Corto Maltese #02: Pod znakiem Koziorożca – recenzja komiksu

Corto Maltese, awanturnik, pirat i poszukiwacz skarbów, tym razem próbuje znaleźć szczęście i bogactwo u wybrzeży Brazylii i na Karaibach.

Album Pod znakiem Koziorożca to drugi komiks z serii Corto Maltese opowiadającej o barwnych przygodach tytułowego bohatera: żeglarza, pirata, awanturnika i człowieka o nieznanej przyszłości. Autorem serii jest Hugo Pratt, klasyk komiksu europejskiego, pełniący tutaj zarówno rolę scenarzysty, jak ilustratora (plansze pokolorowała Patrizia Zanotti). Strona graficzna niespecjalni się zmieniła od pierwszego tomu, ale fabularnie widać większą dojrzałość i bardziej przemyślany scenariusz.

Po burzliwych wydarzeniach na Pacyfiku akcja przenosi się w tym tomie na Karaiby i wybrzeże Ameryki Południowej. Od Gujany, przez Brazylię, aż po niewielkie wyspy rozsiane na tropikalnych morzach, Corto Maltese przeżywa kolejne przygody.

Cała recenzja dostępna w naEKRANIE.pl

Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Człowiek jest najokrutniejszą bestią

„Na Wodach Północy” Iana McGuire’a na pierwszy rzut oka przypomina nieco „Terror” Dana Simmonsa, choć podobieństwa między obiema powieściami finalnie okazują się dotyczyć przede wszystkim scenografii.

Nominowana do Booker Prize 2016 powieść Iana McGuire’a przenosi czytelników do połowy XIX wieku, kiedy to statki wielorybnicze raz po raz udawały się na arktyczne wody, by polować na olbrzymie morskie ssaki. W tej walce człowieka z wielorybem na tle surowej przyrody, zimnego oceanu oraz pokrytej lodem powierzchni wód i wysp Archipelagu Arktycznego jest coś tak magicznego i uniwersalnego, że raz po raz pisarze do nich powracają, mimo iż pojedynki harpunników z morskimi ssakami dawno już przeminęły… przynajmniej pod taką postacią.

Założenia fabularne Na Wodach Północy są dość proste: okręt wielorybniczy „Ochotnik” po raz kolejny wyrusza na północ, a prawdziwa mieszanina typów spod ciemnej gwiazdy składająca się na załogę liczy, że zapełnią ładownię fiszbinem i wielorybim tłuszczem. Na statku znalazł się także Patrick Sumner, były lekarz wojskowy, który po opuszczeniu brytyjskiego kontyngentu w Indiach szuka nowego zajęcia aż wyjaśnią się sprawy spadkowe. A przynajmniej tak wszystkim mówi. Czytaj dalej

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano , , , , | 5 komentarzy

Wywiad(y) z Brandonem Sandersonem

Z refleksem godnym szachisty informuję, że są dostępne zrobione przeze mnie wywiady z Brandonem Sandersonem. Pierwszy z nich można przeczytać w Nowej Fantastyce 06/2017 – numer akurat chyba schodzi z kiosków, ale może ktoś zainteresowany jeszcze go dorwie.

Druga część rozmowy zamieszczona została w ostatnim wydaniu weekendowym portalu naEKRANIE.pl. Tę można czytać bez ograniczeń czasowych i dostępności.

Opublikowano Ogłoszenia drobne | Otagowano , , , | 2 komentarze

Podboje #01: Horda żywych – recenzja komiksu

W kolejnej serii komiksowej scenarzysta Sylvain Runberg przenosi czytelników do starożytności, na Bliski Wschód.

Wypada w tym momencie zaznaczyć, że Podboje to tak naprawdę opowieść osadzona w realiach historycznych, ale niestroniąca od elementów –  „fantastycznych” to być może za mocne słowo, ale na pewno – nadnaturalnych oraz takich, które zrodziły się w wyobraźni autora, a nie zostały odtworzone z kart opracowań historycznych. Runberg nie trzyma się sztywno ram czasowych; raczej twórczo wykorzystuje fakty i łączy je z dużą dawką fikcji.

Cała recenzja do przeczytania w naEKRANIE.pl

Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Nierozważna i romantyczna

„Prawdodziejka” to przykład młodzieżowej fantasy, której chciałoby się obserwować na rynku jak najmniej.

Przygodowa fantasy, w pewnym uproszczeniu, powinna składać się z trzech elementów: interesująco wykreowanego świata, barwnych bohaterów oraz zajmującej fabuły składającej się zarówno z intryg, jak i dynamicznej akcji. Gdy w kontekście takiej książki pojawia się jeszcze określenie „młodzieżowa”, możemy spodziewać się także wątków romansowych z udziałem nastoletnich postaci. W przypadku, gdy któraś z powyższych cech szwankuje, ocena spada, ale nadal czytanie przebiega bez większego problemu. Są jednak książki, w których w zasadzie każdy z elementów mocno kuleje, co przekłada się na rosnącą irytację czytelnika. I właśnie taką pozycją jest Prawdodziejka.

Teoretycznie Susan Dennard wprowadza w swej powieści wszystkie kluczowe ogniwa… ale zabrakło jej umiejętności, by zrobić to w satysfakcjonujący czytelnika sposób. Autorka stworzyła rozbudowany system magii, ale nie zagłębia się w jego szczegóły, preferując rzucanie różnych określeń, z których niewiele wynika. A jeśli już się dowiadujemy na czym polega dana moc – jak tytułowe prawdodziejstwo – to musimy po prostu uwierzyć, że to potężna moc…  W powieści jest też umiarkowanie rozbudowany świat przedstawiony, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to głównie napisy na mapach, a miejsca, które odwiedzają bohaterowie, zwieszone są w próżni. Czytaj dalej

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano , , , , | Skomentuj

Oszukać kanciarza

Fantasy łotrzykowskie cieszy się dużą popularnością. W debiutanckiej powieści Tomasza Marchewki co prawda magii i fantastycznych istot nie uświadczymy, ale karcianych przekrętów jest aż nadto.

Wydawnictwo SQN coraz chętniej i częściej wydaje fantastykę, także rodzimych twórców. Publikują między innymi debiutantów, w tym Tomasza Marchewkę z powieścią zatytułowaną Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Początkujący autor sięgnął w niej po popularny podgatunek fantastyki, czyli łotrzykowską fantasy, w której liczy się przede wszystkim pomysł na wielki, pieczołowicie budowany przekręt, który staje się jasny dopiero w finale opowieści.

Fabuła książki osadzona jest w nieco steampunkowych realiach, ale stylizacja i elementy gatunkowe są w zasadzie tylko tłem, elementami pojawiającymi się na marginesie głównej opowieści. Areną wydarzeń jest Hausenberg – miasto pełne oszustów i kryminalistów specjalizujących się w przekrętach; nierzadko na wielką skalę. Ta informacja jest istotna dla fabuły, bo chociaż głównym bohaterem jest Slava – młody szuler karciany z ambicjami – to istotna dla fabuły rozgrywka toczy się na kilku płaszczyznach; nie tylko przy stoliku pokrytym zielonym płótnem. Czytaj dalej

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano , , , , | Skomentuj

Gnat #01: Dolina, czyli równonoc wiosenna – recenzja

Gnat (Bone) to wielokrotnie nagradzana seria komiksowa przeznaczona przede wszystkim dla młodszych. Teraz wreszcie czytelnicy w Polsce mogą się przekonać, czy wyróżnienia były słuszne.

Twórcą serii Gnat jest amerykański rysownik Jeff Smith. Jego dzieło – tworzone przez kilkanaście lat – znalazło uznanie krytyków i czytelników. Liczne nagrody branżowe to jedno, ale i w opiniach czytelników trudno znaleźć niepochlebne oceny. Wydawnictwo Egmont postanowiło polskim czytelnikom przybliżyć ten fenomen i wydać serię w trzech zbiorczych tomach.

W pierwszym tomie, Dolinie, czyli równonocy wiosennej, poznajemy trójkę Gnatów pochodzących z Gnatowa, czyli dość romantycznego Chwata Gnata, nieodpowiedzialnego Chichota Gnata i ciągle szukającego okazji do przekrętów Kanta Gnata. Macie już dosyć Gnatów? Nie bójcie się, na tym koniec – wspomniana trójka białych, humanoidalnych stworków wyczerpuje ich zasób, przynajmniej na razie.

Cała recenzja dostępna w naEKRANIE.pl

Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Punisher Max #01 – recenzja komiksu

W pierwszym tomie Punisher Max można znaleźć krwawą i bezlitosną opowieść o bezwzględnym mścicielu z marvelowskich komiksów.

Frank Castle – znany powszechnie jako Punisher – nigdy specjalnie nie pasował do trykociarskich opowieści o superbohaterach. Jednakże jego bezwzględność i krwawe rozprawianie się z przestępcami działało niesamowicie na wyobraźnię nastolatka wyglądającego w kioskach kolejnych historii wydawanych przez TM-Semic. On, a także Lobo, najbardziej działali na wyobraźnię i idealnie wpasowywali się w panujące wówczas w telewizji kolejne filmy z Schwarzenegerem, Stallonem czy van Dammem. Później jednak antybohater z trupią czachą na piersi zniknął na długo z księgarskich półek, a filmowe próby przywrócenia go szerszej publiczności były… nazwijmy je nieudanymi.

Czy to za sprawą pojawienia się tej postaci w netfliksowym Daredevilu, czy też komiksowych czytelników w Polsce domagających się coraz dojrzalszych historii, otrzymaliśmy wreszcie kolejną, mocną historię o mścicielu z marvelowskiego imprintu Max, w którym publikowane są historie dojrzalsze i przeznaczone dla dorosłych czytelników. Jaka inna seria lepiej by się nadawała do opowiedzenia krwawych przygód Punishera?

Cała recenzja dostępna w naEKRANIE.pl

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Majowe zdobycze

Wydawałoby się, że w miesiącu, w którym odbywają się Warszawskie Targi Książki, dojdzie do domowej biblioteczki pokaźna liczba tytułów. Tymczasem stało się zupełnie odwrotnie: dawno nie pojawiło się w domu tak mało książek i komiksów. A na Targach byłem, ale w celach innych niż zakupowe – a i jakoś szczerze powiedziawszy nowości do mnie nie przemawiały.

W sumie w maju w domu pojawiły się cztery książki i pięć komiksów (nie wszystkie są na zdjęciach); z najróżniejszych gatunków. Literatura to od fantastyki po opowiadania obyczajowe, a w komiksach też jest niezły przekrój: superbohaterowie, western, fantasy czy (ponoć) kultowa pozycja dla dzieci.

Oto zdobycze z maja: Czytaj dalej

Opublikowano Raport czytelniczy | Otagowano , | Skomentuj

Wonder Woman – recenzja

Po kilku słabszych filmach wreszcie otrzymaliśmy od DC produkcję, na który warto wybrać się do kina. Wonder Woman może i nie jest idealna, ale jest dużym krokiem we właściwym kierunku.

Ekranizacje komiksów spod znaku DC Comics nie miały ostatnio dobrej passy. Najczęściej zwiastuny wiele obiecywały, ale rezultat rozczarowywał i tylko poszczególne elementy (sceny, kreacje niektórych aktorów, itp.) zasługiwały na uwagę. Słusznie zatem i Wonder Woman budziła obawy – wszak pokazywane w reklamówkach fragmenty obiecywały wiele. Tym razem jednak po wyprawie do kina powinno się obyć bez zawodu.

Po filmie oczywiście nie należy się spodziewać zaskakujących zwrotów fabularnych; a przynajmniej nie na ogólnym poziomie. To historia Diany wychowywanej przez Amazonki i szkolonej na wojowniczkę, która ratuje amerykańskiego lotnika ściganego przez niemieckie wojska. Przekonana, że za Wielką Wojną stoi Ares, wyrusza do świata ludzi, by się z nim zmierzyć i przywrócić ludziom pokój. Oczywiście na miejscu niewiele jest tak proste i jednoznaczne, jak się początkowo wydaje młodej i naiwnej wojowniczce.

Cała recenzja dostępna w naEKRANIE.pl

Opublikowano Ruchome obrazki | Otagowano , , , | Skomentuj

Polskość w epoce etheru

Najnowsza powieść Krzysztofa Piskorskiego jest polską odpowiedzią na Ligę Niezwykłych Dżentelmenów. I Dam. Jednakże tym razem największy atut prozy Piskorskiego obraca się przeciw niemu, zbytnio dominując całość.

Krzysztof Piskorski jest autorem rozpoznawalnym już od dobrych kilku lat, ale dopiero wydana w 2013 roku powieść Cienioryt przyniosła mu sukcesy, w tym między innymi nagrodę imienia Janusza A. Zajdla. Na jego kolejną powieść przyszło czekać czytelnikom trzy lata. Było warto, choć mimo wszystko wcześniejsza historia o szermierzach przenikających cienie była bardziej udana.

Wizja zaprezentowana w omawianej tu powieści nie odbiega znacząco od tej, którą Piskorski wykreował w Zadrze; a raczej wydaje się, że stanowi naturalny krok w poszerzaniu i rozwijaniu pomysłów na realia i szeroko pojęte światotwórstwo, które można było zaobserwować w tej wydanej w dwóch tomach powieści. Sam autor przyznaje, że pomysł na Czterdzieści i cztery po części wyewoluował z zapowiedzianej wkrótce po Zadrze, ale finalnie niezrealizowanej powieści Wolta (widać to chociażby w opisach fabuł obu pozycji).
Czytaj dalej

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano , , , , | Skomentuj

Miesiąc miodowy na safari – recenzja komiksu

Czy komiks jednego z autorów serii „Pora na przygodę” może być normalny? Oczywiście, że nie. „Miesiąc miodowy na safari” to szalona jazda bez trzymanki.

Komiks o miesiącu miodowym? Kto w ogóle wpadł na taki pomysł? Nawet pojawiające się w tytule safari niespecjalnie jest w stanie uatrakcyjnić pierwsze wrażenie. I jak to bywa z pochopnymi sądami, bliższe spojrzenie na komiks Jessego Jacobsa weryfikuje początkowe skojarzenia.

Miesiąc miodowy na safari to jedna z takich pozycji, które wymykają się jednoznacznym klasyfikacjom. Niezwykle trudno jest też streścić ich fabułę tak, by zbyt wiele nie zdradzić (a raczej, by nie odsłonić w pełni autorskiego zamysłu). Generalnie już sam tytuł mówi to, co najważniejsze, a jednocześnie skrywa sedno. Bo tak, Jacobs stworzył komiks o nowożeńcach w egzotycznej scenerii… tylko nic tam nie jest takie, jak by się po takim opisie wydawało.

Cała recenzja do przeczytania w naEKRANIE.pl

Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , | Skomentuj

(nie)Oczekiwana zmiana miejsc

Poprzedni tom zakończył się dość niemiłymi dla Tony’ego Chu wydarzeniami. Nic więc dziwnego, że w tym tomie pałeczkę przejmuje jego siostra.

Jak zapewne wierni fani serii pamiętają, w poprzedniej części Tony Chu popadł w jeszcze większe niż zwykle tarapaty, na skutek czego wylądował w szpitalu z poważnymi obrażeniami. Fabuła nie znosi jednak próżni, więc na jego miejsce wskoczyła siostra bliźniaczka głównego bohatera, Toni. Agentka NASA również posiada niezwykłe moce związane z jedzeniem różnych rzeczy (musi ugryźć kogoś żywego, by zobaczyć jego przyszłość), co pozwala napędzać kolejne krótkie fabuły polegające na ściganiu żywnościowych przestępców.

Zamiana Tony’ego na Toni nie powoduje jakiejś diametralnej odmiany w fabule. Siostra agenta Chu jest co prawda bardziej pewna siebie, zakres jej umiejętności jest inny, a sprawy sercowe mają nieco większe znaczenie (co jest uzasadnione finałem), ale na poziomie fabularnym historie są skonstruowane bardzo podobnie i nie przynoszą większego zaskoczenia – nadal poruszamy się w delikatnych oparach absurdu. Czytaj dalej

Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Nominacje do Zajdli 2016 – krótki komentarz

Właśnie zostały ogłoszone nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla za rok 2016, czyli bądź co bądź najważniejszej nagrody literackiej w polskim światku fantastycznym przyznawanej przez czytelników.

Od kilku lat wokół nagrody (co nie jest tylko naszą specyfiką) panuje nie najlepsza atmosfera, bo dość łatwo jest – przynajmniej na poziomie nominacji – sterować wynikami poprzez chociażby namawianie znajomych. Świadczy to o słabości tego etapu głosowania, bo po prostu bierze w nim udział mało osób (wyłanianie zwycięzcy na Polconach przypadkowe już tak przypadkowe nie jest, choć rzecz jasna sama nagroda daje przede wszystkim wyraz popularności danego pisarza/utworu, a dopiero później znaczenie ma jakość samego tekstu). I choć osoby zaangażowane w opiekę nad nagrodą starają się jak mogą (chociażby zbieranie nominacji na konwentach, a nawet nadanie nieco większego prestiżu nominacjom poprzez ogłaszanie ich podczas Warszawskich Targów Książki), to nadal ten etap kuleje i wśród nominowanych utworów pojawiają się pozycje dość przypadkowe.

Z drugiej strony może nie powinienem w ten sposób oceniać nominacji, szczególnie tegorocznych, bo w ogóle mam wrażenie, że coraz bardziej odklejam się od gustów ogółu; albo też coraz rzadziej jakiś tekst wywołuje efekt wow podczas lektury. W tym roku mam jeszcze większy problem, szczególnie w krótkiej formie, bo w zasadzie niewiele jej czytałem – ot jedną antologię i kilka tekstów cenionych przeze mnie autorów. Z twórcami nowymi, debiutantami i posiadającymi stosunkowo niewielki dorobek, mam doświadczenie niewielkie… a coroczne czytanie antologii zajdlowskiej z nominowanym opowiadaniami sprawia, że specjalnie tego nawyku zmieniać mi się nie chce.

W każdym razie tegoroczne nominacje wydają się cierpieć na podobną bolączkę, co zdarzało się w zeszłych latach. W powieściach jest jeszcze nie najgorzej: Czytaj dalej

Opublikowano Czarne na białym, czyli o słowie pisanym | Otagowano | Skomentuj

Cage – recenzja komiksu

Luke Cage nie należy może do czołowych superbohaterów Marvela, ale dzięki serialowi zyskał nowe życie i doczekaliśmy się wydania komiksu o bohaterze do wynajęcia.

Nie będę ukrywał, mam słabość do fabuł pisanych przez Briana Azzarello. Moja przygoda z jego twórczością zaczęła się dobrych kilka lat temu, kiedy w me ręce trafiły jego Hellblazery, później był bardzo dobry Luthor… nie wszystkie jego albumy podeszły mi w równym stopniu, ale te najlepsze miały jedną cechę wspólną – opowiadały o postaciach niejako z marginesu, niepasujących do klasycznych opowieści komiksowo-superbohaterskich. I tak też jest w Cage’u, opowieści o postaci przybliżonej nam ostatnio dzięki serialowi Netflixa.

W omawianym komiksie Luke Cage jawi się początkowo jako pozbawiony skrupułów mięśniak do wynajęcia – jeśli potrzebujecie wyrównać rachunki, zemścić się lub w inny sposób użyć jego wielkich mięśni – wystarczy solidnie wypchana zielonymi koperta.

Całość do przeczytania w naEKRANIE.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Opublikowano Obrazki i chmurki | Otagowano , , , , , | Skomentuj