Luty 28th, 2010 by Shadow
W styczniu poszalałem z zakupami książkowymi (a do tego sporo kasy przejadłem na nartach), więc w lutym trzeba było się trochę ograniczać. Pomógł w tym permanentny brak czasu, przez co nawet nie miałem chwili złożyć zamówienia przez sieć (do tradycyjnych księgarni czy Empików zachodzę z rzadka), nie mówiąc o śledzeniu nowych aukcji na allegro.
W rezultacie moja biblioteczka wzbogaciła się tylko o sześć pozycji, z czego pięć przyszło do mnie do recenzji. Rodzynkiem w tym gronie jest Wyndham; na fali wydania Solarisu postanowiłem zakupić brakującą mi pozycję z łączonej edycji. Kiedyś przeczytam. Na pewno… Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Raport czytelniczy | No Comments »
Luty 23rd, 2010 by Shadow
Przyszła pora na katedralne podsumowania roku, już tradycyjnie w formie dyskusji niektórych członków redakcji. Trochę późno, ale z różnych przyczyn zdarzyły mi się pewne poślizgi z różnych przyczyn; z drugiej strony mało kto na bieżąco daje radę zapoznawać się na bieżąco ze wszystkimi najważniejszymi wydarzeniami – nawet w sumie tak niewielkiej niszy, jaką jest fantastyka. Ja być może kilka lat temu dawałem radę, teraz już na pewno nie. W każdym razie na pierwszy ogień poszła rozmowa o czasopismach. Co ciekawe, dyskusja dotyczyła niemal w równym stopniu zeszłorocznych wydarzeń, jak i oczekiwań dotyczących nadchodzących zmian na rynku pism fantastycznych. Całość do przeczytania tutaj, a poniżej zajawka (i, wbrew temu fragmentowi, też biorę udział w tej dyskusji). Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, podsumowania
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 21st, 2010 by Shadow
Podczas mojego wyjazdu na narty (albo też tuż przed nim) ukazało się na Katedrze kilka tekstów, w których miałem mniejszy lub większy udział – porobiły się więc zaległości, które staram się teraz nadrabiać. Dwie recenzje wrzuciłem na bloga ostatnio, a dziś przyszła pora na zalinkowanie lutowego wydania literackich zgadywanek. Robię to w zasadzie z poczucia kronikarskiego obowiązku, gdyż luty się już kończy, co czyni samą ideę zgadywanek już nieaktualną – sporo książek się już poukazywało, więc czytelnicy sami już mogą sobie wyrobić o nich zdanie.
W każdym razie w lutowej edycji do przeczytania jest pięć zgadywanek i pięć weryfikacji – z czego moje dwie notki należą do tej drugiej kategorii (co nieco usprawiedliwia ich zalinkowanie), tradycyjnie do przeczytania poniżej. Read the rest of this entry »
Tags: Ian McDonald, Katedra, Matthew Stover, zgadywanki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 20th, 2010 by Shadow
TVP po raz kolejny transmituje Igrzyska Olimpijskie. Zwykle nie było to dla mnie problemem, ale tym razem niestety skazany jestem na oglądanie zawodów na antenie publicznego nadawcy – kablówki nie mam, internet mi się niestety nieco tnie, a i koniec miesiąca oznacza zbliżani się do limitu transferu. Obie rzeczy – czyli kablówka i lepsze łącze – są w planach od jakiegoś czasu, ale zabrakło mobilizacji do realizacji zamierzeń. Teraz oglądam relację z olimpiady w TVP i pluję sobie w brodę. Źle było już podczas transmisji z Pekinu, ale teraz jest jeszcze gorzej. Mój komentarz może być tylko jeden:

Dlaczego? Powodów jest kilka i postaram się je zaraz wymienić. Zaznaczę jednak na wstępie – same transmisje (komentarz w zasadzie, bo transmisja w większości jest wspólna dla wszystkich kanałów) z aren sportowych nie są złe, ale forma ich przekazania i cała otoczka powodują u mnie zgrzytanie zębów (a to jeden z łagodniejszych objawów). Głównym zarzutem jest brak umiejętności (woli?) skupienia się na wydarzeniach ważnych, pokazania całościowego obrazu, ale także selekcji. Read the rest of this entry »
Tags: sport, TV
Posted in Ględzenie | 6 Comments »
Luty 18th, 2010 by Shadow
M. John Harrison dał się poznać polskiemu czytelnikowi jako pisarz nietuzinkowy w zeszłym roku, przy okazji premiery Viriconium, zbioru dziesięciu utworów powiązanych ze sobą przede wszystkim miejscem akcji – fantastycznym, tytułowym miastem. Brytyjski autor, przenosząc czytelnika do świata Viriconium, oczarowywał formą, językiem i wyobraźnią – pisząc opowieści będące wzorcami dla wielu później tworzących autorów (niekoniecznie epigonów). Nie zawsze jednak twórca wybijający się w jednym podgatunku fantastyki, równie dobrze radzi sobie w kompletnie odmiennej konwencji; stąd też Światło przed lekturą było dla mnie niewiadomą.
W powieści występują trzy wątki, podzielone na naprzemiennie układające się rozdziały. Jeden z nich dzieje się współcześnie, opowiadając o Michaelu Kearneyu, naukowcu poszukującym odpowiedzi nie tylko na problemy naukowe; a wręcz mają one marginalne znaczenie na tym etapie jego życia. Pozostałe dwie historie umiejscowione są w przyszłości, w której to ludzkość opanowała podróże międzygwiezdne… ale nadal Wszechświat kryje w sobie wiele tajemnic. Bohaterowie wątków z przyszłości wydają się obcy, ale gdzieś na głębokim poziomie, wewnątrz duszy, targają nimi jednak bardzo ludzkie rozterki. Wątki trzech głównych postaci, z których każda przeżywa własne dramaty i walczy z innymi demonami, korespondują ze sobą i na niektórych płaszczyznach się uzupełniają. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, M. John Harrison, Recenzja, Uczta wyobraźni
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 16th, 2010 by Shadow
W ciągu ostatnich kilku lat Łukasz Orbitowski wyrobił sobie markę; powszechnie uważany jest za czołowego twórcę horroru w Polsce, choć – przynajmniej w mojej opinii – powoli coraz bardziej odchodzi od typowej stylistyki dla grozy na rzecz zagłębiania się w psychologię postaci i skręcania w kierunku prozy obyczajowej. Sprawia to, iż trudniejsze jest intuicyjne zaszufladkowanie jego twórczości.
Orbitowski jest również jednym z nielicznych rodzimych autorów, którzy mimo sukcesów, nadal nie stronią od krótkiej formy i regularnie publikuje opowiadania w pismach i antologiach. Jego najnowsza książka – Nadchodzi – zbiera właśnie kilka wyróżniających się utworów Orbitowskiego z ostatnich lat, a na dokładkę zawiera tytułową, premierową mikropowieść, stanowiącą blisko połowę objętości książki. Sprawia to, że zbiór powinien być atrakcyjny zarówno dla osób będących z prozą krakowskiego pisarza na bieżąco, jak i dla pozostałych czytelników. Read the rest of this entry »
Tags: Katedra, Recenzja, Łukasz Orbitowski
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 14th, 2010 by Shadow
Nazwa: Niepylak apollo
Nazwa łacińska: Parnassius apollo
Rodzina: Papilionidae (Paziowate)
Rozpiętość skrzydeł: 65 – 80 mm
Występowanie: V-VIII
Gdzie: W Polsce tylko Pieniny
Na pierwszy wpis wybrałem motyla szczególnego. Niepylak apollo jest prawdopodobnie najsłynniejszym (a także największym dziennym) motylem w Polsce; choć zdecydowanie nie ze względu na częstość występowania. Spotkać go można w Polsce wyłącznie w Pieninach (swoją drogą jest to miejsce, gdzie zaobserwowano największą liczbę motyli w kraju), a jego egzystencja jest cały czas zagrożona. Jest to relikt znacznie zimniejszego klimatu – stąd też jego występowanie jedynie w górach.
Zobaczenie Niepylaka apollo w naturze było dla mnie czymś porównywalnym do tego, co musi przeżywać historyk antyku podczas przechadzki po ruinach Troi. Dwa lata temu dwukrotnie specjalnie pojechałem w Pieniny, żeby go zobaczyć. Za pierwszym razem się nie udało. Raz, że była chyba jeszcze trochę za wczesna pora roku – choć już powinien latać; dwa, że pogoda była taka, że żaden rozsądny motyl nie wychyliłby czułka ze swojej kryjówki. Za drugim razem jednak, w ponad trzydziestostopniowym żarze, udało mi się zobaczyć kilka egzemplarzy (z podobno około tysięcznej populacji). Przy pierwszym żadne zdjęcie mi nie wyszło, co prawie doprowadziło mnie do rozpaczy. Na szczęście były jeszcze następne; efekty spotkania z nimi prezentuję poniżej. Read the rest of this entry »
Tags: motyle, Papilionidae (Paziowate)
Posted in Motylem jestem | 5 Comments »
Luty 12th, 2010 by Shadow
W Salonie im. Żuławskiego ukazał się przeprowadzony przeze mnie, krótki wywiad z Krzysztofem Piskorskim. Oto jego krótka zajawka:
Tymoteusz Wronka: Tworząc świat Zadry bardziej odwoływałeś się ku steampunkowym korzeniom, czy też wzorowałeś się na współczesnym nurcie New weird? A może pomysł przyszedł z zupełnie innego źródła?
Krzysztof Piskorski: Wiesz, New Weird zaczął się u nas pojawiać, kiedy prace nad Zadrą były już dość zaawansowane. Mam na dysku pierwsze szkice tej powieści, robione jeszcze zanim zacząłem wydawać Opowieść Piasków, i choć wyglądała trochę inaczej od ostatecznego kształtu, to wpływ New Weird był bardzo mały. Pierwszą rzeczą, jaką przeczytałem z tego gatunku, był Dworzec Perdido, jakoś tak w połowie prac nad tekstem Zadry.
Zresztą New Weird to zjawisko, które istnieje głównie jako temat do dyskusji dla fantastycznych publicystów oraz pisarzy, bo samych książek jest jak na lekarstwo. Nie ma jeszcze za bardzo z czego czerpać, bo takie czerpanie byłoby po prostu kopiowaniem charakterystycznych rozwiązań Chiny Miéville’a albo Vandermeera.
Na steampunku też się raczej nie wzorowałem, bo steampunk to przecież tylko estetyka, zresztą częściej pojawiająca się w filmie lub grach, niż w książkach. Literatury czysto steampunkowej jest bardzo mało.
Zdecydowanie natomiast sięgałem do tego, co jest źródłem tak steampunku, jak i po części New Weird. Czyli do fascynacji dziewiętnastowieczną nauką, technologią, klimatem epoki. Uważam, że to bardzo bogate źródło, z którego można czerpać na różne sposoby. Ian McDonald miał swojego Dickensa, ja miałem Popioły Żeromskiego czy Koniec Epopei Tetmajera, plus stertę popularnych powieści z okresu, jak książki Verne’a.
Tags: Krzysztof Piskorski, Wywiady, Żuławski
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 10th, 2010 by Shadow
W życiu miałem, i nadal mam, różne hobby. Jedne były podszyte słomianym zapałem i szybko się kończyły, inne trwają nieprzerwanie – lub z niewielkimi przerwami – przez lata. Hobby, które trzyma się mnie najmocniej, jest amatorska lepidapterologia – czyli po naszemu motylarstwo. Zaczęło się to wszystko od mojego ojca, który w młodości zajmował się łapaniem motyli. Za mojej pamięci co prawda już się tym nie parał, ale motyle tak czy inaczej były w naszym życiu obecne. Na ścianach wisiały gabloty z okazami, a podczas spacerów tata wskazywał mi różne latające obiekty i nazywał je dziwnymi nazwami (na szczęście ograniczał się do nazw polskich, bez popisywania się łaciną). Nic więc dziwnego, że we wczesnych latach nastoletnich zabrałem się za łapanie motyli. Wbrew pozorom to nie taka prosta robota – a złapanie okazu to dopiero początek. Potem trzeba go zabić, przetransportować do domu, szybko wypreparować, zasuszyć, opisać, skatalogować, zrobić gablotę, etc. Bywały dni, kiedy to po wyjątkowo udanym spacerze, musiałem spędzić dobre kilka godzin nad rozpinadłami.
Pasja ta trwała mniej więcej do studiów, przerwała się z różnych przyczyn. Przypuszczam, że częściowo był to przesyt – był nawet okres, w którym specjalnie z ojcem tak planowaliśmy wakacje, by dorwać jakiś rzadki lub niespotykany u nas gatunek. W każdym razie mniej więcej z osiągnięciem pełnoletniości, przestałem łapać motyle… co nie oznacza, że całkowicie straciłem nimi zainteresowanie – na łące zawsze zwracałem uwagę na kolorowe tałatajstwo i często identyfikowałem je podczas lotu, kiedy znajomi nawet nie zauważali, że coś lata. Read the rest of this entry »
Posted in Motylem jestem | No Comments »
Luty 8th, 2010 by Shadow
Od dobrych kilku lat znacznie więcej książek się w moim domu pojawia, niż daję radę przeczytać. Przyczyny są różne, ale główna jest taka, że od mam manię kolekcjonowania – kiedyś były (lub nadal są) to znaczki, piny, etykiety z piw, etc. To trochę niebezpieczny nawyk, bo okazuje się nagle, że nie ma w domu miejsca na trzymanie tych wszystkich klamotów. Jednakże z moich przeróżnych zbierackich pasji najbardziej miejscochłonną jest zamiłowanie do kupowania książek. Może kiedyś wrzucę zdjęcia swojego pokoju – miejsca na regałach dawno się już pokończyły, książki stoją w stosach pod ścianami, zajmują niemal każdą wolną przestrzeń, która nie służy jakimś innym celom. Postanowiłem więc robić comiesięczne wpisy dokumentujące mój książkoholizm. Wszak pierwszym krokiem do odwyku jest uświadomienie sobie, że jest się uzależnionym…
W styczniu trochę pobuszowałem na allegro i udało mi się kupić za śmieszne pieniądze kilka ponoć niezłych książek; kilka innych to zakupy zwykłe, podyktowane różnymi czynnikami. Do tego, jak zawsze, przyszła porcja książek z Katedry. W rezultacie moja biblioteka zwiększyła się o szesnaście pozycji. Oto one: Read the rest of this entry »
Tags: książki
Posted in Raport czytelniczy | 2 Comments »
Luty 6th, 2010 by Shadow
Na styczniowym Stolyku Lyterackim dyskutowaliśmy o najlepszej (wg w zasadzie wszystkich nagród fantastycznych) polskiej powieści 2008 roku, czyli Kameleonie Rafała Kosika. Osobiście, z perspektywy czasu, w pamięci zostało mi znacznie mniej zachwytów, niż miało to miejsce świeżo po lekturze. Niemniej jednak wrażenia nadal są pozytywne, a podczas rozmowy spojrzałem na kilka kwestii z nieco innej perspektywy. Z częścią uwag spisanych przez nosiwodę w relacji nadal się nie zgadzam, ale przychylam się do finałowej konkluzji.
Tytułem uzupełnienia linkuję jeszcze króciótką i niepełną relację z listopadowego spotkania, kiedy to rozmawialiśmy o Pikniku na skraju drogi Borysa i Arkadija Strugackich.
Tags: Rafał Kosik, Stolyk Lyteracki
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 5th, 2010 by Shadow
Niedawno, przy okazji recenzji Kroków w nieznane 2009, napisałem, że rzadkością na naszym rynku fantastycznym są antologie zagranicznych opowiadań – informacje o krótkich formach z Zachodu czerpiemy więc głównie z Nowej Fantastyki i wydawanych od czasu do czasu zbiorów opowiadań. Tym bardziej cieszy, że Copernicus Corporation zdecydowało się na wydawanie serii antologii, w której pierwszą pozycją jest Antologia nowej science fiction. Przywołanie serii Kroków w nieznane nie jest zresztą pozbawione znaczenia, jak do tej pory cztery opowiadania z omawianej tu książki trafiły do pozycji wydawanych przez Solaris. W Krokach nieznane 2008 ukazały się: Trzecia osoba Tony’ego Ballantyne’a, Ostatni kontakt Stephena Baxtera oraz Efekt Bowdlera James Lovegrove’a. Natomiast do Kroków w nieznane 2009 trafiła Impreza pożegnalna Erica Browna (pod tytułem Przyjęcie pożegnalne).
Jednym z najbardziej nośnych tematów w science fiction jest opisywanie kontaktu o obcymi, przybyszami z odległych planet. Mimo upływu lat ten motyw jest nadal powszechnie wykorzystywany, szczególnie w krótkiej formie; nie mogło więc go zabraknąć i w tym zbiorze. Symptomatyczne jednak, że obecnie sam opis spotkania z kosmitami nie zawsze stanowi sedno utworów, ale jedynie pretekst do zastanowienia się nad innymi kwestiami. Przykładowo Ian Watson zastanawia się nad zakresem wolności i skłonnością do narzucania sobie samemu pewnych ograniczeń i więzów. Kilka tekstów zahacza o inny często pojawiający się motyw w literaturze sf – wiarę, teologię. Nie zabrakło też jakże klasycznego tematu, czyli podróży w czasie, serwowanego przez Petera F. Hamiltona. Read the rest of this entry »
Tags: George Mann, Katedra, Recenzja
Posted in Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | No Comments »
Luty 3rd, 2010 by Shadow
Zasłyszane, mało pochlebne opinie o ostatnich wielkich premierach kinowych, czyli Avatarze i Parnassusie, sprawiły, że gdy postanowiliśmy wybrać się wreszcie do kina, wybór nasz padł na coś innego – Sherlocka Holmesa. Film co prawda też nie zbierał wśród znajomych jakichś oszałamiających recenzji, ale wychowanie się na książkach Arthura Conan Doyle’a zrobiło swoje. Co prawda do tej pory nie widziałem, a obejrzałem ich całkiem sporo, adaptacji choć w odrobinie dorównującej literackiemu pierwowzorowi, ale nie należało się zniechęcać. I słusznie, gdyż – uprzedzając nieco fakty – ten film jest całkiem udany, choć nie w kategoriach adaptacji.
Fabuła filmu jest typowo hollywoodzka, na próżno szukać w niej kameralnego klimatu dochodzeń z opowiadań Doyle’a. Pierwsza scena pokazuje, jak tytułowy bohater za pomocą swych umiejętności obserwacji wymyśla sposób na zneutralizowanie przeciwnika (czyli gdzie i kiedy go walnąć). W tym duchu – czyli walk, pościgów, wybuchów etc. – toczy się cała akcja filmu. Sama zagadka też jest mało Holmesowska – z przewagą okultyzmu i magii, a także bardzo szeroko zakrojonym spiskiem, ocierającym się o najwyższe kręgi władzy. Zakończenie pokazuje całość w innym świetle co prawda i sugeruje inspirowanie się kilkoma utworami literackim; jak choćby Psem Baskerville’ów (chodzi o samą naturę zagadki, a nie konkretne szczegóły). Read the rest of this entry »
Tags: film, Guy Ritchie
Posted in Ruchome obrazki | 2 Comments »
Luty 1st, 2010 by Shadow
Pierwsze dwa tygodnie stycznia zdawały się zapowiadać, że mam szansę na pobicie czytelniczego rekordu – a przynajmniej na najlepszy wynik, od kiedy prowadzę bloga i tworzę listy przeczytanych książek. Niestety – chcąc zrealizować postanowienia z zeszłomiesięcznego raportu – zabrałem się za nadrabianie zaległości z polskiej fantastyki anno Domini 2009. Sapkowski jeszcze jakoś przeszedł, ale na Grzędowiczu solidnie utknąłem i rzutem na taśmę udało mi się przeczytać Orkana. W efekcie w styczniu przeczytałem dziewięć książek – powyżej zeszłorocznej średniej, ale nie tak dobrze, jak się zapowiadało. Read the rest of this entry »
Tags: książki, lektury
Posted in Raport czytelniczy | 1 Comment »