które prawdopodobnie przyniosły mu znacznie więcej korzyści majątkowych niż książki z autorskiego świata. Fanom na Zachodzie (bo nie w Polsce – my wszakże otrzymaliśmy wszystkie trzy tomy Stovera niemal w ekspresowym tempie) przyszło więc czekać szmat czasu: ale warto było. Caine Czarny Nóż oferuje wszystko to, za co chwalono poprzednie dwie części.
Powieść Stovera to świetne połączenie wielopoziomowych intryg i żywiołowej akcji. Caine po raz kolejny zostaje wrzucony w sieć spisków, a każda ze stron chce go wykorzystać w swój sposób; rzecz jasna głównemu bohaterowi ani przez moment nie świta możliwość, by miał postępować inaczej, niż uważa za właściwe. Skutkuje to licznymi różnicami zdań, które rozwiązywane są za pomocą siły fizycznej – a w tym rodzaju dyskusji Caine nie ma sobie równych. Scen walki jest w książce bardzo dużo, szczególnie, że prawie połowa książki to przebitki z słynnego Odwrotu z Boedecken, Przygody, dzięki której Hari Michaelson stał się jednym z najpopularniejszych Aktorów. Read the rest of this entry »
Tags: Akty Caine'a, Katedra, Matthew Stover, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 13th, 2010 by Shadow
Fantastyka i historia są często ze sobą łączone przez pisarzy. Czasem jest to urealnianie mitów, legend czy kultów, kiedy indziej autorzy decydują się na wprowadzenie elementów typowo fantastycznych, nie istniejących nawet w przekonaniach i zabobonach ówczesnych ludzi. Michał Krzywicki w nowej powieści pod tytułem Psalmodia bliższy jest tego pierwszego rozwiązania, chociaż nie unika korzystania z drugiego, kiedy potrzeby fabuły tego wymagają.
Michał Krzywicki upodobał sobie obierać za scenerię swoich powieści czasy średniowieczne na ziemiach słowiańskich, na styku zdobywającego teren chrześcijaństwa i ustępującym mu pierwotnym kulturom. W debiutanckich Plagach tej ziemi autor przenosił czytelnika na Połabie, a akcję najnowszej powieści umiejscawia w Prusach, w czasach gdy Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie dopiero zaczynał ustanawiać swoje pierwsze placówki na tym terenie. Zanim jednak trafi tam główny bohater, pierwsze rozdziały dzieją się w zupełnie innym miejscu: na półwyspie Iberyjskim, gdzie styka się kultura islamska z chrześcijańską. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, Michał Krzywicki, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 11th, 2010 by Shadow
Piąty sezon House M.D. skończyliśmy oglądać… mniej więcej cztery miesiące temu – jak więc łatwo się domyśleć niewiele już z niego pamiętam; a raczej wiele wspomnień już się zdążyło zatrzeć i zlać z odcinkami z sezonów cztery i sześć (choć oglądanie tego postanowiliśmy zawiesić do czasu, aż się cały ukaże – oglądanie jednego odcinka co tydzień czy dwa nas średnio bawi). Pojawia się w związku z tym pytanie – dlaczego tak długo zwlekałem z opisaniem wrażeń? Oczywiście najprostsza odpowiedź to brak czasu… ale w tym wypadku najprostsza odpowiedź nie jest najprawdziwsza. Powodem jest raczej to, że sezon piąty był dla mnie (a w zasadzie dla nas, bo Iza też się zgadza) zdecydowanie najsłabszy z dotychczasowych: po prostu nie chciało mi się pisać o odcinkach, które w dużej mierze mnie rozczarowały. Dlaczego więc zdecydowałem się jednak coś napisać? Chyba wyłącznie z kronikarskiego obowiązku… no i faktu, że szósty sezon do siódmego odcinka jest zdecydowanie lepszy, więc o nim w bliżej nieokreślonej przyszłości napiszę z pewnością więcej i szkoda by było, żeby się luka w relacjach pojawiła. Read the rest of this entry »
Tags: House M.D., seriale
Posted in Ruchome obrazki | No Comments »
Maj 9th, 2010 by Shadow
Kawał maja już minął, więc pora wziąć się w garść i napisać o ciekawych premierach wydawniczych z kwietnia, co też niniejszym właśnie czynię. Wybrałem siedem pozycji: trochę rozrywkowych, trochę staroci, a trochę strzałów w ciemno, bo niewiele tak naprawdę o danych pozycjach wiedziałem. Być może również coś przegapiłem – jeśli tak stało się faktycznie, to poproszę o propozycje uzupełnienia poniższej listy; zgodzę się, albo zaoponuję. Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 7th, 2010 by Shadow
Majowe zgadywanki organizowane przez Katedrę należą do do bardziej obszernych: znajduje się w nich osiem zgadywanek, a do tego dochodzą jeszcze trzy weryfikacje. Osobiście uważam majową edycję za udaną: sporo tekstów poświęconych jest pozycjom nietypowo fantastycznym – trochę z pogranicza, a trochę spoza głównego obiegu – interesujące jest więc rzucenie okiem na pozycje, na które być może inaczej nie zwróciłoby się uwagi.
Tym razem nie zgadywałem (zastanawiałem się nad Reynoldsem lub książką duetu Weis & Hickman, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że nic odkrywczego, albo chociażby ciekawego, do napisania nie mam), ograniczyłem się wyłącznie do dwóch weryfikacji, które zamieszczam poniżej. A same zgadywanki do poczytania tutaj. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, Mike Carey, Peter F. Hamilton, zgadywanki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Maj 5th, 2010 by Shadow
W kwietniu kupowałem mało… a w zasadzie prawie wcale (w dodatku część książek na poniższej liście, to jeszcze zakup z marca, tyle że dotarł z opóźnieniem) – co nie oznacza (stety lub niestety), że w tym czasie moja biblioteczka się nie zwiększyła. Wręcz przeciwnie – doszło do niej całkiem sporo tytułów, bo aż osiemnaście. Stało się tak głównie dzięki nadjeściu kilku egzemplarzy do recezji oraz przecięciu kilku(nastu) książek od kumpla robiącego porządek w swoim zbiorze przed wyjazdem zagranicę. Wziąłem te książki, których jeszcze nie mam – choć w przypadku niektórych ze świadomością, że prawdopodobnie ich nie przeczytam. Nałóg jest jednak straszny…
Swoje noworoczne postanowienie dotyczące zwiększenia liczby książek czytanych po angielsku na razie sprowadza się głównie do kupowania/zdobywania tytuów w języku obcym. Cóż, od czegoś trzeba zacząć, ale coś mi się wydaje, że to nie tak powinno wyglądać… Trudno się mówi, na razie jest jak jest – a lista kwietniowych zdobyczy znajduje się poniżej: Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Raport czytelniczy | 2 Comments »
Maj 3rd, 2010 by Shadow
Zwykle mam tak, że jak się zbliża koniec miesiąca, rzucam okiem na planowane na niego lektury… a następnie poświęcam kilka wieczorów na czytanie, by lista lektur nie prezentowała się mizernie. W tym miesiącu jednak tego nie zrobiłem… a przynajmniej nie do końca. W każdym razie 30 kwietnia miałem szanse dokończyć jeszcze dwie książki – było jednak tak gorąco (perspektywa krótkiego długiego weekendu też zrobiła swoje), że opanowało mnie totalne lenistwo i nawet czytać mi się nie chciało. W związku z tym kwiecień zakończyłem z rezultatem siedmiu przeczytanych książek.
Nie udało mi się w związku z tym (bez związku też by mi się nie udało) zrealizować planów, ale to przecież norma. Szkoda w sumie jedynie, że nie przeczytałem Crowleya, którego w zeszłym miesiącu wymieniałem jako jeden z priorytetów. Nie wyszło jednakże, okazało się, że pierwszeństwo będą miały inne lektury.
Read the rest of this entry »
Tags: książki, lektury
Posted in Raport czytelniczy | No Comments »
Maj 1st, 2010 by Shadow
Tydzień temu byliśmy na weekend w Beskidzie Małym… ale najpierw napiszę o mieście, które odwiedziliśmy w drodze powrotnej, czyli Pszczynie. Jest to miejscowość położona na przedłużeniu trasy Katowickiej z Warszawy, na drodze do Bielska-Białej; w związku z tym przejeżdżałem przez nią (a raczej: obok niej) przynajmniej kilkanaście razy w życiu – w końcu to jedna najszybszych tras z stolicy w góry (i na południe Europy też). Nigdy jednak nie miałem okazji zatrzymać się w tym mieście – w końcu zawsze się gdzieś śpieszyłem i szkoda było marnować czas na zwiedzanie miasta, które kojarzyło się głównie z nauką wyjątków ortograficznych w podstawówce.
Tym razem złożyło się jednak tak, że po dosyć karkołomnej wyprawie dzień wcześniej (o tym też napiszę za kilka dni, jak ze mnie jad zejdzie), potrzebowaliśmy czegoś lżejszego – Pszczyna była pod bokiem, a nie raz się słyszało o ładnym pałacu w tym mieście. O dziwo więc zwiedzanie miasta wygrało u nas z kolejnym spacerem na łonie natury. Read the rest of this entry »
Tags: podróże, Polska
Posted in Nie tylko palcem po mapie | No Comments »